Wydanie: MWM 05/2016

Isabella Colbran. Isabella Rossini

Article_more
Anna Bonitatibus zawitała w Warszawie, żeby śpiewać Sesta w Łaskawości Tytusa Wolfganga Amadeusa Mozarta. Skupiona na Mozarcie, ani przez chwilę nie zapomniała, że jest, jak sama to ujmuje, „fanatyczną wielbicielką Gioacchina Rossiniego, una Rossiniana”.

Bonitatibus w rozmowach chętnie podkreśla rolę, jaką w życiu i twórczości Gioacchina Rossiniego odegrała wspaniała śpiewaczka Isabella Colbran, w latach 1822–1837 żona kompozytora. Dwutomową, wydaną w 2012 roku przez Zecchini Editore publikację poświęcił tej niezwykłej postaci włoski pisarz Sergio Ragni. „Jak tylko ta książka trafi w twoje ręce – ostrzegła mnie Anna Bonitatibus – przez tydzień nie wyjdziesz z domu, bo nie będziesz mógł się oderwać”. Lekturę zaczynam od tomu drugiego, w którym zawarte są dodatki – korespondencja, recenzje, a także rozmaite dokumenty związane z życiem Isabelli Colbran-Rossini. Jest wśród nich kontrakt, który podpisała z impresariem Domenico Barbają w Neapolu 25 lutego 1817 roku. O Barbaji jako geniuszu działalności impresaryjnej do dziś krążą niezliczone opowieści – to jemu przypisywane jest wynalezienie napoju składającego się z kawy, spienionego mleka i czekolady, często z dodatkiem bitej śmietany na wierzchu, zwanego barbajadą albo barbagliatą, popularnego w Mediolanie jeszcze w pierwszych dekadach dwudziestego wieku. Jak głosi legenda, wynalazek ten uczynił Barbaję na tyle zamożnym, że pozwolił mu zostać niezależnym impresariem teatralnym. Dodajmy, impresariem przebiegłym i niestroniącym od ryzyka. Kontrakt, który Barbaja zawarł z Isabellą Colbran w Neapolu, gwarantował, że jako prima donna będzie ona „śpiewać i recytować we wszystkich operach seria, semiseria, kantatach i oratoriach [...] trzy dni w tygodniu”. Dalej w umowie czytamy, że „artyści sceny odziani będą w stroje przyzwoite i stosowne”. Na takie kwestie baczną uwagę zwracała nie tylko cenzura, lecz także liczne gazety i czasopisma, które Isabelli Colbran poświęciły setki artykułów. Sergio Ragni zebrał je i ułożył w porządku chronologicznym. Jeden z pierwszych tekstów zamieszczonych w jego publikacji ukazał się dnia 14 brumaire’a 13 roku (czyli 5 listopada 1804 roku) na łamach „Gazette Nationale ou Le Moniteur Universel”:

 

U narodu tak uprzejmego jak Francuzi nie ma potrzeby zjednywania sobie publiczności z wyprzedzeniem , przyjaciół sztuki, którzy zainteresowaliby się talentem kobiety, zwłaszcza zaś kobiety pochodzącej zza granicy. Paryż nie jest miastem, w którym poczucie konwenansu byłoby tak rozpowszechnione, taktowność na tyle subtelna, gust powszechny na tyle czysty, żeby trzeba było propagować talent, który w ostatnim czasie osiągnął najwyższy stopień doskonałości i o którym wkrótce będzie głośno. W Paryżu wystarczy być obcokrajowcem, by być pewnym dobrego przyjęcia, dającego otuchę i przepełnionego serdeczną gościnnością.

 

Colbran szybko podbija Paryż, nie zważając na gazetowe docinki. Prasa w rodzinnej Hiszpanii od początku jest jej przychylna. Anonimowy dziennikarz na łamach „Efemérides de España” we wtorek 25 grudnia 1804 pisze:

 

Wszelka analiza tego, co usłyszałem podczas koncertu, byłaby zupełnie błędna. Podobna sytuacja zachodzi, gdy widzimy maszynę budzącą podziw swą prostotą i wielkością swych dokonań; zanim zastanowimy się nad działaniem jej elementów, część po części, kontemplujemy w zachwycie wynik jej ruchów. Tego rodzaju odczucie przydarzyło mi się w związku z melodyjnym śpiewem Doñi Isabelli Colbran. Odzyskawszy panowanie nad sobą po mej extasis [proszę pozwolić mi użyć tego pojęcia] uwierzyłem, że pierwszym źródłem emocji jest dusza śpiewaczki. Ta sama siła głosu, te same tryle w innych ustach zdałyby się wobec śpiewu Doñi Isabelli tym, czym byłaby reprodukcja Wenus Tycjana wobec jego obrazu.

 

Inny anonimowy Hiszpan na łamach „Memorial literario” 20 kwietnia 1805 roku cieszy się z operowych sukcesów swoich rodaczek:

 

W Paryżu słyszeliśmy już wiele Włoszek i wiele zitalianizowanych Niemek, Hiszpanki rzadko szukały poklasku w stolicy Francji. Hiszpanki – znacznie bardziej niż Niemki – są Włoszkami w kwestiach muzycznych, dlatego że w Niemczech muzyka narodowa jest konkurencyjna wobec muzyki włoskiej, muzyka ta marzy, by pewnego dnia włoską przewyższyć. Hiszpania zaś, chociaż ma swą własną muzykę i swoich typowo hiszpańskich muzyków, z większą niż inne narody otwartością przyjęła muzykę włoską. 

Na intensywną obecność wielkiej śpiewaczki na łamach prasy w rzeczonym tomie zwraca uwagę „The Quarterly musical magazine and review” w 1824 roku:

 

Nazwisko pani Rossini od dawna jest na kontynencie przedmiotem najwyższych pochwał, rzadko zaś braku aprobaty. Po raz pierwszy pokazała się angielskiej publiczności w operze Zelmira. Isabella Angela Colbran jest Hiszpanką urodzoną w Madrycie 2 lutego 1785 roku. Jej skłonności muzyczne dały znać o sobie w najmłodszym możliwym wieku. Gdy miała sześć lat zaczęła pobierać nauki. Uczył ją Marinelli, zaś gdy skończyła czternaście lat, Crescentini odnalazł wyjątkową przyjemność w formowaniu jej głosu. Obietnica składana przez jej geniusz wywarła na nim tak wielkie wrażenie, że pewnego dnia powiedział swej pięknej wychowanicy – „Nie sądzę, by znalazł się w Europie talent wspanialszy od twego” i dodał jako prezent wszystkie swe kompozycje. Według Dictionnaire historique des musiciens, skąd zaczerpnięto powyższe szczegóły, Colbran budziła najwyższy podziw w Hiszpanii, we Francji i we Włoszech, a w 1809 roku lśniła z największym blaskiem jako prima donna w Teatro alla Scala w Mediolanie, zaś rok później w Wenecji. Madame Colbran, jak się zdaje, jest również kompozytorem, publikowała swoje canzoni, których rozmaite zbiory dedykowane były królowej Hiszpanii, rosyjskiej carycy, Crescentiniemu oraz księciu Eugène’owi de Beauharnais, gdy był wicekrólem Hiszpanii. Biograf Rossini opowiada dalej o jej życiu w Neapolu, opisując jej przymioty muzyczne pośród skandalicznych anegdot, które pomijamy [...].

 

Rozczarowany powściągliwością angielskiego periodyku czytelnik znajdzie odrobinę pocieszenia, zaglądając do włoskiego pisma „Teatri, arti e letteratura” (Bolonia, piątek 26 maja 1830 roku):

 

Pobyt Rossiniego w Bolonii jest dla miasta zaszczytem, zaś dla jego mieszkańców atrakcją. Wiąże się ona ze sławą tego nazwiska, choć wynika z najpiękniejszej grzeczności, którą Rossini okazuje wszystkim. Jego dom jest otwarty dla najrozmaitszych gatunków ciekawych ludzi. Odwiedzają go tłumy, w każdym zaś pozostaje postanowienie powrotu, tak bardzo wszyscy ujęci są urokiem madame Rossini, tworzącym doskonałe unisono z urokiem jej męża.

 

Na zakończenie dodajmy, że prasa angielska nie zawsze była tak powściągliwa, jak „The Quarterly musical magazine and review”. Na przykład na łamach „The Musical World. A Weekly Record of Musical Science, Literature and Intelligence” 12 stycznia 1838 roku można przeczytać:

 

Dowcipny i wielce popularny Rossini, którego błyskotliwe żarty i satyryczne gry słów powtarzają wielbiciele, opuścił Paryż w dniu mojego przyjazdu, by udać się do Bolonii, gdzie mieszka – ujmując to w jego własnej mowie – L’Illustrissimo e carissimo Padre del Gran Maestro. Madame Colbran-Rossini także przebywa w Bolonii, porzuciwszy jakiś czas temu Paryż i męża; ten ostatni, nie będąc już pod urokiem piękna bądź talentu swej cara sposa, zaniedbał ponoć moralne obowiązki męża wobec żony. Jednak, jak to często bywa w takich przypadkach, jest w tej sprawie wiele rozbieżnych opinii. Całkiem niedawno dowiedziałam się, że Rossini jest formalnie rozwiedziony. Doniesienia jednak nie wspominają o tym, czy zwrócił swej niegdysiejszej ukochanej siedem tysięcy złotych monet, które w dniu zaślubin uradowały oko relatywnie wówczas ubogiego syna dziewięciu muz!

 

Dwa tomy autorstwa Sergia Ragniego są prawdziwą, niewyczerpaną kopalnią informacji. Rację miała Anna Bonitatibus, ostrzegając, że oderwać się od nich nie sposób.