Wydanie: MWM 01/2016

O śpiewaniu do snu

Article_more
– A dlaczego melodie kołysanek zazwyczaj są smutne? – pyta mała Zo, zamiast grzecznie pójść spać.

– A jakie niby miałyby być, twoim zdaniem? – nie ma to, jak odpowiedzieć pytaniem na pytanie. Niech się sama głowi, mądrala.
– No, na przykład wesołe. Bo po smutnych to może się coś smutnego przyśnić, a po wesołych śniłoby się na wesoło.
– Tylko że od tych smutnych melodii dzieciom zaraz kleją się oczy, a od tych wesołych raczej wzbiera chętka na bitwę na poduszki, prawda? Muzyka ma wpływ na nasze zachowanie, wiedziano o tym już dawno, dlatego kiedyś w Grecji niektóre skale były nie dla dzieci.
Zo nad filomuzoficzne dywagacje wynosi jednak praktykę:
– Ale jak nie wesołe, bo dzieci od nich robią się niegrzeczne, to jakie jeszcze mogłyby być te melodie kołysanek? Tylko nie mów znowu, że mają być smutne, bo to nuda.
– „Był sobie dur, był sobie moll…” – nucę jej przekornie nie najlepszą kontrafakturę, oczywiście na nutę tradycyjnie smutną, i dodaję: – To teraz może coś bardziej nowoczesnego? Czyli wszystkie dźwięki i wszystkie chwyty dozwolone.
W oczach Zo zapaliły się ogniki nadziei…
– Tylko wtedy – kontynuuję wątek – często przydarza się jakieś zgrzytliwe współbrzmienie. Kiedyś nazywano je „diabłem w muzyce”.
Powiało grozą, no i psst… iskierka zgasła. Mina już nietęga.
– A gdyby – bezlitośnie ciągnę dalej – to taki muzyczny diabeł mówił dzieciom dobranoc…? Wtedy pewnie, znany skądinąd, „wilk w bajce” wyskoczyłby z tej swojej bajki i też by zawitał w sypialni, a wszystkie potwory wychynęłyby spod łóżek. I z szaf…
– A te zza zasłony?
– Niechybnie wychynęłyby zza zasłony. To jak – już ci się te smutne kołysanki podobają czy nie?
– No, w sumie, czemu nie…? Podobają.
– No! To idź w końcu spać.

I tak się, proszę państwa, gasi artystyczne bunty.

.