Wydanie: MWM 04/2016

Opera w Kopenhadze

Article_more
„W Danii jest tylko jedno miasto i tylko jeden teatr” – miał powiedzieć Søren Kierkegaard. Gdy, odwiedzając Danię, trafi się pomiędzy ludzi opery, jest niemal pewne, że ten cytat szybko pojawi się w rozmowie.

Chwilę potem ktoś wspomni nazwisko Hansa Christiana Andersena, znanego z miłości do sztuki lirycznej, której liczne dowody znaleźć można w jego pamiętnikach. Pod datą 5 maja 1843 roku przebywający w Paryżu Andersen zanotował:

 

Odwiedziłem Heinego, był serdeczny i poufały. W małym pokoju wisiał obraz Roberta Bawoły i rybak, Lorelei, Improwizator, portret jego i madame George Sand, olejny portret żony; ma okrągłą, prawdziwie niemiecką twarz. W pokoju obok wesoło bawiły się dzieci, zaglądały do nas, przychodziły i podawały rękę; mówiłem po duńsku, a one śmiały się rozradowane. Heine napisał wczoraj wiersz, dał mi go do sztambucha; mówił, że opowiedział żonie Dzielnego cynowego żołnierzyka, była uszczęśliwiona; zawołał ją i wkrótce zostaliśmy przyjaciółmi. Obejrzała mój sztambuch i na widok tekstu Goethego ta wesoła kobieta spoważniała i powiedziała: „Mąż mi o nim opowiadał”; wkrótce znów siedzieliśmy w kucki przy dzieciach i żartowaliśmy z nimi. – Wieczorem w wielkiej operze słuchałem Wilhelma Tella, którego u nas wystawiają lepiej, w domu poncz. Rocznica śmierci Napoleona, Les Invalides.

 

Budynek kopenhaskiej opery, do którego uczęszczał Andersen, dziś już nie istnieje. Jego historia sięga 1748 roku, kiedy przy Kongens Nytorv w Kopenhadze został wzniesiony pierwszy królewski teatr wedle projektu Nicolaia Eigtveda. Kilkadziesiąt lat później, w roku 1774 budynek został przebudowany przez C.F. Harsdorfa, by mógł pomieścić coraz liczniejszą publiczność. W 1807 roku Kopenhaga poważnie ucierpiała wskutek bombardowań przeprowadzonych przez wojska brytyjskie. Rok później tron objął Fryderyk VI, pamiętany jako monarcha, który był arbitrem smaku. Teatr cenił, w zachowanych do dziś księgach rachunkowych znaleźć można liczne ślady jego działalności – król podejmował rozmaite decyzje dotyczące teatru, nawet te związane z podwyżkami gaży dla artystów czy zakupem sznurówek dla baletu.

 

Po zniesieniu monarchii absolutnej w 1849 roku Duński Teatr Królewski znalazł się w trudnej sytuacji, skończył się jego monopol, a w mieście pojawiło się wiele scen popularnych. By podnieść konkurencyjność sceny przy Kongens Nytorv, zburzono stary budynek i wzniesiono nowy, zaprojektowany w stylu historycznym przez Williama Dahlerupa i Ove Pedersena. Inauguracja odbyła się 15 października 1874 roku. Dziś budynek ten znany jest jako „stara scena”. Nowa, wzniesiona po drugiej stronie kanału portowego Nyhavn, otwarta została w styczniu 2005 roku.

 

Trzeba zarezerwować sobie około czterdziestu pięciu minut, jeśli ktoś – wzorem Duńczyków – postanowi uznać zacinający deszcz za jeden z głównych uroków nadmorskiego klimatu i wybierze się spod starej siedziby opery do nowej na piechotę. Warto to jednak uczynić, droga prowadzi bowiem przez urocze zaułki, gdzie dawne zabudowania portowe zmieniły się w sklepy, kawiarnie i przytulne mieszkania, których mieszkańcy cumują swe łódki niemal bezpośrednio do balkonów.

 

Gdy wyjdzie się spomiędzy niskich domów, położona tuż nad kanałem opera zdaje się olbrzymem. Olbrzymem samotnym. Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy przybyszowi z miasta nieportowego, każe widzieć w budynku opery symbol nowoczesności Danii – oto w miejscu, gdzie kiedyś prowadzono załadunek i rozładunek, dziś stoi teatr; miejsce wymiany towarów zostało zastąpione miejscem wymiany idei. W tym przekonaniu można umocnić się, uświadamiając sobie, że budynek – zaprojektowany przez legendarnego w Skandynawii Henninga Larsena – powstał z inicjatywy i środków najbogatszego Duńczyka, przedsiębiorcy Arnolda Mærska McKinneya Møllera. Jego dar był jednak warunkowy, na co zwraca uwagę dziennikarz Henry Grabar: „Arnold Mærsk McKinney Møller zgodził się ufundować nowy budynek opery pod warunkiem, że stanie on na wskazanej przez niego działce, położonej dokładnie naprzeciwko rezydencji duńskiej rodziny królewskiej, Amalienborg”. Gdy fakt ten wyszedł na jaw, w duńskim dyskursie publicznym pojawiło się słowo „pycha”.