Wydanie: MWM 05/2016

Nadal potrzebujemy radia

Article_more
Coraz trudniej zdefiniować, czym jest nowa muzyka, a czym ta przez nas rozumiana jako „współczesna”. Świat i publiczność stają się coraz bardziej podzielone, co prowadzi do różnych sposobów definiowania tego, co „nowe” czy „współczesne”. Jednocześnie przestrzenią jednoczącą jest internet, a w nim miliony utworów, dzieł, dostępnych poprzez jedno kliknięcie. Gdzie w tym wszystkim potrzebujemy radia? Otóż stale wielu z nas nie chce wciskać tego przycisku, a przynajmniej nie zawsze.

Joanna Grotkowska: Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów i czym wówczas dla ciebie, młodego dziennikarza Radia Fińskiego, była Trybuna?

Heikki Valsta: W latach osiemdziesiątych, kiedy pracowałem już w dziale muzycznym Radia Fińskiego, niektórzy młodzi fińscy kompozytorzy, jak Magnus Lindberg czy Jouni Kaipainen, odnosili sukcesy na Trybunie swoimi najwyżej punktowanymi kompozycjami. „Trybuna UNESCO” – bo tak wówczas ją nazywaliśmy – cieszyła się wielkim szacunkiem wśród fińskich kompozytorów, ale także wśród dziennikarzy mojego radia. Kiedy mój poprzednik Risto Nieminen objął stanowisko szefa Orkiestry Symfonicznej Radia Fińskiego, poproszono mnie o przejęcie jego obowiązków producenta muzycznego w dziale muzyki współczesnej. Jednym z pierwszych moich zadań była prezentacja w programach radiowych utworów zgłoszonych na Trybunę w 1989. Wciąż pamiętam wiele z nich z tego szczególnego roku.

 

Jak wypadła konfrontacja tych wyobrażeń z rzeczywistością, kiedy po raz pierwszy wyjechałeś jako delegat Radia Fińskiego na obrady Trybuny?
Bardzo szybko musiałem zacząć przygotowania mojego radia do następnej sesji Trybuny w Paryżu, w siedzibie UNESCO, która była wówczas stałym miejscem naszych spotkań. W naszym radiu ten obowiązek spoczywał na producencie nowej muzyki, który musiał sam wybrać utwory i dokonać ich nagrań do prezentacji. Nigdy nie mieliśmy zwyczaju dokonywania preselekcji czy kolektywnego podejmowania tej decyzji. Były jedynie jakieś komentarze, rozmowy z kolegami. Do dziś pamiętam moje przejęcie przed pierwszym udziałem w Trybunie. Imponująca siedziba UNESCO z jej ogromną główną Salle 1 miała naprawdę wyjątkową atmosferę. To było coś całkiem nowego dla kogoś takiego jak ja, pochodzącego z kraju nordyckiego, móc spotkać się z międzynarodową społecznością w tej sali, w lobby czy restauracjach tego budynku. Ceremonie otwarcia i zamknięcia odbywały się z całym obowiązującym w UNESCO dostojeństwem, a przemówienia dodawały powagi wydarzeniu. Także cała procedura przesłuchań była bardziej formalna, a dwujęzyczne debaty (obowiązywał angielski i francuski) ciągnęły się czasem godzinami. Na początku lat dziewięćdziesiątych Finlandia miała szczęście trzy lata z rzędu zwyciężać, otrzymując najwyższe noty dla swoich utworów. I to być może pomogło mi zostać wybranym na przewodniczącego Trybuny w mojej pierwszej kadencji, w latach 1997–2002. Muszę przyznać, że tak naprawdę nie byłem na to przygotowany i trochę czasu upłynęło, zanim poczułem się w tych obowiązkach komfortowo, ale od samego początku mogłem liczyć na pomoc i wsparcie Międzynarodowej Rady Muzycznej (IMC), głównego organizatora Trybuny. Przede wszystkim ze strony Kanadyjczyka Guya Huota, legendarnego sekretarza generalnego IMC, który zginął tragicznie w 2002 roku, a później Silji Fisher, która przejęła jego obowiązki.

 

Jak zapamiętałeś znaczące postacie, twoje muzyczne odkrycia z tych lat?
Po niemal dwudziestu pięciu latach uczestniczenia w Trybunie spróbowałem doliczyć się utworów przesłuchiwanych w tym czasie. Było ich ponad tysiąc pięćset! Które z nich pamiętam? Są wśród nich kompozycje przywołujące wspomnienia z pierwszych przesłuchań. Jest ich oczywiście wiele, ale żeby odnotować choćby kilka, bez szczególnych preferencji, wymieniłbym Celestial Mechanics Andersa Hillborga, Living Toys Thomasa Adésa, Violin Concerto Georga Friedricha Haasa, 3 for 13 Pawła Mykietyna czy Decaying Gardens Benta Sørensena. Mógłbym wyliczyć jeszcze wiele innych. Tak naprawdę wystarczy przyjrzeć się liście nazwisk kompozytorów Trybuny, a znajdzie się tam niemal każdego znanego lub interesującego kompozytora naszych czasów.

 

Jak wyglądały w erze przed internetem kontakty dziennikarzy radiofonii publicznych zajmujących się współczesną muzyką?
Dla mnie – i myślę, że dla wielu innych delegatów także – jednym z głównych powodów uczestniczenia w Trybunie była okazja do spotkania kolegów z innych radiofonii, do dyskusji i wymiany poglądów wśród producentów nowej muzyki. Wielu z delegatów nawiązało wówczas bliższe kontakty, a nawet przyjaźnie. To była cudowna okazja do rozmów o kompozytorach, muzyce, kulturze, czy zwyczajnie o życiu, z ludźmi z innych krajów pracującymi w tej samej dziedzinie. Jednym z takich kolegów był nieżyjący już Andrzej Chłopecki… Dopiero później, dzięki internetowi, dostęp do informacji stał się łatwiejszy, bezpośredni. Niemniej jednak nic nie zastąpi osobistych kontaktów i mniej formalnych spotkań z ludźmi.  

Dlaczego Międzynarodowa Trybuna Kompozytorów w opinii delegatów radiofonii publicznych, ale także (a może przede wszystkim) kompozytorów, jest tak ważnym konkursem?
Według mnie Trybuna jest przede wszystkim miejscem spotkań ludzi radia i platformą wymiany w tworzeniu programów radiowych, a wszystko to dla radiosłuchaczy, którzy są na końcu tego procesu. Zawsze tak właśnie to rozumiałem. Oczywiście, wystarczy spojrzeć na listę prezentowanych w całej historii Trybuny utworów, aby zrozumieć, jak doniosłe znaczenie ma dla twórców pojawienie się na tej liście; to więcej niż tylko komplement. Trybuna jest więc także interesującą formą promocji nowej twórczości kompozytorskiej danego kraju, a wszystkie rekomendowane dzieła odtwarzane są w całym następującym po Trybunie roku przez radiofonie publiczne na całym świecie. Niektórzy kompozytorzy mają z tego wymierny zysk.

 

Jak zmieniła się Międzynarodowa Trybuna Kompozytorów w ostatnich dekadach?
Trybuna w ciągu sześciu dekad istnienia przeszła bardzo dużo zmian. Jedna z nich wynika z technicznych udogodnień. Stale pamiętam, jak wyglądało to w latach dziewięćdziesiątych. Pamiętam nasze problemy z przesłuchiwaniem materiałów z taśm analogowych – często fatalnie brzmiących lub przez pomyłkę odtwarzanych ze złą prędkością. No i ciężar bagażu podróżnego wypełnionego partyturami i taśmami! Teraz to wszystko jest ułatwione dzięki możliwości przesyłania plików za pośrednictwem EBU i Euroradia. Ale jeszcze ważniejszą według mnie zmianą jest rozbudowanie o nowe elementy programu Trybuny, która poza sesjami przesłuchań i głosowania daje więcej okazji do dyskusji o nowych ideach, trendach w nowej muzyce i jej prezentowaniu na antenach radiofonii publicznych. Wprowadzone zostały wywiady z kompozytorami zaproszonymi przez kraj organizujący Trybunę, z promotorami nowej muzyki, a całe wydarzenie jest bardziej otwarte także dla lokalnej publiczności, która może uczestniczyć w Trybunie bezpośrednio lub poprzez internet, co wcześniej było niemożliwe. W tym sensie Trybuna stała się jeszcze bardziej otwartym, radiowym przedsięwzięciem, a nie tylko jednym z wielu konkursów kompozytorskich, jak było to w pierwszych dekadach.

 

Z końcem ubiegłego milenium przyszła jeszcze inna zmiana. Trybuna opuściła swą historyczną siedzibę w Paryżu. W 2000 roku zorganizowana została po raz pierwszy w Amsterdamie, a w kolejnych latach odbywała się w różnych miastach Europy, co dało delegatom możliwość bliższego spojrzenia na scenę muzyki współczesnej innych krajów, a lokalnym promotorom szansę na zaprezentowanie swojej aktywności dziennikarzom światowych radiofonii i ekspertom w dziedzinie nowej muzyki.

 

Jakie zmiany w działaniu radia publicznego stanowić mogą zagrożenie w tej sferze kultury?
Wierzę, że radio ma stale wielką przyszłość przed sobą. Natomiast dla muzyki współczesnej nie istnieje jedna przyszłość. Jest ich wiele. Coraz trudniej zdefiniować, czym jest nowa muzyka, a czym ta przez nas rozumiana jako „współczesna”. Świat i publiczność stają się coraz bardziej podzielone, co prowadzi do różnych sposobów definiowania tego, co „nowe” czy „współczesne”. Jednocześnie przestrzenią jednoczącą jest internet, a w nim miliony utworów, dzieł, dostępnych poprzez jedno kliknięcie. Gdzie w tym wszystkim potrzebujemy radia? Otóż stale wielu z nas nie chce wciskać tego przycisku, a przynajmniej nie zawsze. Wolą, jak ktoś inny zrobi to za nich. Jest tyle muzyki i zdarzeń kulturalnych, które nas otaczają, że czasem nie wiemy, od czego zacząć, w którą stronę się zwrócić. Ludzie chcą mieć przewodnika, który ich poprowadzi, wskaże, dlaczego powinni posłuchać tego właśnie utworu lub obejrzeć jakieś dzieło. A wszyscy przecież kochamy muzykę, czyż nie?