Poszukiwacze skarbów

Marta Niedźwiecka - wywiad
Article_more
Każde z miejsc, w którym odbędą się koncerty, ma inną historię i czemu innemu służy, ale każde jest urokliwe. Niektóre z nich znajdują się w samym centrum miasta, a mimo to niewielu mieszkańców wie o ich istnieniu. To skarby, jakich we Wrocławiu mamy wiele. Czas je odkryć!

Piotr Matwiejczuk: Cykl dwunastu koncertów zatytułowałaś „Zapomniane Miasto”. Zapomniane, czyli jakie?
Marta Niedźwiecka
: Pełne pięknych, ale w większości zaniedbanych, a więc w jakiś sposób zapomnianych miejsc. To na przykład podwórka, dziedzińce i klatki schodowe starych kamienic – miejsca, których architektura robi wielkie wrażenie. Jednak mało kto o nich wie.

Domyślam się, że mieszkańcy tych kamienic nieczęsto uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych.
Dlatego właśnie postanowiliśmy przyjść z muzyką do nich. Ale to tylko jedna strona całego przedsięwzięcia. Chcemy również pokazać, że każde miejsce nadaje się do wykonywania i słuchania muzyki. Muzyka klasyczna naprawdę nie musi wiązać się z filharmonią i obowiązującymi w niej sztywnymi zasadami. Kolejny cel, jaki sobie stawiamy, to stworzenie – przy pomocy muzyki, architektury, strojów wykonawców – pewnego rodzaju „żywego obrazu”. Jestem przekonana, że muzykę można przeżyć głębiej, gdy jej słuchaniu towarzyszą doznania związane z innymi zmysłami.

Rzadko mamy okazję słuchać tzw. muzyki klasycznej w przestrzeniach innych niż filharmonia. Zdarzają się oczywiście koncerty w zabytkowych wnętrzach, ale zawsze są to wnętrza jakoś przygotowane do wykonywania i słuchania muzyki. W serii koncertów „Zapomniane Miasto” będzie inaczej. Na jakie obiekty chcesz zwrócić uwagę?
Każde z miejsc ma inną historię i czemu innemu służy, zaś wybór był całkowicie subiektywny. Jestem przekonana, że każdy, kto choć trochę zna Wrocław, mógłby ułożyć całkiem inną, a równie atrakcyjną listę. Mój wybór padł na przykład na halę Dworca Wrocław Nadodrze. Neogotycka architektura i ogromne rozmiary tego gmachu robią wielkie wrażenie. Nadal można tam wsiąść do pociągu i z niego wysiąść, ale nie da się kupić biletów, a sam budynek jest wystawiony na sprzedaż. Podróżnych jest więc bardzo niewielu – to dziś dworzec-widmo. Zabrzmią tam organy Hammonda (zagra na nich Kajetan Galas), których dźwięk będzie – mam nadzieję – wspaniale pasował do tego wielkiego wnętrza o długim czasie pogłosu.

Odwiedzający Wrocław zwykle nie zdają sobie sprawy, że zabudowania kolejowe to nie tylko najsłynniejszy Dworzec Główny…
Na placu Staszica znajduje się inny ciekawy obiekt – Miejski Dworzec Wąskotorowy. Przez wiele lat była to stacja początkowa kolejki, która kursowała do Trzebnicy i Prusic. Choć dziś ten niewielki, urokliwy gmach o konstrukcji szachulcowej jest częściowo wyremontowany, mało kto o nim pamięta i mało kto wie, do czego służył niegdyś. Budynek jest użytkowany przez grupę architektów, którzy chcieliby, by przed dworcem stanęła lokomotywa z muzeum w Jaworzynie Śląskiej. Na dawnym peronie dworca wystąpi skrzypek Zbigniew Pilch, który prywatnie jest wielkim miłośnikiem kolei. Przy okazji swojego występu chciałby opowiedzieć nie tylko o muzyce, lecz także o tej pozamuzycznej pasji.

W całym cyklu przeważają jednak podwórka i klatki schodowe kamienic – prawdziwe skarby Wrocławia.
Jest nim na przykład kamienica przy ulicy Traugutta 106, a dokładnie jej sień przejazdowa wyłożona drewnianym brukiem, prowadząca do dawnej fabryki wódek Schirdewana. To miejsce zupełnie niezwykłe! Na drewnianym bruku wystąpi Aleksandra Wasik, która zagra na instrumencie o wyjątkowo intymnym i bogatym brzmieniu – wibrafonie. Zresztą całe Przedmieście Oławskie z wieloma starymi kamienicami jest niebywale nastrojowym, choć bardzo zaniedbanym, miejscem. Znajduje się tam na przykład podwórko między ulicami Mierniczą a Łukasińskiego, gdzie zagra na zestawie perkusyjnym Michał Lasota. Co ciekawe, Łukasińskiego to dawna Martha Strasse, zaś na fasadzie jednej z kamienic przedstawiona została grająca na skrzypcach patronka ulicy, a jednocześnie moja imienniczka. Czy mogłam znaleźć lepsze miejsce koncertowe? (śmiech)

Tego rodzaju detale są fascynującymi dowodami dawnej świetności miejsc dziś podupadłych. Z jednej strony smutny jest ich los, z drugiej – odkrywanie takich zabytków sprawia zawsze wielką frajdę.
Dziś trudno to sobie wyobrazić, bo kamienica jest w opłakanym stanie, ale w podwórzu domu przy ulicy Krasińskiego 21 była fontanna! Zachwyca też bogaty detal architektoniczny tego wyjątkowego domu utrzymanego w swego rodzaju secesyjnej wersji stylu gotyckiego. Zaplanowałam tam koncert Jacka Hałasa grającego na lirze korbowej. Równie wielkie wrażenie robi na mnie podwórko-„studnia” kamienicy przy ulicy Szewskiej 19–21. Znakomite doznania estetyczne i akustyczne w tym wyremontowanym dziś miejscu zapewnia piękna cegła klinkierowa, którą wyłożone są ściany domu. Zagra tam na akordeonie Rafał Łuc. Przyznaję, że choć podwórko jest wyjątkowo urokliwe i znajduje się w samym centrum miasta, dotąd nie wiedziałam o jego istnieniu. To skarb, jakich we Wrocławiu mamy wiele. Czas je odkryć!

Ostatni koncert cyklu odbędzie się w budynku „Gwardii” przy ulicy Krupniczej, a więc naprzeciwko nowej siedziby Narodowego Forum Muzyki. Zdawać by się mogło, że takie miejsce nie może pozostawać zapomniane…
Moim zdaniem to miejsce jest zapomniane. Co prawda działa tam dziś klub sportowy,  odbywają się regularne zawody, ale przecież kiedyś budynek Nowej Giełdy pełnił funkcje koncertowe. Występował tam między innymi Ignacy Jan Paderewski! Jak napisała kiedyś na łamach „Muzyki w Mieście” Beata Maciejewska, „to jedyny budynek giełdowy na świecie zbudowany w teatralnym stylu angielskiego gotyku Tudorów”. W ramach serii „Zapomniane Miasto” w tej samej, obszernej sali wyposażonej w kilka balkonów wystąpi odpowiednio duży zespół – Janusz Prusinowski Kompania. Po koncercie, na zakończenie całego cyklu, planujemy potańcówkę oberkową w pobliskiej „Mleczarni”.

„Zapomniane Miasto” zwraca uwagę na fakt skonwencjonalizowania wykonań muzyki klasycznej. Czy tobie jako wykonawcy przeszkadzają sztywne zasady obowiązujące w filharmonii?
Przede wszystkim przeszkadza mi to, że część słuchaczy przychodzi nie tyle po to, by posłuchać muzyki, ile „na koncert”, ponieważ tak wypada. Tego rodzaju publiczność niekoniecznie wie, czego słucha; często zdarza się, że jest znudzona. Tymczasem moim zadaniem jest dawanie słuchaczom radości, skłanianie ich do głębszych przeżyć. By robić to dobrze, muszę czuć, że mam dla kogo podejmować trud.  

Dodatkowym składnikiem każdego koncertu, „żywego obrazu”, jak to określiłaś, będą stroje i makijaże wykonawców.
Zawód muzyka ma wiele wspólnego z aktorstwem. Każdy, kto wychodzi na estradę, zamienia się w kogoś innego, nakłada maskę, zachowuje się inaczej niż zwykle. W ten sposób każdy muzyk, często zapewne nieświadomie, gra w spektaklu, którym jest koncert. Bardzo ważnym elementem jest strój. Zdarza się, że kreacje koncertowe przeszkadzają w grze, ale pomagają w byciu muzykiem, a więc w przekazywaniu tego, co najważniejsze – samej muzyki. Dlatego właśnie podczas koncertów serii „Zapomniane Miasto” chciałam uniknąć zwyczajności, a także dać artystom strój, który dopełni „żywy obraz” stworzony przez muzykę i architekturę. By wszystko do siebie pasowało, poprosiliśmy o pomoc stylistkę.

Stali bywalcy koncertów w Narodowym Forum Muzyki mogą być zdziwieni…
Mam nadzieję, że oni również przyjdą! Tak zresztą było kilka lat temu, podczas pierwszej serii „Zapomnianego Miasta”. Gwarantujemy najwyższy poziom wykonawczy i świetny repertuar – oprócz utworów właściwych dla prezentowanych instrumentów podczas każdego koncertu zabrzmi fragment Tierkreis Stockhausena. Dla melomanów jest to okazja do posłuchania muzyki w zupełnie innym kontekście, a także do rozmowy z wykonawcami i organizatorami. Tego rodzaju koncerty bardzo skracają dystans między wykonawcą a słuchaczem. Dodatkowo uczynią to – mam nadzieję – sami wykonawcy. Wielu z zaproszonych przeze mnie muzyków lubi przeplatać grę komentarzami, dotyczącymi zarówno muzyki, jak i miejsca, w którym występują.

W opisie serii koncertów zaznaczasz, że zależy ci właśnie na takiej interakcji między wykonawcami a publicznością. Jaka wartość z niej płynie?
Chciałabym, by udział publiczności w koncertach nie ograniczał się do wysłuchania gry w ciszy, nagrodzenia wykonawców oklaskami i pójścia do domu. Często słuchacze – wiem to z własnego doświadczenia – nie czują się integralną częścią wydarzenia muzycznego. Koncerty serii „Zapomniane Miasto” będą bardzo kameralne i bezpłatne, nie będą obowiązywać zwyczaje filharmoniczne. Już choćby to, że publiczność nie usiądzie na krzesłach, przybliża ją do wykonawców. A przecież wiele osób będzie mogło wysłuchać koncertu z okna własnego mieszkania. Fakt, że to muzycy przychodzą do słuchaczy, a nie odwrotnie, ma moim zdaniem kolosalne znaczenie. Takie spotkanie z muzyką może być początkiem regularnego obcowania z nią dla kogoś, kto sam nigdy nie wybrałby się na koncert. Zależy mi na tym, by sztuka „dotknęła” każdego słuchacza w jego własnym środowisku – tam, gdzie czuje się u siebie.