Wydanie: MWM 01/2016

Gwiazdy śpiewają dzieciom

Article_more
Kołysanka kojarzy się zwykle z piosenką śpiewaną dziecku do snu. Takie też było skojarzenie większości artystów, którzy opowiedzieli o swoich przemyśleniach i doświadczeniach z nią związanych. Na tym jednak – na szczęście – się nie kończy. Ciepło, zajęcia uczące śpiewać dzieciom, oniryczne krainy, ale też Zabijanka, włoskie walki wyzwoleńcze czy skonsternowane przedszkolanki. Wbrew pozorom kołysanka to nie tylko prosta melodia…

Ania Rusowicz
Pamiętam, że mama śpiewała mi kołysanki. Najbardziej lubiłam hity z pierwszych miejsc list przebojów. Wykonywanie ich nie było dla mamy dużym problem, chociaż nie wiem, czy ona lubiła tę muzykę. Za to dla mnie jako malucha te znane, osłuchane melodie były najważniejsze.

Jestem magistrem psychologii. Na studiach prowadziłam zajęcia umuzykalniające dla dzieci do trzech lat. Przychodziły na nie mamy, żeby uczyć się śpiewać kołysanki, ponieważ twierdziły, że nie potrafią tego robić. Tylko że do śpiewania nie trzeba mieć wielkiego głosu. Myślę też, że na początku można śpiewać bez słów. To powinien być język miłości i zrozumienia, bliskości. Można puścić wodze fantazji. Kołysanki mają być proste, składać się z kilku dźwięków. Chodzi o to, żeby mamy się nie pomyliły, nie myślały o tym, czy czysto śpiewają. To nie jest nic skomplikowanego.

Zauważyłam u swoich podopiecznych niesamowity rozwój, i to w krótkim czasie. Śpiewanie daje bardzo wiele korzyści. Przykładem może być to, że łatwiej nam idzie nauka języków, słyszymy różnice w intonacji. Myślę, że zyskuje na tym także inteligencja emocjonalna. Czym innym jest słyszenie słów, a czym innym ich przekaz emocjonalny. Ważna jest też integracja dzieci, które się dostrajają do siebie nawzajem. To jest niesamowite. Kiedy jedno zaczyna płakać, to wszystkie pozostałe też zaczynają płakać. Z kolei kiedy jedno cichnie, zaraz wszystkie są cicho. Strojenie się to też jest muzyka.

Mogłabym o tym opowiadać i opowiadać. To był tak piękny czas w moim życiu. W końcu zaczęłam zajmować się profesjonalnie moim śpiewaniem, ale nigdy nie zapomnę czasu, kiedy prowadziłam te zajęcia. Dawały mi mnóstwo satysfakcji.

Śpiewać potrafi każdy. Zwłaszcza te dzieci, którym mamy śpiewały kołysanki. Są one szczególnie uwrażliwione na piękno. Od narodzin możemy zrobić olbrzymi prezent naszemu maluchowi, jeżeli zabierzemy go na takie zajęcia. Też tak zrobię, kiedy będę miała dziecko. Na pewno będę mu śpiewała. Trzeba działać.

 

Grzegorz Turnau
Skojarzenie z kołysankami mam dość banalne – z próbą osiągnięcia stanu, za który odpowiada podobno melatonina. Jeżeli jej brakuje, opowiada się bajki albo śpiewa kołysanki.

W dzieciństwie chyba najczęściej słyszałem Z popielnika na Wojtusia. Byłem wychowywany w czasach, kiedy dużo się słuchało, a mniej oglądało i to jest chyba klucz do tej całej sprawy. Kołysanki i bajki z płyt to sposób na wejście w świat troszkę odrealniony, zamglony jakąś tajemnicą. Przejście z jawy do snu było płynniejsze, podparte jakąś formą, konceptem. Nie zapominajmy, że kołysanki w wielu wypadkach to są bardzo zgrabne i bardzo dobrze napisane wiersze, a nie tylko rymowanki.

Kilkanaście lat temu nagrałem z Magdą Umer płytę Kołysanki-utulanki, na której znalazły się kołysanki w moich aranżacjach. Zależało mi na tym, by miały oprawę trochę oniryczną, zmiękczającą rzeczywistość, więc wybrałem pianino Fendera jako główny instrument, którego brzmienie jest właśnie bajkowe. Zaprosiłem kilku moich stałych współpracowników, instrumentalistów, i tak opracowaliśmy te piosenki, żeby usypiały, a nie żebyśmy mieli okazję popisania się. Na płycie znalazły się zarówno kołysanki tradycyjne, jak i nowe, napisane przez Magdę i przeze mnie, niektóre z tekstami współczesnych autorów. Od lat słyszę od wielu rodziców, że płyta znakomicie działa. Myślę, że jest moim biletem do nieśmiertelności –mówię całkiem poważnie. Inne piosenki, które śpiewam, śpiewałem czy będę śpiewał przeminą, a kołysanki są uniwersalne, zostaną na zawsze.

Swojemu dziecku również nuciłem kołysanki. „Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana” – pamiętam doskonale. Pamiętam też moją babcię, specjalistkę od nucenia do ucha, która miała bardzo czysty, ładny głos. To są rzeczy, których się nie zapomina.

 

Adam Strug
Z czym mi się kojarzą kołysanki? Kojarzą mi się nieodrodnie ze śpiewaczkami ludowymi. Kołaczą mi się w głowie jakieś motywy z dzieciństwa i te znalezione później gdzieś w zbiorach etnomuzykologicznych. To był piękny solowy śpiew niewieści pełen czułego afektu.

Wydaje mi się, że śpiew, który jest uroczystą formą mowy, w najwcześniejszym okresie życia może odegrać bardzo ważną rolę transmisji spuścizny wszystkich tych minionych pokoleń, z których wyrastamy. Dotyczy to też wiedzy muzycznej i literackiej, choć nie zawsze jest ona uświadomiona. Można to porównać do tego, jak w jesziwie młodzi chłopcy żydowscy „wstukują” na pamięć Pięcioksiąg, kompletnie nie wiedząc, co tam się dzieje. Ta wczesna nauka ma owocować w przyszłości.

Śpiewano mi kołysanki i ja śpiewałem kołysanki własnej córce. Dwie nawet ułożyłem, ale jakoś niespieszno mi z publikacją. Zresztą zastanawiam się, bo wielu znajomych muzyków ułożyło swoim dzieciom mnóstwo piosenek, a ja niewiele.

Dużą częścią mojego repertuaru są za to kołysanki dla dorosłych, powiedziałbym nawet – kołysanki śmiertelne. Zdecydowanie sen jest najbliższy śmierci.

 

Muniek Staszczyk
Kołysanka to świetny pomocniczy niefarmaceutyczny środek nasenny. Tradycja ich śpiewania jest przebogata na całym świecie. Kołysanki przeszły też do popkultury, co najmniej od czasów zespoły The Beatles. Właściwie istnieją nie tylko te dla dzieci, lecz także te dla dorosłych, a one bywają bardzo dramatyczne.

W repertuarze zespołu T-Love mamy Zabijankę, która jest czymś w rodzaju kołysanki, choć tekst niespecjalnie nadaje się do usypiania: „Śpij dziecino, śpij kochanie, jak dorośniesz kim zostaniesz samobójcą, gwałcicielem / Policjantem czy złodziejem / Supermenem czy Tarzanem / Śpij dziecino, śpij kochanie”. To jest oczywiście kołysanka  ironiczno-punkowa, pisana w latach osiemdziesiątych. Nick Cave nagrał kiedyś mroczną, nastrojową płytę Murder Ballads, na której zamieścił swój duet z Kylie Minogue – balladę miłosną, rodzaj kołysanki. Wielu innych bardów śpiewało kołysanki, choćby Jacques Brel czy Charles Aznavour. W licznych piosenkach utrzymanych w wolnym tempie można odnaleźć elementy kołysanki, choćby u Toma Waitsa. Przewrotny utwór zatytułowany Lullaby miał zespół The Cure. Kocham wszystkie dzieci. Życzę im jak najlepszych snów, a rodzicom dobrego śpiewania. Kibicuję projektowi „Pośpiewaj mi mamo, pośpiewaj mi tato”. Jestem z wami!

Kinga Preis
Kołysanki kojarzą mi się z ciepłem, spokojem, miłością rodziców i dziadków. Z takim wyciszeniem i spokojem, który sprawia, że  małe dziecko może się nie bać i dobrze spać całą noc. Kołysanka jest przedłużeniem bajki i rozmowy z dzieckiem na dobranoc. Dla mnie jest też rodzajem mantry, która pomaga ukołysać do snu. Mnie kołysanki śpiewały babcia i mama. Część z nich pamiętałam, ale tylko we fragmentach, dlatego babcia Marysia zapisała je, gdy urodził się mój syn. Dzięki temu mogłam śpiewać je Antkowi w całości. Dzieci są bardzo  śmieszne – kiedy im się czyta bajkę albo śpiewa kołysankę, i opuszcza jeden wers albo przestaje śpiewać, to dziecko w tym momencie się budzi. Myślę, że w ogóle mają one niesamowitą łatwość zapamiętywania i przywłaszczania sobie tekstów. Lubią słuchać tych samych opowieści i piosenek, które zupełnie im się nie nudzą. Właśnie ta powtarzalność i pewność, że one się zwykle dobrze kończą, powoduje, że dziecko zyskuje harmonię.

 

Adam Nowak
Kołysanki są niezbędne, dlatego, że uspokajają – taki jest ich podstawowy cel. Ale też przekazują też przeróżne treści, na przykład we Włoszech zagrzewały do boju dzieci, które w przyszłości miały walczyć o wyzwolenie ojczyzny. Z dzieciństwa pamiętam baśnie, które opowiadał mi tata. Ja sam opowiadałem je swoim dzieciom, trochę im też podśpiewywałem, ułożyłem nawet melodię do bardzo znanej modlitwy, żeby nie klepać pacierza, tylko żeby się kojarzył z czymś przyjemnym. W domu przyznawano mi tytuł nudziarza miesiąca, ponieważ bardzo szybko usypiałem dzieci.

Człowiek powinien emanować spokojem przy dziecku, by szybko zasnęło, a wiadomo, że podczas zasypiania dzieją się przedziwne rzeczy. Najważniejsze jest, żeby rodzic sam był bardzo spokojny, wyciszony. Warto jednak wsłuchać się w dziecko i nie robić nic na siłę.

 

Lech Janerka
Napisałem kiedyś, w latach siedemdziesiątych, taką piosenkę, która co prawda nosiła inny tytuł, ale kiedy ją zapowiadam to nazywam ją „kołysanką”. No więc przede wszystkim kołysanki kojarzą mi się z tą piosenką. Zaczyna się od słów: „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek”. Napisałem ją dla swoich dzieci, które były wtedy bardzo małe. Stworzyłem dla nich jeszcze jedną piosenkę – o słoniu. Tekst może nie był specjalnie dla dzieci, ale one to śpiewały, nie bardzo rozumiejąc, bo były wtedy w przedszkolu. Poza tym śpiewały Dead and Night and Blood Stranglersów, więc w tymże przedszkolu wywoływały konsternację wśród przedszkolanek. Moje córki miały dziwny repertuar, który składał się z tego, czego słuchaliśmy w domu. One transponowały go na dziecięce skandowanie rozrzewniającymi głosikami.

Trudno powiedzieć, jak inni dorośli ludzie reagują na kołysanki. Zaryzykuję, że lulubaja jest czymś uniwersalnym. Na mnie odprężająco działa muzyka, w której się wszystko zgadza, są dobre proporcje, dobre barwy, niekoniecznie muszą to być kołysanki czy inne łagodne piosenki. Jeżeli wszystko dotyka ideału, to przy takiej muzyce przysypiam. To mogą być ostre rockowe utwory, one działają tak samo kojąco, jak te łagodne.