Wydanie: MWM 03/2016

Walentin Sierow w Galerii Tretiakowskiej

Article_more
Muzea mają swoje brzmienie. W każdym kraju jest ono nieco inne, nawet jeśli akustyka sal wystawienniczych jest w zasadzie dosyć podobna.

W wielkich metropoliach amerykańskich gwar rozmów i szmer audioprzewodników unosi się ponad sztucznymi dźwiękami migawek cyfrowych aparatów fotograficznych, irytującymi nienawykłe ucho niczym komary w ciepły letni wieczór. W Anglii panuje skupienie, ale nie cisza. Sale przepełnia uważny szept zwiedzających wczytanych w przewodniki. W Niemczech nasyconą skupieniem ciszę rozbija skrzypienie starych drewnianych podłóg, po których bezszelestnie potrafią poruszać się tylko pracownicy muzeum grzecznie upewniający się, że telefony komórkowe zostały wyciszone. W muzeach rosyjskich też bywa cicho, chyba że trafi się na popularną wystawę, po której karnych i zdyscyplinowanych wielbicieli sztuki oprowadza starannie przygotowana przewodniczka. Zdarza się, że przewodniczek jest więcej, gdy wystawa cieszy się dużym zainteresowaniem.

 

Na wystawie malarstwa Walentina Sierowa, zorganizowanej z okazji 150. rocznicy urodzin artysty przez Galerię Tretiakowską w oddziale mieszczącym się w nowoczesnym budynku przy Krymskim Wale, przewodniczek było zdecydowanie więcej niż zwykle. By trafić pod ich kuratelę, trzeba było najpierw cierpliwie odstać w długiej jak rosyjska zima kolejce. Zwiedzanie z przewodnikiem nie jest obowiązkowe, tyle że przed donośnie i dobitnie artykułowanym słowem – zasadne wydaje się podejrzenie, że w ramach studiów w dziedzinie historii sztuki w Rosji uczy się też impostacji głosu – nie dało się uciec.

 

Nasz zwiedzający, który postanowił wytropić na wystawie wątki muzyczne, musiał przysłuchiwać się zatem potoczystej i powtarzanej przez wszystkich przewodników z zadziwiającą dokładnością opowieści i o interesujących go włoskich śpiewakach, i o licznie reprezentowanych na wystawie członkach carskiej rodziny. Przed portretem wielkiego tenora Angela Masiniego przewodniczka przypomniała daty narodzin i śmierci artysty – 1845; 1926. Po czym kontynuowała:

 

Wielokrotnie występował w Moskwie i Petersburgu. Jego portret Sierow malował na zamówienie Sawwy Iwanowicza Mamontowa w lutym i marcu 1890 roku. W czasie pracy artysta pisał do żony: „Portret idzie, a może już wyszedł, niegłupio. Podoba się wszystkim, poczynając od samego Masiniego, całkiem miłego w obcowaniu kawalera. Uprzedzająco grzeczny i uprzejmy, podnosi pędzle, które upadły (jak Karol V Tycjanowi). Ale najsympatyczniejsze jest to, że siedzi akuratnie przez dwie godziny, starając się bardzo, a gdy go pytają, skąd u niego taka cierpliwość, odpowiada – »a dlaczego by nie posiedzieć, jeśli portret dobry?«”. 

Kilka metrów dalej przewodniczka rozwijała wątek operowy:

 

Głos Francesca Tamagna, pierwszego wykonawcy partii Otella w operze Giuseppe Verdiego, Sierow usłyszał nie w Rosji, którą Tamagno odwiedził dopiero w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, ale w Wenecji już w roku 1887. W jednym z listów talent śpiewaka Sierow określił jako „doskonały”. Portret Tamagna także powstał na zamówienie Mamontowa. Malarz – jak sam pisał – „pracował nad nim w nadzwyczajnym upojeniu, cały czas czując, że udaje mu się namalować coś więcej, niż po prostu kolejny portret”. Warto tu przywołać też słowa Igora Emanuiłowicza Grabara, który był świadkiem tego, jak Sierow po latach kontemplował własne dzieło. „Zapytał, zwracając się ni to do zebranych wokół artystów, ni to do siebie samego – »I co, wyszło, że miał złote gardło?« – i pokazał ręką na odsłoniętą szyję Tamagna. Sierow mówił potem, że to gardziołko Tamagna szczególnie go interesowało i chciał, żeby widz to poczuł”.

 

W niewielkiej odległości od włoskich śpiewaków operowych na wystawie podziwiać można było dostojny portret Mikołaja Rimskiego-Korsakowa przy pracy. Obraz ten również zasługiwał na kilka słów skrupulatnej przewodniczki:

 

Świadkiem powstawania portretu Mikołaja Rimskiego-Korsakowa był jego bliski przyjaciel, Wasilij Wasiljewicz Jastrebcew. Sierow zaczął pracę 6 marca 1898 roku. Pod datą 12 kwietnia Jastrebcew zanotował w swoim dzienniku: „Rimski-Korsakow z komiczną powagą przekonywał Sierowa, że bardzo chce, by na portrecie wyglądał młodziej, a co najważniejsze, że życzy sobie, by jego surdut i krawat były głębszej granatowej barwy”.

 

Kolejny muzyk prezentowany na wystawie to legendarny rosyjski bas, Fiodor Szaliapin, bohater niezliczonych opowieści i anegdot, o czym uprzejma przewodniczka wspomniała mimochodem, od razu przechodząc do rzeczy:

 

Sierow i Szaliapin bardzo się przyjaźnili. Jak wspominała córka śpiewaka, „po Aleksieju Maksimowiczu Gorkim Fiodor Iwanowicz spośród swoich przyjaciół najbardziej lubił Sierowa, za jego pryncypialność i ludzką godność”. W innym wspomnieniu przeczytać można, jak „Szaliapin długo przypatrywał się pracy Sierowa i jak, siadłszy obok niego, sam także zaczął rysować. Cierpliwie, dzień po dniu uczył się rysunku od Sierowa i szybko osiągnął w tej dziedzinie mistrzostwo”. A Sierow wielokrotnie portretował Szaliapina, na przykład w 1905 roku węglem narysował całą postać śpiewaka naturalnej wielkości.

 

Przewodniczka poprowadziła swych podopiecznych ku „portretom ukazującym prawdziwe życie na wsi”, nasz zwiedzający zaś dyskretnie oddalił się w stronę młodzieńczych rysunków Sierowa, przedstawiających nagie modelki. Poszukując jednak zupełnej ciszy przeszedł szybko do kolejnej sali, w której zachwycił go nieukończony portret młodego Sergiusza Diagilewa, i zaraz potem do kolejnej, w której czekała go niespodzianka – plakat anonsujący spektakle sezonu rosyjskiego zorganizowanego przez Sergiusza Diagilewa we współpracy z Gabrielem Astrukiem w maju i czerwcu 1909 roku w Paryżu, przedstawiający Annę Pawłową jako Sylfidę naturalnych rozmiarów. Zwiedzającemu przypomniały się złośliwe zapiski jednego ze świadków tych wydarzeń, wedle którego portret Pawłowej autorstwa Sierowa wywołał w paryskiej prasie więcej reakcji niż sama Pawłowa. Jednak o tym przewodniczka, która wkrótce zjawiła się ze swą grupą, nie wspomniała ani słowem.