Autor: Jacek Dehnel
Wydanie: MWM 11/2012

Fritz Strohmann Morderca kobiet – opera w dwóch aktach (pięciu scenach)

Mały przewodnik po operach zapomnianych i nieistniejących
Article_more
Fritz Strohmann Morderca kobiet – opera w dwóch aktach (pięciu scenach) libretto: Mimi Wedekind (na podstawie własnej sztuki Der Lustmord) premiera: Opernhaus, Düsseldorf, maj 1934

Streszczenie:

AKT I

Scena 1.

Inwalida wojenny Hans bieduje, pracując jako uliczny kataryniarz. W otwierającym operę rondzie słyszymy powtarzający się, acz nabierający stopniowo dramatyzmu, nieznośnie banalny walczyk, przeplatany utyskiwaniami Hansa (Róża jej piersi gnieciona przez palce jak serdelki...). Podejrzewa on, że jego ukochana, modystka Dora, zdradza go z pomocnikiem rzeźnika, więc nie będzie chciała towarzyszyć mu na sobotniej zabawie. Jego żale ignorują przechodzący ulicą zamożni mieszczanie (misterna pięciogłosowa fuga: Futro, rękawiczki, kolia, Daimler-Benz, Waldorff-Astoria...). Jedyną towarzyszką Hansa jest sierotka Lulu, siedmiolatka obdarzona darem wieszczenia (duet: Cóż znów ci się przywidziało? Krew, krew, krew, krew, skrwawione ciało...).

 

Scena 2.

Dora przyjmuje w swoim pokoju kolejno pomocnika rzeźnika, oberżystę, samego rzeźnika i rzeźnikową oraz kapitana kawalerii (monumentalny, nomen omen, sekstet wchodzących i wychodzących postaci: Między wąskimi udami tyle lubieżności...). Zza okna dolatuje co jakiś czas walczyk z pierwszej sceny – to Hans obserwuje z ukrycia paradę kochanków Dory. Kapitan kawalerii zwleka się z łóżka i, żeby rozbawić modystkę (Dobry żart tynfa wart...), figlarnie wyrzuca przez otwarte okno ołowianą spluwaczkę. Spluwaczka trafia w głowę Lulu, zabijając ją na miejscu, a Hans na widok tej sceny popada w obłęd (aria: Zapada zmrok i wzrok mój się zapada...). Z koszar dolatuje marsz odgrywany na capstrzyk przez wojskową orkiestrę.

 

AKT II

Scena 1.

Długie, mroczne preludium (passacaglia). Hans wychodzi z lasu, gdzie pogrzebał Lulu w korzeniach starego dębu, co traktuje jako ofiarę złożoną przedwiecznym, mściwym bóstwom (kołysanka: Płyniesz w sokach dębu jak biała trucizna...). Widzi go spacerująca z rzeźnikiem Dora; wyśmiewa Hansa, że jest cały ubrudzony ziemią (scherzo: Musiałeś grzebać w czarnych trzewiach nocy... Ha, ha, ha...). Tymczasem na niebie pojawia się złowrogi czerwony kształt, przypominający kroplę krwi (chór mieszczan: Wisi u powały chmur...).

 

Scena 2.

Cała scena zbudowana jest jako temat z wariacjami, a sam temat powtarza się wielokrotnie w otwierającej partii instrumentalnej. Dora siedzi w uściskach oberżysty (duet miłosny: Jak jastrząb będę kradł ci bolesne całunki...), kiedy w jednym z pokojów oberży słychać strzał – to kapitan śmiertelnie się postrzelił, czyszcząc broń przed wieczornymi ćwiczeniami. W ogólnym zamieszaniu wpada pomocnik rzeźnika: jego pracodawca pokłócił się z żoną i zamordowali się nawzajem przy użyciu narzędzi masarskich (aria: Nie było jeszcze w rzeźni tyle bólu...). Stropiony oberżysta częstuje go przyniesionymi z kuchni ciastkami, które, jak się okazuje, były nasączone trucizną na szczury i miały zostać wyłożone w piwnicy (aria kucharki Gretchen: Straszliwa kosa przeszła przez domostwo...). Oberżysta, dręczony przez wyrzuty sumienia, wychodzi do składziku i tam rzuca się na rożen (zszokowana Dora słyszy jego arię: Prosty szynkarz a ginę jak Rzymianin w todze...).

 

Scena 3.

Dora, otępiała po śmierci swoich kochanków, pozwala się wieść Hansowi do lasu (aria Hansa: Cóż, że kuśtykam, skoro księżyc w pełni...). Tam z przerażeniem patrzy, jak kataryniarz odgrzebuje ciało Lulu, odśpiewując arię zemsty (largo: W tych gnijących rączkach tyle nici żywota...). Odrętwiała, nie może wydobyć z siebie głosu. Wydaje się jej, że przez gałęzie słyszy cieniutki głos ducha Lulu (Oto śpiewam w listowiu, i w najcieńszej trawie...). Hans wydobywa z sakwy korbę od katarynki i wbija ją Dorze prosto w serce, po czym popełnia samobójstwo, zjadając ostatnie ciastko nasączone trutką na szczury. Zapada zmrok, z miasta dobiegają dźwięki zabawy. 



Opera Strohmanna przetrwała do naszych czasów w formie okaleczonej, a mianowicie – pozbawiona oryginalnego tekstu. Już dwa dni po premierze bojówki SA zdemolowały drukarnię, w której złożono libretto, a także zażądały od dyrektora opery wydania kluczy do magazynu, w którym przechowywano resztę egzemplarzy. Przepadły one w organizowanej wówczas przez nazistowskich studentów akcji publicznego palenia „zdegenerowanych” książek. Wiadomo, że okładka Mordercy kobiet, ozdobiona grafiką Grosza, trafiła na wystawę Entartete Kunst w 1937 roku, trudno jednak powiedzieć, czy pokazano tam jedynie oddartą okładkę, czy pełne libretto; tak czy owak, po zamknięciu wystawy została ona zniszczona wraz z dużą częścią eksponowanych tam dzieł. Jeśli po ucieczce Strohmanna i Wedekind do USA w ich mieszkaniu zostały jakieś papiery, to prawdopodobnie zniszczyło je gestapo lub, nieco później, aliancka bomba. Bagaże kompozytora i pisarki skradziono z kolei na Ellis Island. Ostatni znany egzemplarz oryginalnego libretta, ukryty przez inspicjenta w budynku opery w Düsseldorfie, przepadł w trakcie bombardowania w styczniu 1943 roku, razem z całym operowym archiwum, w tym z używaną w dniu premiery partyturą Mordercy kobiet.

 

Osobliwym zbiegiem okoliczności u przyjaciela Strohmanna, skrzypka Ernesta Berga, przetrwał pełny zapis nutowy, natomiast libretto dostępne jest dziś – co zdaje się ciekawym polonicum – wyłącznie w przekładzie polskim. W 1935 roku bowiem Mimi Wedekind, z bliżej nieznanych przyczyn, przesłała swoje dzieło kilku polskim organizacjom krzewiącym oświatę wśród ludu za pośrednictwem przedstawień teatralnych. Tekstem zainteresował się Ignacy Świeboda, który przełożył go z myślą o publikacji w „Teatrze ludowym”, ale redaktor naczelny owego czasopisma, Jędrzej Cierniak, uznał dzieło Wedekind za zbyt okrutne i – jak czytamy w liście – „pobudzające raczej do przestępstw i demoralizacji, niż do poprawy charakteru i budowania cnot społecznych”. Nic w tym dziwnego – teatry ludowe propagowały wówczas takie sztuki, jak Hanusine wesele, Surdut i siermięga czy odkurzona po latach opera Żegoty Rola-Rolkiewicza Propinacja, czyli nędza uszczęśliwiona (wspominana zresztą niedawno w tym cyklu).

 

Odkrycie libretta Mordercy kobiet w polskim przekładzie wywołało w połowie lat 80. falę zainteresowania operą Strohmanna– wystawiono ją przynajmniej osiem razy w sześciu krajach, na ogół we wtórnym tłumaczeniu na niemiecki. Dziś jednak dość powszechnie uważa się ją za dzieło mało oryginalne (zarówno muzycznie, jak i literacko) wobec Wozzecka Berga, który miał premierę niemal dekadę wcześniej. Jedynie partia instrumentalna otwierająca drugą scenę II aktu bywa wykonywana jako osobny utwór pod nazwą Czerwony świt, zwłaszcza od czasu użycia jej w ścieżce dźwiękowej Domu pod lasem, popularnego horroru z 1991 roku, gdzie towarzyszyła ona każdorazowo wejściom złowrogiej niani.