Wydanie: MWM 02/2016

Podróże Mozarta

Article_more
W liście wysłanym do przyjaciela, Lorenza Hagenauera, w 1768 roku Leopold Mozart pisał o wewnętrznym obowiązku, jaki odczuwał w stosunku do władcy Salzburga, swojego kraju, jak i Boga, aby: „obwieścić światu cud, któremu Bóg pozwolił narodzić się w Salzburgu. Jestem to winien Bogu Wszechmocnemu, w przeciwnym razie byłbym najbardziej niewdzięcznym ze stworzeń: i jeśli kiedy byłem winien świat o tym cudzie przekonać, to właśnie teraz, jako że wszystko, co się tylko zwie cudem, jest wyśmiewane i wszelkim cudom się przeczy”.

Nie ulega wątpliwości, że Mozart-ojciec był człowiekiem głęboko religijnym, który uznał, że Wolfgang to dar od Boga. Czysta hipokryzja? Lektura listów Leopolda zaprzecza takiej interpretacji. Oczywiście czuł, że talent syna może stać się źródłem dochodów dla rodziny i być szansą także dla niego, ale jako człowiek nieznający osiągnięć dwudziestowiecznej psychologii i pedagogiki nie sądził, aby tryb życia, jaki zaproponował Wolfgangowi, mógł  czegokolwiek pozbawić chłopca. Geniusz syna najpierw Leopolda zaskoczył, ale też zachwycił i wzruszył, budząc szacunek do dziecka. Zajął się więc chłopcem starannie, poświęcając mu bardzo dużo uwagi, jak na ówczesne standardy. Poza tym Leopold nie miał wątpliwości, że wpływ podróży będzie korzystny dla rozwoju muzycznego Wolfganga. I w tym zakresie na pewno się nie pomylił. Możemy bowiem bez wahania powiedzieć, że Wolfgang Amadeus należał do najlepiej wykształconych muzycznie młodych ludzi swoich czasów, a stało się tak za sprawą licznych podróży, które odbył we wczesnym okresie swojego życia. Przyjrzyjmy się zatem, którędy wiodły najważniejsze muzyczne szlaki ówczesnej Europy i jakich muzyków poznawał salzburski geniusz.

 

Kto przewraca nuty?
Ze spisanych już po śmierci Wolfganga Amadeusa wspomnień jego siostry Marii Anny, znanej lepiej jako Nannerl, dowiadujemy się, że pierwszą podróż Mozartowie odbyli w 1762 roku, kiedy Wolfgang miał sześć lat. Celem był dwór elektora Bawarii Maximiliana III Wittelsbacha w Monachium. Niestety nie zachowały się żadne informacje na temat tego wyjazdu (poza oddalonymi w czasie wspomnieniami Nannerl), dlatego dzisiaj uznaje się, że pierwszą podróż Leopold zaplanował w tym samym roku do Wiednia. Rodzina opuściła Salzburg 18 września, po drodze zatrzymując się w różnych miejscowościach, między innymi w Ybbs, gdzie „Wolfgang grał na organach tak dobrze, że niektórzy zakonnicy franciszkanie… rzucali się na chór i prawie że umierali ze zdziwienia”. 6 października Mozartowie dotarli do Wiednia, gdzie w pierwszych dniach poznali między innymi Mariannę Bianchi, pierwszą Euridice w nowym dziele Glucka Orfeusz i Eurydyka. „Bianchi śpiewała i chłopczyk wyglądający na pięć i pół roku grał na klawesynie” – zanotował w swoim dzienniku hrabia Johann Karl von Zinzendorf. Ważniejsze okazały się oczywiście występy przed rodziną cesarską, na temat których krąży wiele smakowitych anegdot, jak choćby ta. Wolfgang miał zagrać jeden z koncertów klawiszowych Georga Christopha Wagenseila, niezwykle modnego wówczas w całej Europie kompozytora. Nuty utworu zaoferował się przekręcać sam cesarz, na to jednak Wolfi zapytał: „Nie ma Pana Wagenseila? To on powinien tu przyjść, ma się rozumieć”. Cesarz odstąpił więc swoje miejsce dworskiemu muzykowi, którego Mozart poinformował: „Mam zamiar grać Pana koncert, a więc to Pan powinien przekręcać strony dla mnie”. Mozartowie zaprzyjaźnili się nie tylko z Wagenseilem, ale też z Georgiem Reutterem, kapelmistrzem na dworze wiedeńskim (swego czasu odkrywcą talentu małego Józefa Haydna).

 

5 stycznia 1763 roku wrócili do Salzburga, ale tylko na chwilę, sukces wiedeński zmotywował bowiem Leopolda do zorganizowania kolejnej wyprawy, tym razem znacznie dłuższej, bo trwającej grubo ponad trzy lata. Warto przyjrzeć się więc, w jaki sposób Leopold przygotowywał takie wyprawy. Doskonałego materiału w tym zakresie dostarcza jego list wysłany do Wolfganga w 1777 roku, kiedy ten rozpoczynał samodzielne podróżowanie:

 

„Oto jak należy działać. Zapytaj twojego gospodarza, kto jest kapelmistrzem albo osobą odpowiedzialną za muzykę w mieście; albo, jeśli takiej nie ma, kto jest najbardziej cenionym muzykiem. Poproś o zaprowadzenie cię do niego albo, w zależności od jego woli, zaproś go do siebie i porozmawiaj z nim. W ten sposób szybko się dowiesz, czy wydatki na zorganizowanie koncertu są wysokie, czy jest możliwość otrzymania dobrego instrumentu klawiszowego, czy istnieje możliwość zagrania z orkiestrą, czy są miłośnicy muzyki. Będziesz mógł także w taki sposób odkryć, czy jest ktoś chętny, z miłości do muzyki, do włączenia się w organizację koncertu itd. W skrócie, zrozumiesz od razu, jak się rzeczy mają i czy się da lub nie, coś zrobić. I powinieneś to wszystko zrobić jeszcze w ubraniach z podróży, bez wypakowywania bagaży: nałóż tylko kilka pierścieni albo coś wartościowego, w przypadku gdyby twoi gospodarze zaproponowali ci klawesyn i poprosili cię o zagranie czegoś.”

 

W peruce i ze szpadą
Mozartowie wyruszyli z Salzburga 9 stycznia 1763 roku. W ówczesnej Europie przemieszczano się w powozach. Najzamożniejsi podróżowali własnymi pojazdami z końmi, najczęściej jednak konie wynajmowano na każdym postoju. Istniał też rodzaj transportu publicznego w dwóch odmianach. W pierwszym przypadku oprócz powozu, pasażerom przysługiwała możliwość jedzenia i skorzystania z noclegu podczas postoju. Druga opcja, pocztowa, była szybsza, ale bez wspomnianych bonusów. Różnice polegały też na rodzaju powozu, w jakim się przemieszczano. Jedne były zamknięte, drewniane, dwuśladowe i mieściły bez problemu czteroosobową rodzinę ze służącym. Alternatywę stanowiły zwykłe bryczki, które jednak nadawały się na krótsze podróże dla dwóch osób. Mozartowie, mimo że nie należeli do zamożnej warstwy społeczeństwa, ze względu na długość zaplanowanej podróży, odległości do pokonania, niebezpieczeństwo samej wyprawy zdecydowali się na swój pojazd. Wkrótce przybyli do Monachium, gdzie wystąpili przed elektorem, a potem zatrzymali się w Augsburgu. Tu zapoznali się z instrumentami klawiszowymi sławnego budowniczego Johanna Andreasa Steina, u którego Leopold zakupił mały przenośny klawikord dla Wolfganga. W Ludwigsburgu poznali natomiast dwie wybitne osobowości – skrzypka Pietra Nardiniego, który zachwycił Leopolda intonacją oraz śpiewnym stylem gry, i kompozytora operowego Niccolò Jommellego. Ten nie wzbudził jednak zaufania ojca, który podejrzewał go o niechęć do muzyków niemieckich, i dodatkowo wzniecił w nim zazdrość swą gigantyczną pensją. 

Mozartowie dotarli też do Schwetzingen, stanowiącego letnią rezydencję dworu mannheimskiego, ale wygląda na to, że poznali wówczas tylko flecistę Johanna Baptista Wendlinga. Spośród kolejnych miejscowości warto wspomnieć Moguncję, gdzie mogli delektować się głosem wybitnej sopranistki Anny de Amicis, ówczesnej gwiazdy europejskich scen operowych, dla której kilka lat później Mozart skomponuje partię Giuni w Lucio Silla (Mediolan 1772). W Kassel poznali skrzypka-wirtuoza Karla Michaela Essera. Koncertowi Mozartów we Frankfurcie przysłuchiwał się zaś czternastoletni Goethe, który po latach wspominał Wolfganga jako „tego chłopczyka w peruce i ze szpadą”. Potem były jeszcze Koblencja, Kolonia, Akwizgran, Liège, Bruksela. Na wszystkich tych koncertach dzieci Leopolda wykonywały najtrudniejsze współczesne utwory napisane na instrumenty klawiszowe, przy czym Wolfgang grał także koncerty skrzypcowe, akompaniował w utworach na orkiestrę i z powodzeniem grał na klawesynie, którego klawiatura pozostawała zasłonięta suknem.

 

Ten pierwszy cud
18 listopada, po trwającej jedenaście miesięcy podróży, Mozartowie dotarli do Paryża, jednego z najważniejszych centrów muzycznych ówczesnej Europy. Tu Leopold dość szybko zauważył dominację niemieckich kompozytorów muzyki klawiszowej – Johanna Gottfrieda Eckarda i Johanna Schoberta, reprezentantów stylu galant, których wkrótce poznał osobiście, podobnie jak skrzypka Pierre’a Gaviniès, wiolonczelistę Jeana P. Duporta i harfistę Christiana Hochbruckera, kontralta Pierre’a de Jélyotte, sopranistkę Marie Fel, kompozytora i harfistę Philippe’a-Jacques’a Meyera, kompozytorów Antoine’a Mahauta i Josefa Kohauta. Dzisiaj większość z tych nazwisk popadła w zapomnienie, ale wówczas byli to ludzie, od których preferencji artystycznych, gustu i charakteru niejednokrotnie zależało przyjęcie Mozartów. W Paryżu Mozartowie na pewno mogli liczyć na wsparcie towarzyskie, jak i finansowe Friedricha Melchiora von Grimm, wedle słów Leopolda, wyznawcy Woltera, który po usłyszeniu Wolfganga miał zdumiony wykrzyknąć: „Dzisiaj po raz pierwszy w moim życiu uczestniczyłem w cudzie: to jest ten pierwszy raz!”. Generalnie jednak Leopold skwitował muzykę francuską jako nic niewartą.

 

Mozartowie opuścili Paryż 10 kwietnia 1764 roku, a trzynaście dni później byli już w Londynie. Leopold relacjonował, że przyjęcie, jakiego doznali w tym mieście, a w szczególności na dworze królewskim, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. „Król poprosił [Wolfganga] o zagranie nie tylko utworów Wagenseila, ale także [Johanna Christiana] Bacha, Abla i Händla i on wykonał je a vista ze swobodą. Wolfgang grał na organach króla z taką biegłością, że uznano jego umiejętności na organach za większe od tych, które prezentował na klawesynie. Potem akompaniował królowej, która śpiewała arię, i fleciście, który grał solówkę. Na koniec wykonał partię basu z kilku arii Händla, które się tam znajdowały i na podstawie basu zaimprowizował najwspanialszą melodię w taki sposób, że wszyscy oniemieli”. W Londynie zdecydowanie największy wpływ na Mozarta wywarł Johann Christian Bach. Nannerl zapamiętała, jak Bach wziął Wolfganga na kolana, a wtedy „pierwszy grał kilka taktów, które następnie przejmował drugi. W ten sposób wykonali całą sonatę i ktokolwiek, kto nie patrzył, mógł pomyśleć, że grała jedna osoba”. Podobny opis pozostawił angielski kompozytor i organista, William Jackson, dodając jeszcze, że w pewnym momencie rozbawiony Wolfgang spoglądał na partyturę Zanaidy Bacha ustawioną do góry nogami i w jednej z arii Se spiego dojrzał błąd. Okazało się, że prawdziwy, chociaż Jackson nie pamiętał czy popełniony z winy kompozytora czy kopisty. Oprócz niemieckiego mistrza Mozartowie zetknęli się w Londynie z prawdziwie kosmopolityczną grupą muzyków, jak kompozytorzy: Thomas Arne i jego syn Michael, Samuel Arnold, Mattia Venti, Thomas Mazzinghi, Antonín Kammel, Domenico Paradies, Tommaso Giordani, Giovanni Battista Cirri, François-Hyppolyte Barthélemon, czy śpiewacy: Giovanni Manzuoli, Giusto Ferdinando Tenducci, Charlotte Brent i Regina Mingotti.

 

Wszystko a vista
Powrót do domu okazał się dłuższy, niż planowali. Leopold nie potrafił bowiem odmówić zaproszeniom napływającym z Holandii. Zdecydował się zatem na koncerty w Rotterdamie, Hadze, Amsterdamie, Utrechcie. Szczególnie źle wypowiadał się o muzykach utrechckich, nazywając ich „patentowanymi głupcami”. Nie poznali tu wielkich osobowości, mieli jednak okazję wysłuchać koncertu wirtuoza oboju, Johanna Christiana Fischera. 10 maja 1766 roku znaleźli się ponownie w Paryżu. Tu Wolfgang, podobnie jak w Londynie z Bachem, improwizował na zmianę z Hermannem Friedrichem Raupachem, cenionym klawesynistą, który właśnie wracał z Petersburga, a poza tym spotkał między innymi Cannabicha, Honauera, Ignaza von Beecke i twórcę wielu oper komicznych François-André Danicana Philidora. W Dijon Mozartowie poznali pisarza muzycznego, intelektualistę i prezydenta Parlamentu tego miasta, Charles’a de Brossesa. W Genewie najprawdopodobniej słyszał ich kompozytor André-Ernest Modeste Grétry. Kogo innego bowiem mógł mieć na myśli, pisząc: „Pewnego razu, w Genewie poznałem chłopczyka, który potrafił zagrać wszystko a vista. Jego ojciec powiedział mi przed całym towarzystwem: »Aby nie było żadnych wątpliwości odnośnie talentu mojego syna, niech pan napisze dla niego na jutro część sonaty bardzo trudną«. Skomponowałem allegro w Es, trudne, ale bez przesady. Chłopiec zagrał je i wszyscy, wyjąwszy mnie, myśleli o cudzie. Dziecko nigdy się nie pomyliło. Ale w serii modulacji, dodało wiele swoich pasaży w miejsce moich”. Kolejne miasta francuskie i niemieckie przywiodły Mozartów ostatecznie, 29 listopada 1766 roku, do domu.

 

Leopold Mozart z jeszcze większą siłą odczuł wówczas prowincjonalność Salzburga. Nie dało się też ukrywać przed sobą, że dzieci były coraz starsze. Szybko podjął więc decyzję o kolejnej podróży do Wiednia. Kilka miesięcy spędzonych w stolicy Habsburgów i w pobliskich miastach okazało się rozczarowujących. Leopold dał się wciągnąć w dworskie intrygi operowego światka. Niezwykle ambicjonalnie zaangażował się w swobodnie rzuconą przez cesarza propozycję napisania przez Wolfganga opery, propozycję, która mocno uderzała w dumę wszystkich, bez wyjątku, kompozytorów operowych działających w mieście. Mimo to, Wolfgangowi udało się posłuchać muzyki starego mistrza Johanna Adolfa Hassego, poznać Metastasia, kapelmistrza Giuseppe Bonno i Glucka.

 

Po operowej stronie Alp
Już jako ośmioletnie dziecko Wolfgang marzył o skomponowaniu opery: „Teraz ciągle mu w głowie opera, którą chce wystawić z samą młodzieżą w Salzburgu”. To pragnienie nasilało się. Nic więc dziwnego, że ojciec intensywnie myślał o wyjeździe do Włoch, bo tylko tam młody muzyk mógł zdobyć niezbędne doświadczenie i wiedzę, które umożliwiały prawdziwy sukces. Poza tym Wolfgang potrzebował pogłębienia swoich umiejętności muzycznych. Do Włoch Mozartowie wyruszyli 13 grudnia 1769 roku, ale bez Nannerl, która jako osiemnastolatka nie mogła już w żaden sposób być uważana za cudowne dziecko. Trasa wiodła przez Innsbruck, Bolzano, Rovereto do Werony, gdzie usłyszeli Ruggiero Pietra Alessandra Guglielmiego, cenionego wówczas we Włoszech kompozytora operowego. W Mantui Mozart zagrał w przepięknym Teatro Scientifico. W Cremonie usłyszeli La clemenza di Tito Michelangela Valentiniego, a 23 stycznia dotarli do Mediolanu. Tu wysłuchali dwóch oper bieżącego karnawału – Didone abbandonata Ignazia Celionatiego i przede wszystkim Cesare in Egitto Niccolò Picciniego, która zachwyciła Leopolda. Poznali też Giovanniego Andreę Fioroniego, Giovanniego Battistę Lampugnaniego, Carla Monzę i przede wszystkim Giovanniego Battistę Sammartiniego, czołowego muzyka Mediolanu. Stąd, usatysfakcjonowani propozycją napisania przez Wolfganga opery, ruszyli w dalszą podróż – do Parmy, gdzie usłyszeli wybitną sopranistkę Lucrezię Aguiari; do Bolonii, gdzie zaprzyjaźnili się z Padre Martinim, wybitnym kontrapunkcistą i historykiem muzyki, a także poznali najsłynniejszego śpiewaka-kastrata Farinellego, czeskiego kompozytora Josefa Myslivečka i Vincenza Manfrediniego; do Florencji, w której Wolfgang odkrył pokrewną duszę w innym cudownym dziecku, angielskim skrzypku Thomasie Linleyu.

 

Wielki Tydzień ojciec i syn spędzili w Rzymie, skąd pochodzi sławna anegdota o spisaniu przez Wolfganga z pamięci Miserere Gregoria Allegriego, dzieła wykonywanego w Kaplicy Sykstyńskiej. 8 maja udali się natomiast w dalszą podróż do Neapolu. Tu od razu zetknęli się ze wspaniałą tradycją operową, w Teatro San Carlo mogli usłyszeć bowiem nową operę Jomellego Armida abbandonata. Oprócz jej autora, poznali też między innymi Pasqualego Cafaro, dwóch De Majo – ojca i syna, Gennara Mannę, Giovanniego Paisiella, Josepha (Giuseppe) Dolla i wielu wyśmienitych śpiewaków. Do Włoch Mozartowie będą jeszcze wracać. Sam Wolfgang odbędzie zaś decydującą dla jego późniejszych losów podróż do Mannheimu, gdzie pozna rodzinę swojej przyszłej żony, i do Paryża.

 

***

 

Wbrew temu, co się sądzi, Wolfgang lubił podróżowanie, a może tak bardzo do niego przywykł, że gdy osiadł w Wiedniu na stałe, mocno doskwierał mu jego brak. Wyjazdy wnosiły powiew świeżości, inspirowały go, chociaż bywały też męczące. Nie sposób wymienić wszystkich nazwisk muzyków, artystów, intelektualistów, ważnych patronów, których spotkał podczas lat najintensywniejszych podróży, czyli w latach 1672–1781. To setki nazwisk. Mozart poznał kulturę muzyczną, tradycję, gatunki, style najważniejszych ośrodków ówczesnej Europy. W świecie, w którym dostęp do nowej muzyki odbywał się poprzez mozolne kopiowanie nut albo osobiste kontakty, należał do wybrańców – poznawał muzykę zrodzoną w jej naturalnym kontekście. Z wiedzy i doświadczeń zdobytych podczas podróży czerpał przez całe życie. Pomagała mu w tym, obok niezwykłego talentu, znakomita pamięć. Tak wyposażony, Mozart, jak nikt przed nim, był przygotowany do tworzenia najdoskonalszej muzyki.