Wydanie: MWM 12/2012

Johann Sebastian w Kraju Rad

Article_more
Pierwsze lata po rewolucji to w Związku Radzieckim czas względnej swobody artystycznej. W znacznej mierze twórcy zawdzięczali ją Anatolijowi Łunaczarskiemu, głównemu urzędnikowi Lenina do spraw kultury, który w latach 1917–1929 pełnił funkcję komisarza oświaty.

Jak pisze Alex Ross, „był to biurokrata nadzwyczaj inteligentny, o szerokich horyzontach umysłowych, a zarazem człowiek, który wyjątkowo marnie orientował się w realiach politycznych. Z wykształcenia był filozofem. Pisywał wnikliwe krytyki Dostojewskiego i innych autorów. Miał w sobie coś z mistyka. Łunaczarski wierzył, że rewolucja społeczna powinna iść ręka w rękę z rewolucją w sztuce. Komunizm uważał za nowe, świeckie wyznanie. Według Łunaczarskiego sztuka powinna dostarczyć nowych psalmów, ikon i kadzidła”.

 

To właśnie Anatolij Łunaczarski w 1921 roku zaprosił Bolesława Jaworskiego do objęcia stanowiska kierownika wydziału uczelni muzycznych w działającym w Moskwie Gławprofobrze, czyli zarządzie głównym kształcenia zawodowego. Kim był Jaworski? 

Bolesław Leopoldowicz Jaworski urodził się 10 czerwca 1877 roku w Charkowie w rodzinie muzyków o polskim rodowodzie. W 1898 roku ukończył szkołę muzyczną w Kijowie w klasie fortepianu, jednocześnie uczęszczał na kurs matematyki na miejscowym uniwersytecie. W tym samym roku  rozpoczął studia w Konserwatorium Moskiewskim, gdzie kształcił się między innymi pod kierunkiem Sergiusza Taniejewa. Po studiach działał aktywnie jako wykonawca i pedagog. W Rosji do dziś pamiętany jest jednak przede wszystkim jako twórca teorii rytmu modalnego, a także współautor reformy szkolnictwa muzycznego oraz przyjaciel i mentor Dymitra Szostakowicza, którego poznał w 1925 roku. Jak pisze Krzysztof Meyer, Jaworski „przyjął na siebie rolę niemal opiekuna młodziutkiego kompozytora, po ojcowsku udzielał mu rad i pomagał w nawiązywaniu kontaktów w środowisku artystycznym”.

 

Mało rozpowszechniona jest wiedza o fascynacji Jaworskiego twórczością Johanna Sebastiana Bacha oraz o jego badaniach, których celem było zrozumienie symboli religijnych zakodowanych przez kompozytora w preludiach i fugach cyklu Das Wohltemperierte Klavier. Niedawno bachowską spuścizną Jaworskiego zainteresował się moskiewski muzykolog, dyrygent i kompozytor Roman Berczenko, który poświęconą mu książkę zaczyna od cytatu z pism Bolesława Leopoldowicza: „Muzyka przestaje być czysta, gdy pojmie się zasady, na których opiera się dane dzieło”. Dalej dowiadujemy się, że Jaworski zajmował się Das Wohltemperierte Klavier od 1897 roku niemal do samej śmierci, ostatnie zachowane zapiski pochodzą bowiem z 19 listopada 1942 roku, Jaworski zmarł zaś siedem dni później, 26 listopada. Gdy pomyśleć, w jakich okolicznościach powstała interpretacja proponowana przez Jaworskiego, może zdać się ona wręcz sensacyjną. Próbuje on bowiem odczytywać dzieła Bacha, uwzględniając szeroki kontekst historyczny i kulturowy. W czasach Johanna Sebastiana – czytamy w monografii Berczenki zatytułowanej W poszukiwaniu straconego symbolu – nawet dzieła świeckie w dziedzinie poezji czy malarstwa nawiązywały do Biblii. Podobnie było w wypadku muzyki, zaś Bach często i chętnie odwoływał się do doskonale znanej sobie tradycji, „a większość jego preludiów i fug z cyklu Das Wohltemperierte Klavier – pisze dalej Berczenko – opartych zostało na melodiach chorałów protestanckich, powszechnie znanych w Niemczech w okresie od XVI do XVIII stulecia. Melodie te, nawet wykonywane bez słów, komunikują treści czytelne dla współczesnych Bacha”. Jaworski wskazuje na chorałowe korzenie około piętnastu preludiów i ponad czterdziestu fug. Na przykład w Fudze cis-moll odnajduje muzycznie zakodowane słowa Ewangelii wg św. Łukasza: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”.

 

Nietrudno wyobrazić sobie stosunek radzieckich władz do wykładowcy o opisanych powyżej fascynacjach. Jak pisze Berczenko, w latach trzydziestych rozpętała się przeciwko Jaworskiemu niemal histeryczna kampania, przez dłuższy czas uniemożliwiająca mu pracę dydaktyczną. Dopiero w 1938 roku dzięki wstawiennictwu wielkiej pianistki Marii Judiny Jaworski przyjęty został ponownie w szeregi wykładowców Konserwatorium Moskiewskiego, gdzie wprowadził nowy przedmiot: „Historię stylów wykonawczych”. W owym czasie Łunaczarski od dawna nie żył, choć zapewne wypowiedziane na jego temat słowa Lwa Trockiego: „Był to inteligent wśród bolszewików”, mogły być wciąż żywe w pamięci niejednego radzieckiego twórcy. Rola, którą wybrał sobie Bolesław Leopoldowicz Jaworski, była jeszcze trudniejsza – w tym samym kręgu pełnił bowiem funkcję teologa muzyki.