Wydanie: MWM 04/2016

Siedem myśli o muzyce współczesnej, które doprowadzają mnie do szaleństwa

Strach
Article_more
Kiedy my kładziemy się do łóżek, za oceanem w laboratoriach Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności USA od rana pracują naukowcy, którzy chcieliby, żebyśmy do łóżek kłaść się już nie musieli. W oddziaływaniu substancji neurochemicznych, terapii genowej i przezczaszkowej stymulacji magnetycznej pokładają nadzieje na likwidację naturalnej potrzeby snu u człowieka. Nowa jakość życia, nad jaką pracują, to nawet siedem dni w pełni wydajnego funkcjonowania na jawie.

Pozbycie się potrzeby snu to niejedyny cel wysokobudżetowych programów realizowanych przez Agencje Badawcze Pentagonu. Drugi pojawia się nieuchronnie po osiągnięciu pierwszego. Mało pociągająca zależność pomiędzy brakiem snu a poziomem lęku nie pozwala spocząć naukowcom na laurach. Kolejny etap badań stawia sobie za cel wyeliminowanie uczucia strachu z nowego bezsennego życia. Pierwszeństwo dostępu do wyników pracy naukowców z Departamentu Obrony USA ma w oczywisty sposób żołnierz. Aby żołnierz nie spał i nie bał się, zakładnikiem laboratoriów badawczych staje się pasówka białobrewa. Pasówkę wyróżnia od innych migrujących ptaków to, że może nawet przez siedem dni obyć się bez snu podczas przelotu wzdłuż szelfu kontynentalnego z Alaski do Meksyku. Pasówka nie wyfrunie z laboratoriów badawczych zanim amerykański naukowiec nie wysublimuje z jej ptasiej natury tego, czego przeniesienie na własny gatunek sobie wymarzył. A marzeniem jest lot bez międzylądowania i bez strachu.

 

W dyscyplinie, oddaniu, koncentracji i wytrwałości rosną skrzydła i tak możliwy staje się lot. Lot czyli flow. Mihály Csíkszentmihály, amerykański psycholog węgierskiego pochodzenia, poświęca swoje naukowe życie na obudowanie koncepcją, poznanie w świetle badań i opisanie w monografiach ulotnego stanu, któremu nadaje chwytliwą nazwę flow. Co mieliśmy na końcu języka, Csíkszentmihály podsuwa nam pod nos i kiedy poziom zaabsorbowania wykonywaną czynnością wywołuje uczucie uskrzydlenia, które unosi nas ponad czas, przestrzeń, zmęczenie i głód, wiemy, jakie dać rzeczy słowo. Csíkszentmihály wzbogaca kilka słowników o flow. Muzycy szepczą płynnie flow swoim instrumentom, sportowcy sapią flow ze spoconych ciał, alpiniści rozrzedzonym powietrzem dyszą flow na szczytach, żeglarze rzucają z wiatrem w żagle flow. Ojciec-opiekun zjawiska nie tylko nazywa, bada i opisuje to, co ulotne, ale i przyszpila flow diagramem. Diagram przypomina urodzinowy tort. Ostry analityczny umysł amerykańskiego naukowca tnie go na równe porcje. Otrzymujemy osiem trójkątów przypisanych ośmiu emocjom, które po przekątnej tworzą cztery słodko-gorzkie pary: nuda naprzeciw ekscytacji, strach naprzeciw odprężeniu, niepokój naprzeciw kontroli i apatia naprzeciw flow. W praktyce tort Csíkszentmihály’a upodabnia się do bajaderki, w której raz chrzęści cukier, raz zbita szklanka. O doznaniach decyduje poziom trudności zadania i poziom umiejętności niezbędny do jego wykonania. Dla muzyka-wykonawcy oznacza to, że jeśli poziom trudności utworu go przerasta, a koncentracja, wytrwałość, oddanie i dyscyplina nie dosięgają do wysokości poprzeczki, to  najada się on na estradzie strachu. Jeśli realizacja partytury stanowi wyzwanie dla umiejętności artysty, jednocześnie ich nie przerastając, to jest on na dobrej drodze do skosztowania na estradzie flow. Jeśli poziom umiejętności muzyka i poziom trudności utworu są sobie równe, wykonanie skrzy. Choć z pozycji publiczności trudno dostrzec, czy skrzy cukier czy zbita szklanka, są wykonania, które skrzą bardziej szkliście od innych. To prawykonania.

Wykonawca muzyki współczesnej przychodzi do psychologa. Otrzymuje specjalną wersję skali odczuwanego stresu Sheldona Cohena, w której pytania odnoszą się do jego myśli i odczuć związanych z pracą w zawodzie muzyka. Odpowiadać ma w miarę szybko i wybierać odpowiedzi najbardziej trafne. W kratce obok pytania wpisuje cyfrę 0, jeśli jego odpowiedź brzmi „nigdy”, cyfrę 1 wpisuje dla „prawie nigdy”, 2 dla „czasem”, 3 dla „dość często”, 4 dla „bardzo często”. Im wyższa suma punktów uzyskanych w teście, tym bardziej wątpliwa higiena psychiczna pracy zawodowej. Pytania brzmią następująco:

  1. Jak często w ciągu ostatniego prawykonania byłeś/aś zdenerwowany/a, ponieważ zdarzyło się coś niespodziewanego?
  2. Jak często podczas ostatniego prawykonania czułeś/aś, że zdarzenia wymykają ci się spod kontroli?
  3. Jak często podczas ostatniego prawykonania odczuwałeś/aś zdenerwowanie i napięcie?
  4. Jak często podczas ostatniego prawykonania czułeś/aś, że sprawy nie układają się po twojej myśli?
  5. Jak często podczas ostatniego prawykonania złościłeś/aś się, ponieważ nie miałeś/aś wpływu na to, co się zdarzyło?
  6. Jak często podczas ostatniego prawykonania czułeś/aś, że nie możesz przezwyciężyć narastających trudności?

 Komu w dyscyplinie, oddaniu, koncentracji i wytrwałości rosną skrzydła, temu bardzo często przedrostek „pra-” podcina je w wykonaniu. Prawykonanie utworu niesie w sobie jakość pierwszego razu, niespodziewanego, poza kontrolą, wywołującego zdenerwowanie i napięcie, nieukładającego się po myśli. To, jak dyscypliną, oddaniem, koncentracją i wytrwałością wykonawca przez lata kształtuje się w muzyce, strach odkształca w lot. Chcemy wierzyć, że dziesięć tysięcy godzin zdyscyplinowanej, pełnej oddania, skoncentrowanej i wytrwałej pracy pozwala stać się ekspertem w dziedzinie muzyki. Praca ciała migdałowatego i układu współczulnego sprawiają, że na estradzie w mniej niż dziesięć sekund możemy stać się zwierzęciem. Strach ujawnia się w muzyce w brutalny sposób. Źródłem angielskiego słowa anxiety i niemieckiego Angst, tłumaczonych na język polski jako „strach”, jest łaciński czasowniki angō, angere, ānxī, czyli dusić, ściskać, przygniatać, przytłaczać. Dosłownie czuć strach to być duszonym brakiem oddechu, ściśniętym za gardło, przygniatanym na sztywno, wytłoczonym czerwonymi plamami na twarzy i czarnymi w pamięci. Fryderyk Chopin punktowałby wysoko, odpowiadając na pytania testu Cohena z pozycji pierwszego wykonawcy własnych kompozycji. Inaczej niż uczestnicy Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, ponieważ w odróżnieniu od chopinistów, był wykonawcą muzyki współczesnej.

 

Muzyka współczesna ma dłonie bardziej wilgotne i bardziej rozedrgane. Muzyka współczesna ma bardziej sucho w ustach, bardziej przyśpieszony oddech i bardziej podwyższone tętno. Muzyka współczesna ma szersze źrenice. Muzyka współczesna częściej niż inna wnosi w wykonanie przedrostek „pra-”. Przedrostkiem „pra-” celuje w apatyczną przewidywalność, znudzoną kontrolę, odprężoną pomyślność. Przedrostkiem „pra-” wywołuje pierwotny strach przed obcym i nowym. Lot pierwszego razu jest w strachu.