Wydanie: MWM 03/2013

To już nie jest męski zawód

Rozmowa z Marzeną Diakun, laureatką II nagrody, „Srebrnej Batuty” w IX Międzynarodowym Konkursie im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach (2012)
Article_more
Był czas, kiedy trzeba było opanować technikę dyrygencką, lecz później zaczyna się odchodzić od myślenia o tym. Podstawy powinny już być na tyle dobrze opanowane, by liczyła się tylko interpretacja muzyki i to, co chce się przekazać publiczności. Ważne zresztą są nie tylko ręce, lecz także twarz, cała mimika, zachowanie na estradzie. Dobry dyrygent to taki, który w pewnym momencie przestaje myśleć, czy w prawo, czy w lewo.

Grzegorz Chojnowski: Jest pani dyrygentem czy dyrygentką?
Marzena Diakun
: Jednak dyrygentem.

To pytanie o płeć w odniesieniu do pani zawodu irytuje?
Trochę tak. Myślę, że powinniśmy już odchodzić od stereotypu, że to męski zawód. Coraz częściej dyrygentami zostają kobiety, które są coraz lepsze.

A tytuł artykułu prasowego: „Piękna Polka nadzieją światowej dyrygentury”?
Uśmiechnęłam się, zobaczywszy ten tytuł. Dlaczego nie? Bardzo dziękuję.

Pani dyrygenckimi mistrzami byli (są) kobiety czy mężczyźni?
Zawsze spotykałam na swojej drodze nauczycieli mężczyzn, ale obserwowałam kobiety, ciągle to robię. Nie mam idola, jednej osoby, w którą się wpatruję i próbuję naśladować, raczej podglądam styl wszystkich dyrygentów. Moim profesorem we Wrocławiu jest Mieczysław Gawroński, studiowałam w Wiedniu u profesora Uroša Lajovica, byłam na kursach mistrzowskich u Jerzego Salwarowskiego, Marka Tracza, Pierre’a Bouleza. Każdy z tych mistrzów ma własny styl, specyficzny sposób pracy, kontakt z orkiestrą, każdy także zauważa w uczniu coś innego, podpowiada, dzieli się doświadczeniem. Takie kontakty wiele dają, poszerzają horyzonty. Dzięki uczestniczeniu w próbach różnych dyrygentów uczę się najwięcej.

Całość artykułu znajdą Państwo w papierowym wydaniu marcowego numeru "Muzyki w Mieście".