Wydanie: MWM 01/2016

Filharmonia w Paryżu

Article_more
Budynek nowej paryskiej filharmonii, otwarty z rozmachem, w atmosferze skandalu 14 stycznia 2015 roku przez prezydenta François Hollande’a, mieści się w XIX dzielnicy, tuż przy obwodnicy Paryża, w Parc de la Villette. Wybór miejsca pod budowę nie był przypadkowy. La Philharmonie 1 stanęła obok istniejącego już wcześniej, wybudowanego w 1995 roku budynku Cité de la musique (obecnie Philharmonie 2), mieszczącego dwie sale koncertowe, bibliotekę, a także Muzeum Muzyki.

Założono, że nowa inwestycja nie tylko stanie się uzupełnieniem dla już istniejących przestrzeni, ale dzięki zapleczu edukacyjnemu i dużej sali koncertowej będzie też łącznikiem pomiędzy bogatym centrum i biedniejszymi przedmieściami miasta. Dzięki tej decyzji liczący niemal pięćdziesiąt pięć hektarów park rozpięty jest teraz pomiędzy stateczną, industrialną w swym charakterze bryłą Muzeum Nauki a niespokojną, konceptualną sylwetką Filharmonii. Problemy finansowe, kłótnie, brak porozumienia pomiędzy architektem Jeanem Nouvelem a inwestorami przyćmiły idee, które były obecne przy narodzinach projektu. Obserwując finansowe i instytucjonalne perypetie, które towarzyszą temu będącemu wciąż w fazie wykańczania obiektowi, nie można nie zauważyć i nie docenić pracy, jaka toczy się w Filharmonii obok i mimo różnorodnych zawirowań. Jeśli chcielibyśmy pokusić się o dokonanie najprostszego podziału aktywności nowej instytucji, to należałoby podzielić jej działalność na: koncertową, wystawową i muzealną oraz edukacyjną. Ta ostatnia ze zrozumiałych względów budzi największe zainteresowanie i emocje. Koncepcja programów edukacyjnych staje się też najchętniej i najczęściej prezentowanym profilem działalności paryskiej Filharmonii, a ponieważ towarzyszyła tej budowli od początkowej fazy projektów, nie powinno nas dziwić, że ten edukacyjny profil zauważalny jest w strukturze budynku.

 

Do monumentalnej, widocznej z daleka, nieregularnej bryły wiedzie kilka wytyczonych odmiennym kolorem bruku ścieżek, wychodzących jakby z różnych stron Paryża. Ścieżki zbiegające się w budynku Filharmonii symbolizować mają integrację wielu grup społecznych. Każda ścieżka prowadzi do innego wejścia. Mój przewodnik, Philippe Provensal, wybiera to położone najniżej – choć jest ono na poziomie ulicy, przy przytłaczającej bryle budowli wydaje się schowane pod ziemią. Znajdujemy się w obszernym holu, z którego jest już tylko krok do całego bogactwa przeszklonych, otwartych na park sal edukacyjnych. Jednym z najważniejszych zadań, jakie stawia sobie ta instytucja, jest przybliżenie muzyki tym, którzy nie mieli szansy zetknąć się z nią wcześniej. Najwięcej programów skierowanych jest do dzieci i młodzieży. Nie zapomina się tu jednak o dorosłych.

 

„Te sale nazywane są przez nas rajem instrumentów muzycznych – mówi Philippe Provensal. – Tutaj budzimy w ludziach wrażliwość na muzykę. Jeśli ktoś nigdy w życiu nie miał kontaktu z muzyką, tutaj może to nadrobić”. Sale przystosowane są do pracy z grupami dzieci, nawet bardzo małych, rodzice mogą tu przyjść z niemowlętami, także kilkulatkami, dorośli też znajdą tu coś dla siebie. Sama jestem tego dobrym przykładem. „Czy mogę pograć?” – pytam od razu. „Oczywiście, od tego tu się zaczyna” – mówi Philippe, uderzając w afrykański bęben. – To jest zasada: można, a nawet trzeba dotykać wszystkich instrumentów. Chcesz grać na perkusji, graj na perkusji, chcesz grać na kontrabasie, graj na kontrabasie”. Philippe wydobywa dźwięki z kontrabasu, który dla ułatwienia ma na gryfie namalowane znaki, tak by było wiadomo, gdzie naciskać. W sali znaleźć można nie tylko instrumenty europejskie, lecz także egzotyczne – afrykańskie, japońskie, hinduskie. Kiedy na zajęcia przychodzi grupa dzieci, młodzieży bądź dorosłych, wszystkie instrumenty są nastrojone i przygotowane do nauki, czy raczej zabawy. Wszystkie mają elementy ułatwiające wydobycie bądź znalezienie odpowiedniego dźwięku. W kolejnych krokach towarzyszy nam gamelan. „To magia” – mówi Philippe. Przez kilkanaście minut mogę spróbować wszystkiego, dotknąć nieznanych i niedostępnych instrumentów. Bardzo szybko, bazując na własnej intuicji oraz nowych bodźcach, można zrozumieć, jak wiele radości daje muzyka. Dzięki temu, że każdy jest tu pozostawiony z instrumentem sam na sam, można mieć poczucie, że odkrywa się coś niezwykłego, magicznego. Takich sal jest kilka, znajdujące się w nich instrumenty podzielone są w sposób tradycyjny na instrumenty smyczkowe, dęte, perkusyjne, ale nie tylko. W kolejnych salach instrumenty powtarzają się, tworząc nowe konfiguracje oparte na podobnym brzmieniu czy podobnym charakterze wykonywanej muzyki. Tak naprawdę kombinacji jest nieskończona liczba.

Sale są wysokie, przestronne i przystosowane akustycznie, tak żeby wszystkie instrumenty brzmiały dobrze, ale niezbyt głośno, bo przede wszystkim są to miejsca ćwiczeń i nauki. Ściany wykonane z drewna pochłaniają nadmiar dźwięku, a to pozwala spokojnie pracować. Wszystkie sale odizolowane są od reszty budynku, więc nikt nikomu nie przeszkadza – mamy tu pudełka w pudełku. Każdy ma swoją ekskluzywną przestrzeń, w której może spokojnie hałasować.

 

Formy warsztatów i zajęć są bardzo zróżnicowane. Poczynając od wspomnianych już zajęć dla niemowlaków nazwanych Balem bobasów, podczas których rodzice z dziećmi na rękach mogą tańczyć pomiędzy muzykami i tancerzami, przez warsztaty „przebudzające” wrażliwość u dzieci do pierwszego roku życia oraz wizyty dzieci pomiędzy trzecim a siódmym rokiem życia w Muzeum Muzyki, w którym prezentowane są opowieści o historii instrumentów, po znane nam dobrze zajęcia gry na poszczególnych instrumentach, a także zajęcia zespołowe, z których mogą wyrosnąć przyszli członkowie orkiestr, na co twórcy programów edukacyjnych liczą. Naprzeciwko Filharmonii znajduje się paryskie konserwatorium, z którego kadrą Filharmonia współpracuje.

 

Na koniec wizyty Philippe bierze w dłonie hawajską grzechotkę i odprowadza mnie do drzwi. Z sali ćwiczeń wychodzimy do dużego pomieszczenia, które Philippe nazywa „salle de picnique”. W ciągu dnia w Filharmonii jest bardzo dużo dzieci, które szybko robią się głodne, a to jest miejsce, gdzie mogą spokojnie coś zjeść. „To ważne – podkreśla Philippe – nie można grać, gdy jest się głodnym. Poza tym nie chcemy, żeby zawód muzyka kojarzył się dzieciom z pustym żołądkiem”. Trudno nie przyznać mu racji.