Wydanie: MWM 12/2015

O kolorach

Article_more
Królestwo instrumentów muzycznych ze swym bogactwem i różnorodnością jest zaiste intrygujące. Nic dziwnego, że nasze dialogi filomuzoficzne nieraz zapuszczały się i na te tereny.

– A na fortepianie da się zagrać glissando? – pyta mała Zo, a ja odpowiadam:

– Da się. Trzeba szybko przejechać palcem po kolejnych klawiszach. To trochę jak spadanie po schodach i zaliczanie każdego stopnia w szybkim tempie.

– Auu…! – jęczy Zo teatralnie. – A spadać do góry glissandem po tych schodach też się da?

– Jasne! Choć to już nie najlepsze porównanie, bo tak spadać do góry to umieli tylko na starych, niemych komediach.

– Ale na fortepianie nie można już zagrać takiego kociego „miauuu”? – dopytuje Zo.

– No wiesz! Nie po to tak długo dochodzono do stroju równomiernie temperowanego, żeby potem gubić się w jakimś pomiędzy i miauczeć. Miało być wszystko raz na zawsze określone: czarno na białym, a nie jakieś odcienie szarości i nieczyste dźwięki.

– Ale jakby miało być całkiem czysto, to lepsza by była cała biała klawiatura bez tych czarnych plam – oponuje Zo z przekonaniem.

– Przecież tutaj dwa kolory dzielą dźwięki na dwie różne klasy. To cały uporządkowany system oparty na prostych, wyliczonych różnicach.

Widzę, że jej to nie przekonuje, próbuję więc od innej strony: – Bo wiesz… Coś jest małe dopiero wtedy, gdy porównasz z dużym.

– No tak, ale nawet ja dla jakiegoś przedszkolaka jestem duża, a dla ciebie mała. A przecież to ciągle ta sama ja! – protestuje Zo.

– Masz rację, ale to może nie był po prostu najlepszy przykład. Czarny zawsze jest czarny, a biały zawsze jest biały – z czym byś ich nie porównała.

– Ale w nocy nawet biały jest czarny!

No tak: w nocy, gdy rozum śpi, budzą się kocury. Miauuu… 

.