Wydanie: MWM 04/2016

O instynkcie naśladowczym

Article_more
– A dlaczego mówi się, że niektóre dźwięki są słodkie, albo jasne, albo ciemne? Tak jakby można było je zobaczyć czy powąchać, czy dotknąć ich językiem! – tak oto Zo wciąga mnie w kolejny z tych dialogów, których finału nigdy nie sposób zawczasu przewidzieć.

– Faktycznie, tak się mówi. Mało tego, mówi się też, że bywają dźwięki gładkie lub szorstkie, ostre, metaliczne lub aksamitne, twarde lub miękkie, gorące lub lodowate.

– Jakby dało się po nich przejechać ręką?

– Aha. Lub poczuć je na własnej skórze. Dlaczego się tak mówi? Bo ja wiem… Takich określeń używają chyba wrażliwcy, ale przecież i sami kompozytorzy chcieli nieraz, by dźwięki różnie oddziaływały na słuchaczy. By na przykład słysząc niskie dźwięki kontrabasu, odbiorcy wyobrażali sobie słonia, a słysząc delikatne pasaże skrzypiec i fletu, oczyma wyobraźni ujrzeli poranek.

– A nosem wyobraźni poczuli zapach powietrza o świcie?

– No, tak. Tak można chyba powiedzieć – ta śmiała metafora budzi jednak moje obawy. Słusznie, bo Zo najwyraźniej na dobre wkręciła się w tę grę:

– A językiem wyobraźni poczuli smak powietrza? A skórą wyobraźni poczuli poranny chłód?

– Może i tak…

– A to się w ogóle może udać?! – w końcu dopada ją zwątpienie.

– Pewnie tak… Zależy od odbiorców…

Na szczęście przypomniał mi się Skriabin-wizjoner. To się jej spodoba.

– Wiesz, ale był taki kompozytor, który chyba nie ufał tym różnym niby-narządom wyobraźni, bo skonstruował świetlny fortepian. Konkretny klawisz to był konkretny kolor i już niczego nie trzeba było sobie wyobrażać. Chciał też, by w jego dziełach dźwiękom towarzyszyły zapachy.

– O! I każdy dźwięk to byłby inny zapach? – docieka Zo, po swojemu kalkulując. W końcu trzeźwo pyta: – To niskie dźwięki śmierdziałyby?!

– Hmmm… Kto wie, może właśnie to go powstrzymało przed realizacją projektu? – nie pozostaje mi nic innego, tylko przytaknąć tej logice.

Choć, myślę sobie, może było jeszcze inaczej? Może Skriabin przypomniał sobie ważną lekcję Arystotelesa, że choć sam widok trupa budzi naszą odrazę, to oglądanie jego podobizny (nawet tej najwierniejszej) dostarcza przyjemności? Że, innymi słowy, czyste naśladownictwo warto jednak naśladować? 

.