Wydanie: MWM 02/2016

Günther pełen ognia

Article_more
„Całe malarstwo, ale także literatura i wszystko, co jest z nią związane, jest jedynie wędrówką wokół tego, co niewypowiadalne, wokół czarnej dziury czy krateru, do którego wnętrza wejść nie można”, zauważa niemiecki malarz Anselm Kiefer. Martin Geck – muzykolog, autor obszernej monografii Wolfganga Amadeusa Mozarta – dodaje, że „obraz wulkanu, jeśli nie poddawać go mistycyzacji”, jest ważnym wkładem w „pisanie o muzyce”. Wiele intelektualnej podniety można znaleźć, wędrując po wulkanie wokół krateru i rozpoznając teren wokół – stwierdza Geck – historię muzyki i historię kultury, wątki filozoficzne, socjologiczne i polityczne. By jednak istoty muzyki dotknąć, konieczne są metafory.

Martin Geck w kontekście twórczości Mozarta przywołuje właśnie metaforę wulkanu. Można wyobrazić sobie, że nagrania jego dzieł są jak lawa zastygła na zboczach. Można w nich odnaleźć obraz żaru żywej muzyki. Bywa, że jest on złowrogi, jak w tużpowojennych zapisach oper realizowanych w Berlinie przez Ferenca Fricsaya, w których mimowolnie duch komedii – jak w Uprowadzeniu z seraju z 1954 roku – podszyty jest grozą niedawno przeżytych zdarzeń.

 

Można na wulkan spojrzeć też inaczej – wypływa z niego to, co najbardziej żywiołowe, najgorętsze. Co zostaje na dnie krateru? Zapał muzykologów i rosnący – w miarę jak rynek nagraniowy nasyca się nadmiarem interpretacji dzieł kanonicznych – entuzjazm wykonawców do utworów zapomnianych przez historię. Do takich dzieł z „dna krateru” (z pewnością jednak nie z samego jego dna) niewątpliwie należy opera Günther von Schwarzburg Ignaza Jakoba Holzbauera. Mozart poznał Holzbauera podczas swojego pobytu w Mannheimie w 1777 roku, być może przez zaprzyjaźnionego z nim muzyka, Johanna Christiana Cannabicha. Holzbauer był oberkapelmistrzem w Mannheimie od 1753 roku do swojej śmierci w 1783 roku. Jak pisze znawca twórczości Mozarta, stuttgarcki muzykolog i antykwariusz Ulrich Drüner, Holzbauer był jednym z najbardziej rozpoznawalnych kompozytorów swoich czasów. Jego opera Günther von Schwarzburg do libretta Antona Kleina, które opowiada o dziejach XIV-wiecznego niemieckiego króla, została prawykonana w 1777 roku, Mozart zaś miał okazję dobrze ją poznać i wydaje się, że wywarła ona na niego znaczny wpływ, zwłaszcza gdy komponował Czarodziejski flet. „Günther von Schwarzburg – zauważa Drüner – jest jedną z najwcześniejszych i najznaczniejszych wielkich oper pisanych do niemieckiego tekstu. Opery te szczególną troską darzono na dworze w Mannheimie, otaczając je podszytą zideologizowaną, niemal protonacjonalistyczną zazdrością o wszystko, co włoskie, i temu, co włoskie, je przeciwstawiając”. Mozart Holzbauera cenił wysoko. O jego mszach wyraził się tak: „Pisze bardzo dobrze, w dobrym stylu kościelnym, dobrze obsadzając głosy śpiewaków i instrumentalne, fugi także dobre”, zaś po obejrzeniu Günthera dziwił się w liście do ojca, że „tak stary człowiek, jak Holzbauer [miał wówczas sześćdziesiąt sześć lat] wciąż ma tyle ducha; uwierzyć nie można, jaki w tej muzyce ogień”. 

Ignaz Jakob Holzbauer urodził się w Wiedniu jako syn handlarza skórą w 1711 roku. Na życzenie ojca studiował prawo i teologię. Muzyki początkowo uczył się sam. Później, idąc za radą Johanna Josepha Fuxa, udał się do Wenecji, gdzie poznał wielkich mistrzów – Vivaldiego, Albinoniego i Lottiego, ale także, dzięki Galuppiemu, Hassemu i Porporze, styl neapolitański. Dalej przez Morawy, Wiedeń i Stuttgart trafił w 1753 roku do Mannheimu, gdzie posadę kapelmistrza otrzymał dzięki sukcesowi swej „favola pastorale” Il Figlio delle Selve. Jego Günther był dla Mozarta inspiracją, jednak, jak pisze Martin Geck, Mozartowi w Czarodziejskim flecie udała się zupełnie inna niż Holzbauerowi sztuka: „sztuka osiągnięcia do końca kompozytorsko przemyślanego uroczystego napięcia, wyostrzenia naszych zmysłów, wprawienia naszego aparatu recepcyjnego w ruch w taki sposób, że to, co nas w muzyce czeka, możemy sobie wyobrazić, pozostając w pełnym napięcia oczekiwaniu, jednocześnie gotowi na to, co pełne powagi”.

 

Niemieckojęzyczne dzieło Holzbauera z wielką pompą przypomniane zostało podczas obchodów 1200-lecia miasta w 1994 roku w starej operze we Frankfurcie. Zrealizowane przy okazji nagranie spotkało się z entuzjastyczną reakcją krytyki, a wzięli w nim udział między innymi Claron McFadden i Christoph Prégardien. Okazuje się jednak, że i w tej dziedzinie palma pierwszeństwa należy się Włochom – wykonanie Günthera z udziałem Luigiego Infantino, Raffaele Arié i Anny Moffo oraz Orchestra Sinfonica di Milano della RAI pod kierunkiem Oliviera De Fabritiis odbyło się w już 1960 roku i uwiecznione zostało na płycie. Żeby było zabawniej, dumnie skomponowaną do niemieckiego tekstu operę RAI nadało we włoskiej wersji językowej. Taka to już chyba szczęśliwa przypadłość Italii, że tu wszystkiemu nadaje się włoski rys.