Wydanie: MWM 03/2016

O trąbach

Article_more
Królestwo instrumentów muzycznych ze swym bogactwem i różnorodnością jest zaiste intrygujące. Nic dziwnego, że nasze dialogi filomuzoficzne nieraz zapuszczały się i na te tereny.

– Czy instrumenty dęte mają coś wspólnego z dentystą?

– Tak, zęby – krótko odpowiadam Zo na jej, jakże nieortograficzne, pytanie i dodaję: – No i podobnie brzmiące nazwy, rzecz jasna.

– Jak to zęby? To na instrumentach dętych gra się zębami?

– I zębami, i wargami, i językiem, ale przede wszystkim trzeba najpierw w nie zadąć, czyli wtłoczyć powietrze do rury. Inaczej chyba mogłyby się zwać „powietrznymi”.

– Jak trąba powietrzna!!! – geniusz, co podobno kędy chce, polata, najwyraźniej teraz zawitał w główce Zo.

– Otóż to – przyznaję – chociaż instrumenty dęte, przynajmniej zazwyczaj, mają mniejszą siłę rażenia niż trąby powietrzne czy nawet jerychońskie, które skruszyły mury oblężonego miasta.

– O, niebezpiecznie… To mieszkańcy nie mogli tych trąb jakoś w porę zatkać?

Doprawdy zachwycające jest to jej praktyczne podejście…

– No cóż, prawdziwi eksperci w temacie mówią, że i tak nie ma takiej rury, której nie dałoby się odetkać.

– Ale czy muzycy do tego odtykania naprawdę muszą wzywać hydraulika? – Zo jednak zbyt dosłownie potraktowała moje słowa.

– Nie, z pewnością nie! Chociaż… – ciągnę zaczepnie – …co prawda na instrumentach dętych czasem grywa się w kanale…

– Fuuuu! – Zo wcina się z pełnym obrzydzenia okrzykiem.

…to jednak na sucho – uspokajam. – To taki inny kanał. Operowy.

– Jakieś rury! Jakieś kanały!! Ja chyba nigdy nie polubię tych instrumentów dętych!

Oj, niedobrze. Tym razem materialna baza najwidoczniej pokonała duchową nadbudowę. I to do zera. Oby przyszedł jeszcze czas rewanżu.

.