Autor: Jacek Dehnel

Dr. X. (ok. 1875 – zm. po 1914) oraz C. G. J. (ok. 1875, zaginiony w roku 1913)

Mały słownik kompozytorów zapomnianych i nieistniejących
Article_more
Niepozorna broszurka pod tytułem Eksperyment dubrownicki, wydana w czerwcu 1914 roku w małej oficynie Andreasa Schrenzla w Laibach (dzisiejsza Lublana), z pewnością zyskałaby większą popularność w kołach metafizyczno-spirytystycznych i muzykologicznych, gdyby nie inne bałkańskie wydarzenia tego lata. Wybuch I wojny światowej sprawił, że niemal cały nakład skonfiskowano, wyniesiono z magazynu na przemiał i użyto do druku austriackich plakatów propagandowych. Nieliczne sprzedane wcześniej egzemplarze z biegiem lat trafiły do zbiorów publicznych i tam dopiero zostały odkryte przez badaczy zjawiska.

Autorzy broszury, kryjący się pod nierozszyfrowanymi po dziś dzień inicjałami „C. G. J.” i „dr X.”, nie taili swojej fascynacji opublikowaną trzy lata wcześniej książką An Adventure, opisującą podróż w czasie, która przydarzyła się rzekomo dwóm angielskim nauczycielkom.

 

Panny Moberley i Jourdain (w An Adventure również ukryte pod pseudonimami), zbłądziwszy w ogrodach Wersalu, spotkać miały kilka postaci w dawnych strojach: mężczyznę z ospowatą twarzą, damę, szkicującą coś na skraju trawnika, kobietę podającą dzban dziewczynce. Część widm była całkowicie nieruchoma, inne nie tylko się poruszały, ale i wypowiedziały parę słów, a nawet wskazały im drogę, wiodącą przez niewielki mostek. Dopiero wróciwszy do domu, Angielki odkryły, że zwiedzały Wersal dokładnie w rocznicę rzezi gwardii szwajcarskiej, kiedy to paryski tłum wdarł się do pałacu Tuileries, sterroryzował rodzinę królewską i przypieczętował los „obywateli Capet”. W szkicującej damie rozpoznały Marię Antoninę, a w ospowatym mężczyźnie – jej dworzanina, hrabiego de Vaudreuil. Kiedy powróciły do pałacowego parku, nie mogły znaleźć mostka, którym przeszły tamtego popołudnia – dopiero później okazało się, że figurował on wprawdzie na dawnych mapach, ale został zburzony w XIX wieku.

 

Dr X. i jego współeksperymentator, C. G. J., byli głęboko przekonani, że podróż w czasie jest możliwa i wymaga szczególnych procedur, które w trakcie wycieczki angielskich nauczycielek zostały spełnione przypadkowo, ale które dałoby się powtórzyć w warunkach laboratoryjnych. „Eksperyment dubrownicki” jest właśnie zapisem kolejnych starań badaczy.

 

Nie szczędząc kosztów, rozpoczęli oni od zwiedzania miejsc, w jakich doszło do ważnych i krwawych wydarzeń historycznych; unikali rozgłosu i okrągłych rocznic – zwłaszcza po trafieniu w sam środek obchodów stulecia bitwy pod Lipskiem, które uznali za wyjątkowo niesprzyjające przeniesieniu – ale nawet w mało znanych zakątkach nie udało im się dostrzec egzekucji, potyczki czy nawet postronnych gapiów sprzed wielu lat. Eksperymentowali ze spirytyzmem: zatrudnili trzy znane media, jednak każde z nich orzekło to samo: medium może spotkać się z duchem przybywającym z zaświatów, ba, w niektórych przypadkach nawet pokazać widmo pozostałym uczestnikom seansu, natomiast nie potrafi przenosić żywych ciałem i duchem w inne epoki. Po kilkunastu próbach z użyciem optyki (system luster), meteorologii (odnalezienie dokładnie takiej samej pogody, jak w dniu, w którym miał miejsce incydent w Wersalu), farmakologii (opiaty) i hipnozy, sięgnęli po narzędzie, które, jeśli im wierzyć, miało okazać się skuteczne: arkę muzarytmetyczną.

Arka, skonstruowana przez Athanasiusa Kirchera, XVII-wiecznego jezuitę, naukowca i wynalazcę, była opartą na systemie kart perforowanych maszyną kompozytorską, tworzącą spójną, rozwijającą się bez końca melodię. Wprawdzie oryginał urządzenia, przechowywany już wówczas w oksfordzkim Ashmolean Museum, był zdekompletowany i nie działał od niepamiętnych czasów, jednak Dr X. i C. G. J. sprowadzili do Dubrownika szczegółowe rysunki techniczne, po czym zatrudnili szwarcwaldzkich zegarmistrzów ludowych oraz studenta kontrapunktu z Wiednia do wykonania repliki maszyny Kirchera. Uznali bowiem, że poprzez zanotowanie i odwrócenie nut uda się doprowadzić do zawrócenia czasu, a może nawet – jeśli zasada tworzenia melodii jest możliwa do ujęcia w ramy matematyczne – do przeskakiwania w odpowiednie momenty dziejowe.

 

Niestety okazało się, że arka, pomimo sprawnego działania i rygorystycznego nadzoru nad kolejnością użycia kart perforowanych, stwarza melodie w sposób nieoczekiwany, proteuszowy, wplatając w główną linię dodatkowe tematy i stosując techniki kompozytorskie, których nikt z budowniczych nie przewidział. Z uwagi na ich nieoczekiwanie współczesne brzmienie badacze stwierdzili, że maszyna Kirchera jest swego rodzaju automatycznym medium, które wychwytuje z atmosfery struktury melodyczne właściwe epoce. Oto na XVII-wieczny kontrapunkt nałożyły się elementy rodem z utworów Mahlera, wszystkich Straussów, a nawet wczesnego Schönberga. Niestety broszura Eksperyment dubrownicki nie zawiera ani jednego zapisu nutowego powstałych kompozycji, nie natrafiono również na takie zapisy gdzie indziej, choć znane są przynajmniej trzy entuzjastyczne opinie o tych utworach, przekazane przez osoby, którym dane było przysłuchiwać się pracom obu panów (vide: Vlaho Vojnović, Garść wspomnień z lat przeszłych, czyli wspomnienia starego profesora muzyki, Dubrownik 1937).

 

C. G. J., który w tym eksperymencie przyjął rolę królika doświadczalnego i w wyciszonym pokoju wysłuchiwał spisanych, odwróconych i odegranych na nowo nut z arki, najzwyczajniej zniknął. Zgodnie z obliczeniami miał przesunąć się jedynie o rok w przeszłość i dołożyć wszelkich starań, by stamtąd nadać sygnał – choćby wypisać coś na murze pracowni. Niestety, nie tylko nie pozostawił żadnego znaku, ale w ogóle się nie pojawił. Dr X. uznał, że zanieczyszczenie melodii współczesnymi trendami muzycznymi spowodowało dyfrakcję czasu, a zatem C. G. J. trafił w trudny do określenia moment dziejowy i prawdopodobnie pozostał w nim uwięziony na zawsze.

 

W zbiorach prywatnych w hrabstwie Surrey istnieje list spod Ypres, w którym młody angielski porucznik donosi, że w niewielkim miasteczku ostrzał artyleryjski zburzył średniowieczny kościółek i potrzaskał kamienne płyty nagrobne posadzki; pod jedną z nich żołnierze odnaleźli ciało z resztkami garnituru i złotym pince-nez oraz tubą, zawierającą szkic czegoś, co mogło być arką muzarytmetyczną. Niestety dalsze bombardowania obróciły kościółek w zupełną ruinę, a porucznika pozbawiły życia, nigdy się zatem nie dowiemy, czy był to istotnie uwięziony w XIII wieku podróżnik w czasie z Dubrownika, czy ktoś zupełnie inny.