Wydanie: MWM 09/2016

Kwestionariusz

Philippe Jaroussky
Article_more
Czy uważa pan, że sztuka czyni artystę lepszym lub gorszym? Odpowiadam bez chwili zastanowienia: lepszym! Otwiera umysł na różne sprawy i na wszelkie rodzaje innych artystów. Spotykam tak wielu ludzi, podróżuję po wielu krajach, w których nigdy bym się nie znalazł, gdybym nie został muzykiem! Czuję też, że śpiewanie muzyki takich wielkich geniuszy, jak Händel, Vivaldi czy Monteverdi, zmienia mnie głęboko, ponieważ w ich kompozycjach odkrywam ich własną wizję świata i ludzkiej natury.

1. Gdyby mógł pan wybrać sobie rodzinę artystów, kim byłaby pana matka, ojciec,  rodzeństwo?
Mam nadzieję, że reszta pytań nie będzie tak trudna, jak to. (śmiech) Wybrałbym moich własnych rodziców, po pierwsze dlatego, że od samego początku naprawdę zachęcali mnie i wspierali. Zawsze będę im za to wdzięczny! Tak wielu muzyków toczy z rodzicami boje o to, by móc zostać artystami! Moją starszą siostrą mogłaby być Cecilia Bartoli. Czuję wielką bliskość z nią w wielu sprawach, nie tylko muzycznych. Jest dla mnie wspaniałym przykładem do naśladowania! Moim bratem artystą byłby Peter Sellars. Marzyłem o tym, by z nim pracować, i to się urzeczywistniło kilka miesięcy temu przy okazji produkcji Only the Sound Remains Kai Saariaho w Amsterdamie. Naprawdę cenię jego wizję świata, co miało wpływ na zmianę mojego podejścia do tego, co znaczy dla śpiewaka być na scenie.

 

2. Czy jako dziecko miał pan jakiegoś idola?
Kiedy zacząłem grać na skrzypcach w wieku dziesięciu lat, stałem się wielkim fanem Itzhaka Perlmana. Uwielbiam słuchać jego nagrań. Jego dźwięk pełen jest słonecznego blasku i królewskiego majestatu.
 

3. Co najbardziej ceni pan w innych?
Ogólnie rzecz biorąc – moje własne poczucie, kiedy staję przed kimś, że ona lub on w doskonały sposób po prostu jest sobą, a nie udaje kogoś innego. Zawsze mam wtedy duże poczucie komfortu i jestem ciekaw takiej osoby.
   

4. Co wprawia pana w prawdziwe zdumienie?
Fakt, że ludzie na całym świecie naprawdę mnie słuchają. Zawsze jestem zdumiony, kiedy ludzie rozmawiają ze mną w Hong Kongu, Sydney, Meksyku, Tokio i znają wszystkie moje płyty i nagrania video na YouTubie! Może sprzedajemy mniej płyt niż w przeszłości, ale w moim przypadku internet miał do zaoferowania wiele możliwości i sprawił, że jestem zapraszany w wiele miejsc.
 

5. Czy ma pan jakieś przyzwyczajenia związane z koncertami?
Mam takie od wielu lat! Zawsze proszę, żeby w mojej garderobie było żelazko i deska do prasowania. Stało się to rodzajem rytuału, że prasuję sam moje stroje koncertowe. Po pierwsze dlatego, że nikt inny nie zrobi tego na pół godziny przed koncertem, a po drugie, i to może jest główna przyczyna, pomaga mi to skupić się na czymś zupełnie innym niż śpiew. To sposób na „wyprasowanie mojego umysłu”.

 

6. Czy jest coś, czego nie byłby pan w stanie zrobić?
Sport! Zawsze tak było, od najmłodszych lat… Jeżeli idzie o jakikolwiek rodzaj aktywności fizycznej, jestem chodzącą porażką! Próbowałem to zmienić, ale zabierało mi to zbyt wiele czasu (a może jestem trochę leniwy…).

 

7. Jaki jest pana największy talent?  
Zawsze trudno jest odpowiedzieć na takie pytanie, ale każdy mówi, że w życiu prywatnym jestem bardzo zabawnym facetem! Zawsze staram się żartować i cieszyć się chwilą. Kiedy jestem z przyjaciółmi, staram się pozostawiać wszystkie problemy w domu i być tak miłym, jak to tylko możliwe.

 

8. Co najbardziej uwodzi pana w mężczyźnie lub kobiecie?
Oczy!
 

Tłumaczenie Anna Marks

Kwestionariusz ukazał się w „Tagesspiegel”. Redakcja miesięcznika „Muzyka w Mieście” dziękuje berlińskiemu dziennikowi za zgodę na jego przedrukowanie.

9. Za co najbardziej ceni pan swoich wrogów?
Za wyobraźnię, którą mogą się posłużyć, by mnie wyeliminować! Na przykład kiedy dostaję niepochlebną recenzję koncertu lub płyty, szanuję ją, jeżeli jest dobrze napisana lub usprawiedliwiona z zasadniczych powodów. Zdarza się nawet, że zgadzam się z taką krytyką! Ale jeżeli ktoś próbuje mnie tylko ośmieszyć, z tym naprawdę nie mogę się pogodzić.

 

10. Jaką pozycję zająłby pan w drużynie piłki nożnej?

Bramkarza. Jak mówiłem, jestem bardzo leniwy, a bramka to miejsce, gdzie najmniej się biega. A tak przy okazji, ocalenie własnej drużyny przed utratą bramki musi być bardzo satysfakcjonujące!

 

11. Czy uważa pan, że sztuka czyni artystę lepszym lub gorszym?
Odpowiadam bez chwili zastanowienia: lepszym! Otwiera umysł na różne sprawy i na wszelkie rodzaje innych artystów. Spotykam tak wielu ludzi, podróżuję po wielu krajach, w których nigdy bym się nie znalazł, gdybym nie został muzykiem! Czuję też, że śpiewanie muzyki takich wielkich geniuszy, jak Händel, Vivaldi czy Monteverdi, zmienia mnie głęboko, ponieważ w ich kompozycjach odkrywam ich własną wizję świata i ludzkiej natury.

 

12. Kiedy ostatnio czuł się pan osaczony?
Nie potrafię powiedzieć kiedy, ale wiem, w jakiej sytuacji to odczucie się pojawia: gdy zdaję sobie sprawę, że nie wyglądam dobrze w kostiumie operowym, a jest za późno, by to zmienić (niestety zdarzyło mi się to kilka razy!).

 

13. Bez jakiego przedmiotu nie mógłby się pan obejść?
Bez szkieł kontaktowych. Jestem krótkowidzem, a boję się poddać zabiegowi korygującemu wzrok. Mam więc wszędzie szkła kontaktowe – w mieszkaniach, w walizkach, by być pewnym, że będę w stanie cokolwiek zobaczyć (nie cierpię nosić okularów).

 

14. Na czyje przyjęcie chciałby pan być zaproszony?
Na urodziny Lady Gagi! I ubrałbym się w tak samo zwariowany sposób, jak ona. (A może zaśpiewałbym z nią jakiś jazz, bardzo lubię jej album nagrany z Tonym Bennettem.)

 

15. Kim chciałby pan być, gdyby nie był pan śpiewakiem?
Chciałbym być psychologiem. W przyszłości bardzo chciałbym zająć się dyrygowaniem, może uda mi się to za pięć, dziesięć lat.

 

16. Jakie jest pana największe marzenie?
Zaśpiewanie na scenie Ariodante Händla, ale pozostanie to marzeniem. To bardzo wymagająca partia, a czasami trzeba uznać, że nasz głos nie nadaje się do niektórych ról. Wciąż często śpiewam Scherzo infida na koncertach, to jedna z moich ulubionych arii.