Wydanie: MWM 06/2016

Opera na Uralu

Article_more
„Nasz teatr był jedynym murowanym budynkiem w okolicy. Wokół wszystkie inne zbudowane były z drewna” – opowiada z dumą Andriej Szyszkin, dyrektor Jekaterinburskiego Państwowego Akademickiego Teatru Opery i Baletu. Dziś okolica teatru niemal w całości zabudowana jest przez betonowe molochy z czasów radzieckich, zaś sam teatr okazuje się nawet bardziej murowany niż w dniach swojego otwarcia, co jest skutkiem renowacji przeprowadzonej nazbyt pieczołowicie jeszcze przed nastaniem pierestrojki.

Na ostatnim piętrze budynku obejrzeć można niewielką, składającą się z kilku plansz wystawę, która przybliża historię powstanie opery w Jekaterinburgu. Z tej skromnej ekspozycji dowiadujemy się, że działalność teatru zainaugurowano 29 września (12 października nowego stylu) 1912 roku operą Michaiła Glinki Życie za cara. Za pulpitem dyrygenckim stał bardzo wówczas w Jekaterinburgu ceniony maestro Barbini. Atmosferę tego wieczoru w swoich wspomnieniach opisał jeden z solistów teatru, niejaki Ulianow:

 

„Ciemne, pełne błota ulice budziły uczucie smutku i tęsknoty. Spodziewałem się, że do teatru nikt nie przyjdzie. Jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłem ogromny strumień ludzi śpieszących na spektakl. Kolejka powozów poruszała się powoli, mozolnie, jakby noga za nogą. Do teatru przepychałem się z wielkim trudem. W sali nie było ani jednego wolnego miejsca, dlatego – podobnie jak i inni artyści – zmuszony byłem oglądać spektakl zza kulis. Sukces był ogromny – publiczność powitała swój teatr gorącą owacją.”

 

Na jednej z plansz niewymieniony z nazwiska historyk opery kontynuuje tę opowieść: „Nie bacząc na ograniczone możliwości dyrekcji teatralnej udało się zbudować trupę operową, w której zatrudnione zostały między innymi W. Kłopotowska i M. Rostowska. W Moskwie zakupiona została biblioteka nutowa, zawierająca siedemdziesiąt jeden partytur i sto trzy wyciągi fortepianowe. W Irkucku nabyto magazyn kostiumów z ogromną kolekcją strojów. Do malowania dekoracji najęto miejscowego artystę, z którym podpisano kontrakt na wykonanie dekoracji o łącznej powierzchni 14 000 arszyn kwadratowych”.

 

Inauguracja opery odbyła się w 1912 roku. Z wystawy jednak dowiadujemy się, że mieszkańcy Jekaterinburga już nieco wcześniej, bo w końcu XIX wieku marzyli o zbudowaniu sceny odpowiedniej dla sztuki operowej. „Był to dowód istnienia bogatych tradycji muzykowania amatorskiego, które rozwijało się w Jekaterinburgu na przestrzeni ponad trzydziestu lat” – przeczytać można na kolejnej planszy. 

Aby możliwe było zbudowanie Nowego Teatru Miejskiego, jak wówczas nazywano operę, duma miejska kwestiami związanymi z inwestycją zajmowała się przez ponad dziesięć lat. Na początku ogłoszono wszechrosyjski konkurs na projekt nowego teatru. W oznaczonym terminie – 1 marca 1903 roku – wpłynęło dwadzieścia jeden projektów, z których jury wybrało pięć. Jednak żaden z nich nie odpowiadał w pełni wymaganiom konkursowym. Postanowiono więc nie przyznać pierwszej nagrody, drugą zaś, w wysokości tysiąca rubli, otrzymał projekt autorstwa inżyniera z Piatigorska, Władimira Siemionowa.

 

Aby uzyskać środki na budowę teatru, wprowadzono podatek w wysokości dziesięciu procent od wszystkich widowisk i spektakli prezentowanych w Jekaterinburgu, dodatkowo zaś wyemitowano obligacje teatralne.

 

„Repertuar sezonu 1912–1913 pokazuje – informuje kolejna z plansz – jak ambitne było to przedsięwzięcie, zważywszy, że sezon ten trwał zaledwie pięć miesięcy. Na afiszu pojawiło się w sumie trzydzieści osiem oper, w tym szesnaście rosyjskich (sześć Piotra Czajkowskiego) i siedemnaście kompozytorów zachodnich. Dodatkowo pięć tytułów, których nigdy wcześniej nie grano w Jekaterinburgu, w tym Niziny D’Alberta i Carmen maestro Barbiniego”.

 

O tym, co zdarzyło się później, podczas I wojny światowej, rewolucji i wojny domowej, na wystawie się nie wspomina. Kolejne plansze prezentują tylko „świetlane lata doby radzieckiej”.

 

Gdy wyjdzie się z teatru i spojrzy na modernistyczną fasadę budynku opery, którą wieńczą posągi trzech muz – Talii, Melpomeny i Terpsychory – nie sposób nie zadumać się nad burzliwą historią XX wieku. Wśród błota i topniejącego śniegu muzy wydają się przybyszami z bardzo odległego świata. A jednak i dziś mieszkańcy Jekaterinburga, podobnie jak sto lat temu, gotowi są nie szczędzić środków, by muzy w ich mieście nie zamilkły. Nawet jeśli do teatru, tak jak w dniu jego otwarcia, przedzierać trzeba się przez grząskie i głębokie błoto. „Na to nie ma rady – mówi Andriej Szyszkin – taki tu mamy klimat, że i na 1, i na 9 maja z reguły pada śnieg”.