Wydanie: MWM 04/2016

Dźwięki świata maszyn

Artur Zagajewski i Paweł Hendrich - wywiad
Article_more
Twórczość Stanisława Lema nie od dzisiaj inspiruje kompozytorów. By wspomnieć tylko o operach: w 1986 roku w Wuppertalu odbyło się prawykonanie Cyberiady Krzysztofa Meyera, dzieło wznowiono z wielkim powodzeniem w 2013 roku w Poznaniu. Światy przedstawiane przez Lema pobudzały również wyobraźnię twórców zagranicznych, o czym świadczą choćby dwie nowe opery według Solaris wystawione ostatnio w prestiżowych miejscach: Detleva Glanerta (Festspielhaus Bregenz, 2012) i Dai Fujikury (Théâtre des Champs-Elysées, 2015). W tym roku festiwal Musica Polonica Nova przygotowuje prawykonania utworów polskich kompozytorów według opowiadań ze zbiorów Bajki robotów i Cyberiada. Autorskie opisy trzech projektów pozwalają przypuszczać, że każdy z twórców skupi się na innych aspektach opowiadań Lema, co z pewnością zaowocuje artystyczną odrębnością zapowiedzianych utworów.

Nici Krzysztofa Wołka to utwór według bajki Jak ocalał świat ze zbioru Cyberiada. Wykonawcami będą sopranistka Joanna Freszel, zespół Kwartludium (klarnet basowy, perkusja, skrzypce i fortepian), improwizujące duo Defiblirator (puzonista Sebastian Smolyn i obsługujący elektronikę Artur Smolyn) oraz dwóch aktorów. Nici powstają przy współpracy Centrum Technologii Audiowizualnych (dźwięk i wideo) oraz reżyserki Kamili Michalak i scenografki Joanny Fandrejewskiej. O swoim utworze kompozytor mówi: „[Opowiadanie Lema] to z jednej strony jest świat, który tak naprawdę nie istnieje, ale który możemy sobie z łatwością wyobrazić (mowa tu o świecie maszyn i robotów), z drugiej – to humanizm głównych postaci, rywalizacja Trurla i Kapaucjusza, nieprzewidywalność tego, co tworzymy (Maszyny) oraz zadań, które stawiamy przed sobą samymi lub rozwiązaniami technologicznymi… W założeniu utwór istnieje nieco pomiędzy formami: nie jest to ani teatr, ani opera. To muzyka akustyczna, ale też elektroniczna, w części pisana, ale też improwizowana. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach, w których zarówno coraz szybszy rozwój technologiczny, jak i koegzystencja różnorodnych środków ekspresji pozwalają spojrzeć z nowej perspektywy na tradycyjne formy wyrazu. Lem poprzez swoje opowiadania wybiegał w przyszłość, tworząc nowy świat, w którym badał granice ludzkiej kondycji. Myślę, że wszystko to stworzy ciekawe, warte zobaczenia i posłuchania połączenie oraz dostarczy wyjątkowych doświadczeń”.

 

Wykonawcami kompozycji Artura Zagajewskiego Staloocy będą Piotr Nowicki (głos, fortepian preparowany, syntezator), Paweł Nowicki (głos, perkusja, obiekty dźwiękowe),  Wojciech Błażejczyk (głos, gitara elektryczna), Eneasz Kubit (głos, akordeon ćwierćtonowy) oraz Mateusz Nowicki i Andrzej Zagajewski (głosy, obiekty dźwiękowe). Podstawą utworu jest fragment opowiadania Wyprawa piąta A, czyli konsultacja Trurla z cyklu Cyberiada – inspiracją dla kompozytora była nie tylko treść, lecz także fakt, że tekst ów „wyróżnia się wyjątkową jak na opowiadanie rytmiczną, mechaniczną, motoryczną i dynamiczną narracją, prowadzoną jakby na jednym tchu, co wynika między innymi ze stosowania ukrytych rymów pomiędzy wyrazami lub częściami zdań”.

 

Czytając opis utworu, miałem wrażenie, że w opowiadaniu Lema ważniejsze dla ciebie niż treść były „muzyczne” właściwości tekstu.

Artur Zagajewski: Tak, chociaż w tym przypadku treść i środki stylistyczne, jakimi posługuje się Lem, uzupełniają się: jedno wynika z drugiego. Wyprawa piąta A, czyli konsultacja Trurla od samego początku zachwyciła mnie wyjątkową narracją, wynikającą z wyrazistej rytmiki, ukrytych rymów, brzmienia, dynamiki. Przez to tekst ten stał mi się od razu bliski, ponieważ pod względem środków przypomina mi, na przykład, niektóre wiersze Brunona Jasieńskiego, które bardzo lubię.

 

W utworze nawiązujesz do muzyki „nieakademickiej”: glitch w partii taśmy, punk rock, hip-hop, współpracujesz z amatorami – elementy te często pojawiają się w twojej twórczości. Co skłania cię do podążania w tym właśnie kierunku?

Nie lubię określeń muzyka „akademicka” czy „nieakademicka”, bo tworzą one jakiś sztuczny i chyba nieco nieaktualny w dzisiejszych czasach podział. Na moim koncercie dyplomowym z kompozycji w łódzkiej akademii prezentowałem między innymi utwór punkrockowy, pracę magisterską z teorii muzyki pisałem o Pink Floyd. Obecnie na uczelni prowadzę przedmiot „Style muzyki popularnej”, w ramach którego analizuję chociażby muzykę Metalliki. Prowadziłem prace licencjackie dotyczące Led Zeppelin lub Kraftwerk, a w młodości grałem w zespole punkrockowym. Muzyka popularna jest mi więc bardzo bliska. W mojej domowej płytotece są albumy The Clash, Beastie Boys, Skrillexa czy Dezertera. „Podążanie w tym kierunku”, jak to ująłeś, nie jest jednak specjalnie wymyśloną i sztucznie stworzoną koncepcją – pomysłem na moją twórczość, lecz naturalnym sięgnięciem do nurtów, które mnie inspirują. W przypadku utworu Staloocy wykorzystanie środków charakterystycznych na przykład dla punk rocka wynikało z narracji opowiadania Lema. Chciałem, aby recytacji tekstu towarzyszyła energia typowa dla hip-hopowych partii wokalnych czy skandowania punkrockowego, ale nie zrealizowałbym tego zamierzenia, mając do dyspozycji wyłącznie profesjonalnych muzyków. Dlatego też do udziału w projekcie zaprosiłem dwóch muzyków z punkowo-folkowego zespołu Hańba!. Czy to połączenie będzie udane? To okaże się po wykonaniu utworu.

 

Nie pierwszy raz nawiązuję współpracę z amatorami, choć w przypadku muzyków z Hańby! określenie „amatorzy” nie jest do końca właściwe. Mam na swoim koncie kilka takich utworów: to Nature Morte na zespół dwudziestu czterech amatorów, La Città futurista na orkiestrę symfoniczną i zespół szesnastu amatorów, czy całkiem nowa rzecz, która miała w październiku premierę w krakowskiej Cricotece – blokhaus C na zespół dziesięciu amatorów. Bardzo lubię takie projekty ze względu na szczególnie pozytywną energię i więź, jaka tworzy się w czasie ich realizacji. Każdy z wymienionych utworów stanowił dla tych ludzi nową, niepowtarzalną i wyjątkową sytuację. Proszę wyobrazić sobie, jakim wydarzeniem dla grupy szesnastu amatorów był występ na estradzie Filharmonii Łódzkiej razem z Orkiestrą Symfoniczną i to w profesjonalnej oprawie – był to koncert jubileuszowy z okazji stulecia orkiestry Filharmonii Łódzkiej, a sala była wypełniona po brzegi.

 

W opisie utworu zwracają uwagę nietypowe elementy instrumentarium, a także specyficzne rozwiązania techniczne.

Odnosisz się tu do opisu, który powstawał w pierwszym etapie pracy nad utworem – w fazie projektu. Teraz, kiedy komponowanie dobiega końca, nie uważam, żeby były tam zastosowane jakieś szczególne środki techniczne. Nie skupiałem się bowiem na samym problemie, co wykorzystać w utworze, ale raczej w jaki sposób. Ponadto kiedy zaczynam wyobrażać sobie utwór, w głowie pojawia się dużo pomysłów brzmieniowych. Jednak w trakcie pisania i kształtowania konkretnej materii dźwiękowej następuje weryfikacja pierwotnych założeń w kontekście rozmaitych aspektów, na przykład wykonawczych czy, ogólnie mówiąc, koncepcyjnych. Pojawiają się wtedy instrumenty, które z pewnością będą miały decydujący wpływ na brzmienie całości – akordeon ćwierćtonowy (jedyny taki instrument w Polsce), syntezator z klasycznym brzmieniem opartym na tonach piłokształtnych, gitara elektryczna czy obiekty dźwiękowe, które wykorzystywałem już wcześniej w moich kompozycjach, na przykład misy tybetańskie. Użycie choćby tych instrumentów i obiektów wynika z faktu, iż brzmienie i związana z tym faktura stanowią dla mnie jedne z najważniejszych elementów w utworze, i to właśnie wyobrażonemu kształtowi brzmieniowemu i fakturalnemu podporządkowuję instrumentarium. Podczas pracy nad tym utworem, miałem komfort dobierania sobie obsady pod kątem moich preferencji. Dlatego też cieszę się, że będę miał możliwość współpracowania z muzykami, których bardzo cenię i z którymi rozumiem się doskonale w kwestiach estetycznych.

 

Biorąc pod uwagę czas trwania (75 minut) oraz liczbę zaangażowanych artystów i współpracowników, najbardziej rozbudowanym elementem Lemowskiej części festiwalu będzie wspólna kompozycja Pawła Hendricha i Cezarego Duchnowskiego według opowiadań z Bajek robotów.

Opis utworu mówi o muzycznej ilustracji opowiadań Lema. Mam wrażenie, że wybrane przez was teksty są bardzo sugestywne pod tym względem, skłaniają kompozytora do poszukiwania odpowiednich środków. Czy Lem ma w sobie coś, co szczególnie inspiruje kompozytora? Jakie elementy w opowiadaniu wybraliście, jak zostaną zilustrowane?

Paweł Hendrich: Już około 2010 roku wpadliśmy na pomysł przeniesienia pewnych elementów opowiadań Lema na grunt naszej muzyki, którą tworzyliśmy w triu Phonos ek Mechanes (wraz ze Sławkiem Kupczakiem). Ideą naszego tria, zawartą w greckojęzycznej nazwie, było granie – dosłownie – dźwięków z maszyny. Świat wykreowany w Bajkach robotów to właśnie świat maszyn, zatem pomysł połączenia tekstów Lema z naszą muzyką wydawał się dość oczywisty. Wówczas, z powodu braku zainteresowania rozmaitych instytucji, pomysł trafił do szuflady. Zainteresował się nim dopiero Szymon Bywalec, dyrektor artystyczny festiwalu Musica Polonica Nova.

 

W tekstach Lema najważniejszy dla nas jest świat maszyn, humor i wyobraźnia autora oraz nauki ścisłe leżące u podstaw jego inspiracji. Od lat sam próbuję implementować elementy nauk przyrodniczych do swojej muzyki, pewnie dlatego właśnie twórczość Lema jest mi bliska, w szczególności te pozornie lekkie i nie do końca poważne opowiadania.

 

W naszej operze opracowaliśmy trzy opowiadania: Trzej elektrycerze, Uranowe uszy oraz Jak Erg Samowzbudnik bladawca pokonał – te właśnie wydały nam się najbardziej atrakcyjne. Pierwsze opowiadanie wybraliśmy jeszcze w 2010 roku. Wtedy, jako członkowie tria, osobiście mieliśmy się wcielić w postacie trzech elektrycerzy.

 

Dlaczego te opowiadania?

Ważne jest to, co akurat nas w tych konkretnych opowiadaniach zainspirowało. Nie chcę w tym miejscu zdradzać całości adaptacji, która zresztą ma w sobie bardzo wiele elementów autonomicznych – niezależnych od tekstu, niemniej niektóre inspiracje muzyczne dotyczą bezpośrednio kluczowych fragmentów dzieła Lema. W opowiadaniu pierwszym poza walką tytułowych elektrycerzy – Mosiężnego, Żelaznego i Kwarcowego – mamy również pięknie opisany przez autora krajobraz planety Kryonii, która przez to, że mieści się w odległym zakątku swego układu słonecznego, gdzie nie ma promieni lokalnej gwiazdy, słynie z niskich temperatur. Był to dla mnie wspaniały bodziec, by muzycznie zilustrować chłód, zimno, zamarzanie, krzepnięcie, lód. Jak wiemy, dźwięk nie ma tej właściwości fizycznej, jaką jest temperatura, więc zadaniem było przeniesienie w sposób niedosłowny tej cechy na grunt muzyki i stworzenie muzycznego wyobrażenia krainy mrozu, które stanowi tło dla prób podboju planety przez niezbyt rozgarniętych elektrycerzy.

 

W pozostałych opowiadaniach również mamy jakąś ideę przewodnią. Dla przykładu, Cezary wpadł na pomysł, by potraktować treść opowiadania drugiego jako alegorię internetu. Główny bohater, Pyron, nauczył się ciągnąć drut na tyle cienki, że aż go nie było. Drut ten służył do komunikacji między mieszkańcami Aktynurii, nękanych hegemonią jej władcy – Architora. Mamy tu faktycznie zapowiedź połączeń bezprzewodowych, charakterystycznej dla naszych czasów technologii, której zastosowanie znajdujemy choćby w popularnym Wi-Fi.

 

Rozumiem, że pewne „abstrakcje” w opowiadaniach Lema będą miały muzyczno-wizualny odpowiednik. Na przykład myślenie-niemyślenie, symbolika cyfr, kłamstwa, cechy mosiądzu, żelaza i kwarcu…

O konkretnych rozwiązaniach wolałbym na razie nie rozmawiać zbyt szczegółowo. Jesteśmy jeszcze w fazie pisania samej muzyki, wymyślania rozwiązań technicznych, programowania. Zapewne wiele z naszych pomysłów znajdzie się w operze, niemniej te zawarte w opisie czy też w stworzonym przez nas libretcie wciąż przeobrażają się, nieustannie je testujemy. Mówiąc jednak ogólniej, faktycznie staramy się przenieść w sposób niedosłowny na grunt naszej muzyki pewne idee znajdujące się w tekście. Lubujemy się w abstrakcji, więc wiele elementów będzie mniej lub bardziej zawoalowanych lub ukrytych w algorytmach naszych programów komputerowych.

 

Słuchacza-widza do poznania utworu zachęcą zapewne rozmaite osobliwości, niezwykłe środki techniczne, których, jak przypuszczam, w waszym utworze nie zabraknie…

Nasza opera, choć nie podajemy tego w podtytule czy określeniu gatunku, jest de facto operą multimedialną, innymi słowy, opiera się głównie na nowych technikach audio i wideo. Będziemy mieli tu rozwijaną przez nas koncepcję human-electronics, czyli metodę sterowania elektroniką z poziomu idiomatycznego gestu gry na danym instrumencie muzycznym, klasyczne live-electronics, kierowane tabletami i kontrolerami MIDI, sprzężenie audio i wideo w jeden komputerowy „ekosystem”, rozmaite techniki generatywne, które według zaplanowanych wcześniej akcji muzycznych i wizualnych będą tworzyły treści adekwatne do naszych potrzeb i do danej sytuacji.

 

Technika zależeć będzie przede wszystkim od obsady. Zebraliśmy grupę wybitnych muzyków, tancerzy i artystów wizualnych. Współpracować będziemy z akordeonistami Rafałem Łucem i Maćkiem Frąckiewiczem, wiolonczelistą Andrzejem Bauerem, pianistką (tym razem grającą przede wszystkim na maszynie do pisania) Justyną Skoczek, perkusistą Leszkiem Lorentem, konstruktorem i multiinstrumentalistą Pawłem Romańczukiem, młodymi tancerzami Łukaszem Rozmysłowskim i Norbertem Rośkiem, z zespołem grafików z Centrum Technologii Audiowizualnych, na czele którego stoi Bartek Szlachcic. Ten konkretny skład był punktem wyjścia do użycia określonych środków muzycznych i wizualnych, a co za tym idzie – odpowiedniej techniki. Odbiorca doświadczy obrazu i dźwięku przestrzennego. Instrumenty (jak choćby moja gitara elektryczna czy klawiatura Cezarego) często nie będą brzmieć tak, jak na te instrumenty przystało, będziemy bowiem z ich poziomu kontrolować głównie akcje dziejące się w „czeluściach” naszych komputerów (wspomniane human-electronics). Detale zostawmy sobie jako niespodziankę na dzień premiery.

 

Wasze Bajki robotów to nie tylko muzyka, lecz także taniec i wideo. Muzyka jest dziełem twoim i Cezarego Duchnowskiego. Jak wygląda proces powstawania kolektywnie tworzonego dzieła?

Z Czarkiem Duchnowskim współpracuję od wielu lat. Jak już wspomniałem, współpracujemy w ramach tria Phonos ek Mechanes, stąd też świetnie znamy swoje preferencje estetyczne, myślenie o sztuce muzycznej, sprzęt i technologię. Podjęliśmy ryzyko wspólnego komponowania w pełni świadomi swojego warsztatu i charakterów, choć, co zrozumiałe, niepewni rezultatu, który wykuwał się (i wciąż się wykuwa – wciąż komponujemy operę) podczas indywidualnej pracy, wielu wspólnych rozmów. Nietypowe jednak w tej współpracy wydaje mi się to, że podział zadań nie jest, jak to chyba najczęściej w takich kooperacjach bywa, wertykalny, tylko horyzontalny. Innymi słowy, nie dzielimy się obrazami i scenami na zasadzie: „ja piszę tę scenę, a ty tamtą”, tylko podział jest warstwowy. Poprzez umiejętność pracy z komputerem oraz ścisły i algorytmiczny język muzyczny, ale i ze względu na wiele lat wspólnej pracy, udaje nam się łączyć własne, indywidualne postrzeganie w organiczną całość, której rezultatem będzie owoc naszej wieloletniej kooperacji: co-opera Bajki robotów (co-opera – od kooperacji, ale także od pytania „co?”, które wyraża niewiadomą, zagadkę, eksperyment, improwizację).

 

Jak zachęciłbyś do wzięcia udziału w tym wydarzeniu?

Powiedziałbym, że odbiorcy, którzy mają potrzebę wzięcia udziału w czymś nietypowym, nowoczesnym zarówno w środkach wyrazu, jak w typach ekspresji i interakcji pomiędzy muzykami, mogą znaleźć w naszych Bajkach robotów coś dla siebie. Warto dodać, że proste, choć nietrywialne treści opowiadań Lema zostaną przekute na akcję sceniczną, której głównym składnikiem będzie muzyka, a nie słowo. Zachęcić mogę jeszcze tym, nie zdradzając szczegółów, że będzie to nietypowa opera, która, choć śpiewana, obywa się bez głosu ludzkiego.