Wydanie: MWM 10/2012

Korepetytor i twórca

Portret dyrygenta Edwarda Gardnera
Article_more
„Jak to możliwe – wykrzyknął ze zdumieniem znany brytyjski krytyk muzyczny – że człowiek, który w londyńskiej English National Opera tak namiętnie dyryguje Cyganerią Giacoma Pucciniego, na swój orkiestrowy debiut nagraniowy dla wytwórni Chandos wybrał dzieła Witolda Lutosławskiego?”.
 

O tym, że Edward Gardner lubi zaskakiwać i prowokować, nie raz mieli okazję przekonać się stateczni londyńscy mieszczanie. W swojej ulubionej English National Opera, z założenia wykonującej wszystkie opery – od Mozarta po Ligetiego – w języku angielskim, musieli słuchać takich dzieł, jak Caligula Detleva Glanerta czy L’amour de loin Kaiji Saariaho.   

 

Edward Gardner urodził się w 1974 roku w Glouster jako syn psychologa i pielęgniarki. Dzięki stypendium uczęszczał do Eaton, ekskluzywnej szkoły, w której dzieci niewywodzące się z elity, mogły często czuć się samotne i odrzucone. Nie stało się tak jednak w przypadku Gardnera. Jak wspomina, w Eaton zachwycił go znakomity poziom edukacji muzycznej oraz to, że „szanuje się tam talent”.

 

Naukę kontynuował w Cambridge. Niedawno na antenie radia BBC 3 wyznał, że studia okazały się dla niego wielkim rozczarowaniem, nie spodobało mu się bowiem studiowanie muzykologii. „Za słabo znałem muzykę, żeby dostrzec sens tego rodzaju podejścia. Dziś pracuję jako dyrygent i bardzo żałuję, że nie odbyłem studiów filologicznych bądź literackich, które dałyby mi szersze horyzonty kulturowe. Choć na pewno muzykologię traktuję zbyt surowo”.

 

Ojciec Gardnera był miłośnikiem muzyki, śpiewakiem działającym w chórach amatorskich. Właśnie od chóru zaczęła się też muzyczna przygoda małego Edwarda – rodzice zapisali go do zespołu działającego przy katedrze w rodzinnym Glouster. Cała rodzina Gardnerów była dość pobożna, jednak dla Edwarda religia, jak powiedział w jednym z wywiadów, a zwłaszcza związane z nią nabożeństwa i rytuały, była drogą do „poznania duchowego wymiaru muzyki”. Jako nastolatek marzył o dyrygowaniu, chociaż sądził, że pisane jest mu życie kościelnego organisty. Wiązało się to z bardzo wczesną fascynacją muzyką Johanna Sebastiana Bacha i Oliviera Messiaena. Dziś dyrygent wspomina ze śmiechem, że „niełatwo było mu znaleźć coś pomiędzy nimi”.

 

Zawodową karierę muzyczną Gardner zaczął od współpracy z Glyndebourne Touring Opera, w której prowadził spektakle na prowincji. W 1999 roku zaproszono go do Salzburga, gdzie miał okazję podpatrywać, jak Michael Gielen przygotowuje Lulu Albana Berga. Zachorował wówczas jeden z pianistów-korepetytorów, zastąpił go Gardner. Spodobał się tak bardzo, że do Salzburga powracał przez kolejne dwa lata, by asystować takim mistrzom, jak John Eliott Gardiner, Wolfgang Sawallisch czy Lorin Maazel. Po doświadczeniach z Salzburga Mark Elder, dyrygent znany ze swych osiągnięć w dziedzinie wspierania młodych talentów, zaproponował mu pracę asystenta w Manchesterze. Gardner nie zdążył zgłosić się na przesłuchania, ale Elder, po konsultacjach z jego nauczycielami z Royal Academy of Music, wyznaczył mu dodatkowy termin.

 

Tak zaczęła się współpraca z Hallé Orchestra. „Były to magiczne trzy lata – wspomina Gardner. – Orkiestra znała repertuar symfoniczny znacznie lepiej od młodego dyrygenta, który swe pierwsze doświadczenia zdobywał przede wszystkim w operze. Pozwolili mi się rozwijać. Zapominali o moich błędach znacznie szybciej niż ja sam, po prostu interesowali się muzyką”. Zarząd orkiestry powołał specjalny zespół doświadczonych muzyków, którzy pomagali mu w nauce i wskazywali błędy dyrygenckie wymagające naprawy. „To było bolesne, ale niezwykle pomocne. Siadaliśmy przy kawie, a oni mówili wprost, co im się podoba, a co nie”.

 

Dziś Edward Gardner jest dyrektorem muzycznym English National Opera w Londynie, ma kontrakt z renomowaną wytwórnią Chandos, dla której nagrywa m.in. wszystkie dzieła orkiestrowe Benjamina Brittena. „W muzyce Brittena zastanawiają mnie porządek w partyturze oraz jasno określone wymagania wobec dyrygenta – powiedział radiu BBC 3. – Podobnie jest u Mahlera: ilekroć człowiek ma chęć choć na chwilę zwolnić, żeby złapać oddech, okazuje się, że nad nutami Mahler wpisał słowa nicht schleppen, czyli nie zwalniać”. Według Gardnera dokładność Brittena sprawia, że dyrygent czuje się jak korepetytor orkiestry, który ćwiczy z nią wykonanie utworu, ale nie może stworzyć swojej interpretacji. „Bardzo długo szuka się wolności, umożliwiającej własne odczytanie danego dzieła”.

 

Gdy czyta się te słowa brytyjskiego dyrygenta, nie powinno się zapominać, że nagrywa on właśnie serię płyt z kompozycjami Witolda Lutosławskiego. Warto poznać muzyczną odpowiedź Gardnera na pytanie, gdzie właściwie jest granica między wykonaniem a interpretacją, zwłaszcza że jego głos w świecie muzyki liczy się coraz bardziej.