Autor: Jan Topolski
Wydanie: MWM 03/2016

S01.E01

Article_more
Muzyka w serialach, muzyka dla seriali… Temat rzeka, i to o wielu odnogach, bo każdy ma swoich faworytów i niepodobna tu pokusić się o stworzenie obiektywnego rankingu. Na początek warto uściślić, o jakich serialach mówimy, bo przecież nie o poczciwcach z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, ani nie o polskich operach mydlanych. Od blisko dekady trwa w telewizji prawdziwa rewolucja w sposobie opowiadania, kreowania bohatera, angażowania widza, w jakiej prym wiodą obecnie stacja HBO i platforma Netflix, których produkcje wyznaczają nowe standardy.

Jeśli jednak o muzykę chodzi, to nie ogranicza się już ona tylko do chwytliwego tematu czołówki – jakkolwiek uwielbiam pod tym względem House of Cards czy Fortitude – lecz tworzy nierzadko całą siatkę wariacji i buduje oryginalny klimat. Moim zdaniem najlepszych przykładów dostarczają The Knick, Powracający, Detektyw oraz Treme, ale zanim nastała ich era, długo rządził jeden serial, który swego czasu wstrząsnął telewizją (oraz muzyką). Raz a dobrze.

 

To oczywiście Twin Peaks (1990–1991) Davida Lyncha i Marka Frosta, serial, którego dwa sezony podważyły oczekiwania widzów względem kryminału, a niejednokrotnie naraziły ich na prawdziwy zespół stresu pourazowego. Jeśli jednak przedarli się przez ginące w mroku tajemnicy i surrealistycznej atmosferze śledztwo w sprawie zabójstwa Laury Palmer, mogli usłyszeć także wspaniałą ścieżkę dźwiękową Angelo Badalamentiego. Autor wymieszał style i dekady, od cool jazzu (wibrafon i miotełki w Audrey’s Dance), przez ckliwe synth-popowe piosenki (Falling czy Nightingale śpiewane przez Julee Cruise), po niemal ambient (Night Life), a każdy właściwie temat przeszedł do historii. Duet reżysersko-kompozytorski poznał się przy Blue Velvet (1987) i od tej pory zgodnie współpracował– a trzeba wspomnieć, że sam Lynch jest muzycznie uzdolniony i lubi aktywnie włączać się w proces udźwiękowiania filmu. Nieźle ilustruje to anegdota związana z powstawaniem Laura’s Palmer Theme, opowiadająca o momencie, kiedy reżyser wraz z kompozytorem siedzieli przy pianinie Fendera i nagrywali kolejne improwizacje. Lynch roztaczał wizję: „Jesteśmy w ciemnym lesie, wieje lekki wietrzyk, porusza liśćmi drzew, świeci księżyc, słychać zwierzęta… i jest samotna dziewczyna, wędruje w stronę kamery, bliżej i bliżej, wszystko narasta!”. Warto zwrócić przy okazji uwagę na pokrewieństwo otwierającego serial motywu głównego (z wokalem jako Falling) z piosenką It Can’t Happen Here Pet Shop Boys, z którymi Badalamenti współpracował w tym samym okresie.

 

Standard budzącej dreszcze muzyki przełomu tysiącleci wyznaczyło bodaj Archiwum X (1993–2002) z czołówką Marka Snowa: quasi-fletowa melodia wybija się nad harmoniczną poświatę i powtarza się w nieskończoność. W wariacji z filmu kinowego o znamiennej nazwie X Files: Threnody akompaniament tworzą opadające glissanda, inspirowane zapewne Pendereckim. W innych utworach Snowa (This Is Not Happening) elektronikę zastępują smyczki w unisonie, które współgrają z minorowym fortepianem. W dziedzinie komediowej kamieniem milowym okazała się Rodzina Soprano (1999–2007), której twórcy preferowali inteligentną składankę niekoniecznie najbardziej znanych utworów między innymi Rogera Watersa, Glorii Estefan czy Stinga, a przede wszystkim znalezisk typu The Aquatones, Tipsy czy Tindersticks. W trzynastu odcinkach pierwszego sezonu wykorzystano blisko dziewięćdziesiąt piosenek, z których wszystkie komentowały rozterki wrażliwego gangstera tekstem lub stylem. W równie przełomowym serialu Zagubieni (2004–2010) oryginalna muzyka Michaela Giacchina ma iście kinowy rozmach. Bogata orkiestracja ze znacznym udziałem perkusji (Exploring & Travelling), spore kontrasty dynamiczne i nierzadko odważna harmonika (Hatch) oraz galopujące tempo (The Freighter) wywarły znaczący wpływ na mainstream serialowej muzyki początku XXI wieku.

Znamienitym jego przedstawicielem zdaje się Trevor Morris, odpowiadający za ścieżki dźwiękowe wszystkich niemal historycznych hitów: Dynastii Tudorów (2007–2010), Filarów Ziemi (2010), Rodziny Borgiów (2011–2013) oraz Wikingów (2013– ). Uznanie wzbudza melodyczny talent kompozytora, którego tematy nierzadko stają się nośnikami akcji serialu, zwłaszcza w drugim ze wspomnianych tytułów. W Rodzinie Borgiów zwracają uwagę liczne stylizacje historyczne czy wręcz cytaty z muzyki renesansowej (polifonia a cappella, tańce dworskie). Z kolei w irlandzko-kanadyjskich Wikingach specjalność Morrisa, czyli bitewna motoryka (Attack Village), miesza się z pastelowym ambientem (Sail Home). Warto zwrócić uwagę na muzykę autorstwa duetu David Arnold i Michael Price w Sherlocku (2010– ), przenoszącym wiktoriańską postać mistrza dedukcji w czasy współczesne. Choć również tutaj znajdziemy sporo galopady, to ujmują oryginalne rozwiązania instrumentacyjne (solowe skrzypce jako atrybut detektywa, klawesyn jako symboliczne retro) i inwencja w kolejnych wariacjach na główny temat. Pod tym względem niezrównane jest wszakże Fargo (2014– ), którego twórcy podjęli się niemożliwego: zrobienia serialowego spin-offu na bazie kinowego arcydzieła braci Coen (1996). Co więcej, udało im się! Zarówno na poziomie scenariusza o słabych ludziach wikłających się w łańcuch zbrodni, jak i na poziomie starannej stylizacji scenografii i kostiumów na koniec lat siedemdziesiątych (sezon drugi). Jeff Russo na bazie oryginalnego motywu Cartera Burwella wyprowadził (w sezonie pierwszym) własny czołówkowy temat Bemidji, MN w formie szeregu wariacji – a kolejne echa tego tematu można znaleźć w The Long Road Home Paint Cans i Reprise (z gitarą i skrzypcami). Odmienny typ reprezentowany jest przez lejtmotyw charakteryzujący zawodowego mordercę, przetwarzany w Malvo’s Theme, Malvo Reinvents i Lester as Malvo, oparty na rozkołysanym rytmie pizzicato.

 

Jeśli szukają Państwo jednak czegoś, co wychodzi poza najlepszy choćby mainstream, polecałbym dwa tytuły: Powracający (2012–2013) oraz The Knick (2014– ). Pierwszy to francuska produkcja na bazie wcześniejszego filmu kinowego, nieco w klimacie Twin Peaks, lecz zdecydowanie bardziej oniryczna. Do małego górskiego miasteczka przybywają zmarli – dawni mieszkańcy, którzy przed laty zginęli w wypadku szkolnego autobusu. Ich powrót powoduje liczne sytuacje na pograniczu horroru i komedii. Historię ilustruje minimalistyczna ścieżka dźwiękowa znanego postrockowego zespołu Mogwai, która w żadnym momencie nie popada w patos ani nie galopuje, lecz zachowuje umiar w prostych melodiach (Hungry Face) i przejrzystych fakturach (Wizard Motor). Drugi wspomniany serial to dzieło totalne Stevena Soderbergha (reżyseria, montaż, zdjęcia). Na przykładzie fikcyjnego szpitala Knickerbrocker mającego funkcjonować na przełomie XIX i XX wieku pokazane są nie tylko rewolucje w medycynie, lecz także zmiany obyczajowe (emancypacja kobiet i czarnych) oraz ludzkie namiętności we wszystkich klasach społecznych. Syntezatorowe beaty Cliffa Martineza wydają się rażąco sprzeczne ze staranną scenografią i zdjęciami podkreślającymi realia epoki, znakomicie oddają natomiast postępujące uzależnienie głównego chirurga Thackery’ego od kokainy (hipnotyczne Son of Placenta Previa!). Płynnie zmieniające się sztuczne barwy jakby wzięte z lat sześćdziesiątych, naiwne repetycje i zapętlenia niczym u Glassa, zwolnienia i przyspieszenia rodem z minimal techno – wszystko to składa się w mojej ocenie na najciekawszą ścieżkę dźwiękową do serialu z ostatnich lat. Przy okazji ubiegłorocznego koncertu prezentującego symfoniczną aranżację motywów Martineza, który odbył się podczas Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie, można się było przekonać, jak ważne jest użycie elektroniki, której nic nie może zastąpić (jak w Goodnight Nurse Elkins).

 

Przy okazji odcinka poświęconego muzyce klasycznej jako źródle cierpień („MwM” 2015, nr 3) wspominałem o serialu Hannibal (2013–2015), ale na gruncie serialowym warto przytoczyć jeszcze dwa przypadki pasujące do tego wątku. Prawdziwe szczyty wyrafinowania osiąga on w brytyjskim Endeavour (2013– ), prequelu popularnych Spraw inspektora Morse’a (1987–2000), pokazującym początki kariery niepokornego detektywa-erudyty w Oksfordzie. W Fugue z pierwszego sezonu wyjątkowo perfidny morderca dobiera kolejne ofiary wedle finałów arcydzieł operowych i tylko wielki ich miłośnik, jakim jest Endeauvour Morse, może rozwikłać sprawę i przewidzieć kolejne ruchy zbrodniarza. W każdym jednak odcinku serialu rozbrzmiewa dużo muzyki klasyczno-romantycznej, która współgra z atmosferą uniwersyteckiego miasta oraz charakteryzuje ekstrawagancję tytułowego bohatera. Z produkcji utrzymanych w tonacji bardziej komediowej polecam Mozart in the Jungle (2014– ), którego bohaterami są dyrygent i oboistka nowojorskiej orkiestry. Perypetie sercowe plączą się tu ze ściśle muzycznymi, a znane kawałki pojawiają się w osobliwych aranżacjach i prześmiesznych kontekstach.

 

Przypadki Rodziny Borgiów, Twin Peaks czy The Knick pokazują różne strategie historycznego osadzenia muzyki względem czasu akcji serialu: od prób stylizacji, przez lekkie zamazanie, po ostentacyjny anachronizm. A co z osadzeniem geograficznym? Świetnego przykładu dostarcza jeden z niewątpliwie najlepszych seriali ostatnich lat, czyli Detektyw (2014– ), a zwłaszcza jego pierwszy sezon. Ścieżka dźwiękowa jest tu niby tylko kompilacją, ale dobór utworów jednoznacznie wiąże się z miejscem akcji filozofującego kryminału, czyli południowymi Stanami. Bezkresne bagna Luizjany, których charakterystyczną scenerię podkreślono kadrami pełnymi nieba i natury, są ilustrowane piosenkami wykonawców, takich jak bluesman John Lee Hooker, gospelowe The McIntosh Shouters czy country Handsome Family (czołówka). Nie sposób pomylić klimatu tej muzyki z jakimkolwiek innym miejscem, a Południe wciąż inspiruje filmowców, czego przykładem Treme (2010–2013), osobliwy hołd dla Nowego Orleanu i jego mieszkańców ukazanych niedługo po przejściu huraganu Katrina. Głównymi bohaterami są tu między innymi jazzowy puzonista grający w knajpach i na paradach oraz didżej zafascynowany kulturą regionu, a serial jak żaden inny pokazuje muzykę jako fundament tożsamości. Żal po zakończeniu czwartego i ostatniego sezonu Treme może nam obecnie złagodzić pojawienie się Vinyl (2016– ), produkowanego przez Micka Jaggera i Martina Scorsese (także reżyser pilota), którego tematem jest nowojorska kultura disco lat siedemdziesiątych. Seriale nigdy się nie kończą…