NFM - więcej niż muzyka

Wywiad z Małgorzatą Omilanowską, zapowiedź
Article_more
Małgorzata Omilanowska, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego: Narodowe Forum Muzyki będzie niezwykle ważnym centrum kultury nie tylko w skali Dolnego Śląska, lecz także sąsiednich regionów w Polsce, Czechach i Niemczech. Jestem przekonana, że dzięki zaletom nowej siedziby i działaniom, które od lat podejmuje dyrektor Andrzej Kosendiak, będzie to jedna z wiodących instytucji muzycznych w Polsce. Przy czym mam na myśli kulturę muzyczną w ogóle, a nie tylko wykonywanie muzyki klasycznej.

Piotr Matwiejczuk: W bodaj żadnym z wywiadów z panią minister nie padło pytanie o muzykę, więc prawie w ogóle nie mówiła pani o niej publicznie. Większość dziennikarzy nie jest zainteresowana tym tematem, muzyka „poważna” już dawno została wyrugowana z polskiej przestrzeni publicznej – gazet, internetu, telewizji, radia (z chlubnym wyjątkiem Programu 2 Polskiego Radia). Co więcej, ludzie aspirujący do bycia intelektualistami nie mają oporów, by publicznie przyznawać się do swojej ignorancji w dziedzinie muzyki. Czy zgadza się pani z taką diagnozą?

Małgorzata Omilanowska: Od kiedy zostałam ministrem, nadal bywam na koncertach, nie tylko w Polsce, i mam wrażenie, że sale są pełne. A skoro tak, nadal istnieje liczne grono odbiorców muzyki. Co więcej, największym beneficjentem inwestycji w infrastrukturę kulturalną w ostatnich latach w Polsce jest właśnie muzyka. W żadnej innej dziedzinie nie powstało tak wiele nowych obiektów. Wystarczy wspomnieć Operę i Filharmonię Podlaską, Lusławic, nową siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, zmodernizowane filharmonie i nowe sale koncertowe w mniejszych miastach, na przykład dobudowane do istniejących szkół muzycznych.

 

Częstochowa, Kielce, Olsztyn…

Tak, ale to również sala koncertowa przy szkole muzycznej w Siedlcach, Sosnowcu, Białymstoku, Bielsku-Białej. Kilkadziesiąt tego typu inwestycji w całym kraju! Każda z nich jest odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne. O zapotrzebowaniu tym świadczy również problem, przed którym stoi ministerstwo – gwałtownego wzrostu liczby szkół muzycznych. Z jednej strony wprawia nas to w ambaras finansowy, ale z drugiej – jest bardzo dobrym symptomem, pokazującym, że Polacy chcą uczyć swoje dzieci gry na instrumentach i śpiewu w profesjonalnie prowadzonych szkołach w zakresie znacznie większym niż ten, który zapewniała dotychczasowa struktura. Problem w tym, i tu ma pan rację, że w sprzeczności z tym wszystkim stoi narracja medialna. Media zdają się widzieć muzykę niemal wyłącznie jako zjawisko niszowe.

 

Słowo „muzyka”, jeśli już pojawia się w gazecie, rozumiane jest zwykle jako „muzyka popularna”. Mamy więc do czynienia z muzyką jako częścią zglobalizowanej i zunifikowanej rozrywki.

Zgadza się, media promują głównie muzykę popularną, a prawdziwych melomanów traktuje się jako odbiorców niszowych. Ale nie mam poczucia, że Polacy nie chcą dziś słuchać muzyki klasycznej, nawet jeśli z rzadka można o niej poczytać.

 

Ale przecież refleksja dotycząca emocji, które muzyka wywołuje czy choćby jakości interpretacji, jest niezbędna!

Proszę zwrócić uwagę na fakt, że blog Doroty Szwarcman okazał się w ubiegłym roku najbardziej popularnym blogiem w Polsce. To pokazuje zmianę miejsca, w którym o muzyce się rozmawia. Dziś to jest internet. Wzbogaciliśmy się o nowe narzędzia, na przykład YouTube, który pozwala zapoznać się z niemal każdym utworem w dowolnym wykonaniu. Ministerstwo stara się nadrabiać zaległości w dostępie cyfrowym do muzyki poprzez działania Narodowego Instytutu Audiowizualnego. W Ninatece można znaleźć ogromną ofertę nagrań koncertowych oraz komplety dzieł ważniejszych polskich kompozytorów współczesnych. Pozwala to budować dobre programy edukacyjne. Tak więc sądzę, że potrzeba obcowania z muzyką istnieje, ale być może nie ma adekwatnego odbicia w mediach.

 

Od razu uprzedzę pana pytanie o zainteresowanie muzyką wśród polityków. Wystarczy pochodzić na koncerty do Filharmonii Narodowej, by rozpoznać całkiem sporo twarzy polityków, którzy zupełnie anonimowo i bez „szumu” bywają regularnie na koncertach. Robią to od lat, zaczęli dużo wcześniej, niż weszli do świata polityki i pozostali wierni swojej miłości.

 

Porozmawiajmy w takim razie o owocach zainteresowania zwykłych Polaków oraz przedstawicieli władzy – tej centralnej i tej lokalnej – muzyką. Są nimi nowe wspaniałe gmachy, takie jak Narodowe Forum Muzyki, siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach czy Filharmonia Szczecińska. Z jednej strony ich powstanie to nadrobienie wieloletnich zaległości infrastrukturalnych, z drugiej – pojawiają się głosy, że najpierw powinniśmy inwestować w ludzi, dopiero potem w budynki.

Kiedy wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, otworzyły się przed nami ściśle zdefiniowane możliwości. Być może w świecie idealnym poświęcilibyśmy kilka lat na wspieranie finansowe kapitału ludzkiego związanego ze światem muzyki, a dopiero potem, po szczegółowym rozpoznaniu potrzeb, podejmowalibyśmy decyzje inwestycyjne. Niestety nigdy nie było na to szansy. Sytuacja Polski przed 2004 rokiem nie dawała żadnych możliwości, a wraz z naszym akcesem do struktur europejskich, pojawiły się środki wyłącznie inwestycyjne. Dziś już wiemy, że za pieniądze z obecnego, nowego budżetu unijnego, żadnej z sal koncertowych nie moglibyśmy zbudować. Po prostu wykorzystaliśmy okazję, która pozwoliła nam nadrobić zaległości. To, co mogliśmy zrobić, to tylko dostosować się do możliwości. Jestem zresztą przekonana, że mądre zarządzanie kapitałem ludzkim w już istniejących nowych inwestycjach jest łatwiejsze, ponieważ motywacja ludzi jest większa. Mamy instytucje tam, gdzie było na nie zapotrzebowanie – tworzone były przecież zawsze z inicjatywy środowisk lokalnych i z reguły miały oparcie w istniejących zespołach muzycznych. Dzięki temu, że ukształtowane już zespoły otrzymały nowe siedziby, mogą teraz pracować nad jakością wykonań, poszerzaniem repertuaru oraz popularyzacją muzyki i edukacją muzyczną.

 

Tu dochodzimy do szalenie ważnego problemu – czym współcześnie powinna być filharmonia, instytucja wymyślona w XIX wieku na potrzeby ówczesnego społeczeństwa. Utrzymywanie orkiestry i chóru oraz organizowanie raz w tygodniu koncertów to już za mało.

Model XIX-wieczny zdecydowanie się przeżył. Współczesne filharmonie to wielozadaniowe centra kulturalne, które skupione są wokół muzyki, ale ich działalność jest dużo bogatsza. Co ważne, instytucje te używają wszystkich wypracowanych przez lata narzędzi do stworzenia oferty edukacyjnej. I tu powracam do problemu inwestowania w infrastrukturę – bez niej nie moglibyśmy myśleć o sensownym programie edukacyjnym. A program ten jest warunkiem sine qua non wychowywania kolejnych pokoleń, zarówno czynnych, jak i biernych uczestników życia muzycznego. Przeskoczenie progu cywilizacyjnego w zakresie jakości infrastruktury muzycznej jest jak otwarcie drzwi: pozwala inwestować w kapitał społeczny.

 

Przykładem instytucji muzycznej, która bardzo intensywnie włącza się w edukację, jest Narodowe Forum Muzyki. W założeniu ma być takim centrum kulturalnym zbudowanym wokół muzyki, o jakim rozmawialiśmy.

To nie jest tylko filharmonia, o czym świadczy sama nazwa. Cztery sale koncertowe, czy raczej powierzchnie przeznaczone do działań artystycznych i fakt, że są zupełnie niezależne akustycznie – wszystko to pozwala mieć nadzieję, że NFM będzie niezwykle ważnym centrum kultury nie tylko w skali Dolnego Śląska, lecz także sąsiednich regionów w Polsce, Czechach i Niemczech. Jestem przekonana, że dzięki zaletom nowej siedziby i działaniom, które od lat podejmuje dyrektor Andrzej Kosendiak, będzie to jedna z wiodących instytucji muzycznych w Polsce. Przy czym mam na myśli kulturę muzyczną w ogóle, a nie tylko wykonywanie muzyki klasycznej. Budynek jest tak pomyślany, by był miejscem do grania każdego rodzaju muzyki. Pierwszy sezon działalności nowej siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach – mimo mniejszych możliwości niż NFM – pokazał, że jest to możliwe.

 

Funkcje i sama nazwa NFM wiążą się też z wyjątkowym miejscem, w którym stanął nowy gmach.

Wrocławski plac Wolności ma długą i bogatą tradycję. Każdy włodarz miasta, niezależnie od tego, kim był, zdawał sobie sprawę ze szczególnej roli tego miejsca w tkance całego Wrocławia. Mimo to, przez cały okres powojenny – choć snuto wiele rozmaitych planów – nic ważnego się nie zdarzyło. Dlatego decyzja o zlokalizowaniu właśnie tam Narodowego Forum Muzyki odpowiada potrzebie tego miejsca, jednocześnie zaś narzuca mu nową narrację, idącą w stronę kultury i muzyki, a nie władzy i polityki. To szalenie ważna zdobycz w procesie kształtowania przestrzeni tej części Wrocławia. Projekt pracowni państwa Kuryłowiczów ma w mojej ocenie dużą wartość. To architektura zarówno niezwykle wysokiej jakości, jak i ponadczasowa. Nie jest wyłącznie spełnieniem bieżących oczekiwań i próbą wpisania się w modny nurt, który za jakiś czas modnym być przestanie. W projekcie NFM zastosowane zostały schematy architektoniczne istniejące od czasów modernizmu, a to jest przecież styl, w którym utrzymane są wybitne realizacje wrocławskie autorstwa choćby Hansa Poelziga czy Ericha Mendelsohna. Nawiązanie do wielkich osiągnięć architektonicznych przeszłości pozwoliło stworzyć gmach, który od razu sprawia wrażenie klasycznego.

 

A zatem lokalność i uniwersalność zarazem.

To wielka zaleta tego obiektu, który stanął w bardzo konkretnym, mocno nasyconym architektonicznie i znaczeniowo kontekście. Sytuacja była tu dużo bardziej skomplikowana, niż w przypadku gmachu NOSPR, który zlokalizowany został w parku. Otoczenie placu Wolności narzuciło twórcom bardzo ścisłe reguły gry. Budynek NFM opowiada dużo bardziej uniwersalną historię, niż siedziba NOSPR, ale historia taka musi być, jeśli weźmiemy pod uwagę dzieje Wrocławia, który w ciągu tysiącletniej historii zawsze był miastem wielu kultur. To rodzaj palimpsestu, odkrywającego przed nami swoje różne warstwy. Wszystko to, a także współczesne potrzeby, architekci musieli uwzględnić. Dlatego lokalizacji budynków NOSPR i NFM nie można by zamienić. Wielkie wrażenie robią wnętrza wrocławskiego gmachu. Główny hol to przykład niebywałego monumentalizmu osiągniętego najprostszymi środkami – oto największa sztuka w dziedzinie architektury.

 

Rozmawiał Piotr Matwiejczuk (Program 2 Polskiego Radia)

 

Fragment wywiadu, który ukaże się w październikowym numerze miesięcznika Narodowego Forum Muzyki „Muzyka w Mieście”. 

.