Wydanie: MWM 09/2016

O tym i owym

Article_more
– A czy zdarzają się kobiety kompozytorki? – pyta razu pewnego Zo.

No tak, ten trudny temat musiał się pojawić – prędzej czy później. Wdech. Wydech. Nie wypadać z roli. 
– Cóż – zaczynam nad wyraz spokojnie, żeby tylko nie wzbudzać niezdrowych emocji – teraz jest ich całkiem sporo. I to bardzo zdolnych. Natomiast kiedyś zdarzały się rzadko, nawet chyba rzadziej niż poetki czy malarki.
– Ale ja o żadnej słynnej kompozytorce z dawnych czasów nie słyszałam. Była jakaś bardzo znana? – Zo nawet tak delikatnemu ujęciu wyraźnie nie dowierza.
– Na przykład w średniowieczu żyła Hildegarda z Bingen. Potem też było kilka niezłych kompozytorek, a od XIX wieku już się coraz częściej zdarzały. W ogóle kiedyś nauką i sztuką zajmowali się głównie księża, zakonnicy i ludzie szlachetnie urodzeni lub ich dworzanie.
– Aaaa… I nie było kobiet księży. No przecież. Ale trochę zakonnic było?
–Tak i Hildegarda była właśnie dobrze urodzoną zakonnicą – uf, chyba się udało. A jednak nie…
– Ale to chyba znaczy, że kobiety miały mniej talentów muzycznych? – docieka Zo.
– Niekoniecznie, choć i tym zdolnym lekko nie było – odpowiadam – by nauczyć się komponować, musiały stać się trochę jak mężczyźni. Wtedy kobiety rzadko były wykształcone, miały przede wszystkim wychodzić za mąż i rodzić dzieci.
– To co – dobra muzyka niby była tylko męska?! A według mnie taka muzyka kobiet może być wyjątkowo ładna, bo w końcu to kobiety są ładne, nie mężczyźni – mimo złości Zo kalkuluje z żelazną logiką.
– Wiesz, może i po części masz rację… – próbuję łagodzić – często się dziś słyszy, że sztuka kobiet jest inna od sztuki mężczyzn, a nawet, że pisze się ciałem, a w końcu ciało kobiety od ciała mężczyzny różni się tym i owym.
– Tym i owym? Aaaa…! Tym i owym, no tak! 
Oj niedobrze. Widać wzięła te słowa za pruderyjną peryfrazę.
Po chwili Zo zauważa przytomnie: – Chwila, ale przecież tym i owym się nie pisze!
No to teraz trzeba to jakoś odkręcić.
– Zgadza się i przecież można też stwierdzić, że muzyka jest jedna, a nie podzielona na męską i żeńską.  W końcu najdoskonalsza muzyka wyśpiewywana miała być przez chóry anielskie. A aniołowie, jak wiadomo, płci nie mają.
– To dlaczego mają męskie imiona?
–  …co prawda, to prawda – dezerteruję przy użyciu tautologii, by nie przerabiać wszystkiego od nowa.
Ale co tu się właściwie wydarzyło? Jak i kiedy? Czy naprawdę wyszło na to, że pióro – i to nie tylko to kreślące nuty czy litery, ale też to ze skrzydeł anielskich – jest przedłużeniem tego i owego? 
Cóż, ten dialog zdecydowanie wymknął się spod kontroli. 

 

.