Ludzie zejdźcie z drogi, bo pocztylion trąbi

Article_more
Niech jasny piorun trzaśnie wszystkie poczty razem! Pocztylion pijany, szkapy narowiste, karetka jak z ciasta: życia nie jest się pewnym, utyskiwał pasażer dyliżansu z komedii Aleksandra Fredry. Ale za to muzyka jak na Sądzie Ostatecznym. Trąby i trąbki.

„Dla pocztylionów celujących w doskonałem trąbieniu, udzielane będą trąbki honorowe ze sznurem, u którego kutasy złotą nitką są przerabiane, i z munsztukiem srebrnym”, instruował art. 89 przepisów pocztowych Królestwa Kongresowego. Bez trąbki nie ma poczty. Jej głos ostrzegał przechodniów, żeby usuwali się z drogi przed pędzącym dyliżansem, sygnalizował przed poczthalterią (stacją przeprzęgową), że czas przygotować konie do wymiany, a także umilał podróż jadącym pasażerom. We wrocławskim Muzeum Poczty i Telekomunikacji można oglądać instrumenty, które podrywały kiedyś na równe nogi całe miasteczka, w tym róg pocztowy wykonany przez breslauera Hermanna Raschkego na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.

 

Raschke (przejął firmę po sławnym Franzu Hirschbergu, pracował wtedy przy Bohrauerstrasse, czyli Borowskiej) wykonał ładny instrument, zwinięty w dwa zwoje o średnicy 170 mm, opleciony w części środkowej pasem skórzanym. Ma – podobno, nie słyszałam – jasny i donośny dźwięk, czysto brzmiący tak w górnych, jak i w dolnym rejestrach. Ale Raschke wykonał go już tylko dla parady, bo jaki listonosz w czasach Republiki Weimarskiej ogłaszałby trąbieniem nadejście poczty? Dyliżanse przestały przecież kursować przed I wojną światową. Ostatnim dolnośląskim szlakiem obsługiwanym przez pocztowe wozy była trasa ze Sławy do Głogowa. Pożegnalny kurs odbył się 30 września 1913 roku, a dyliżans poprowadził Wilhelm Gabler, woźnica z trzydziestopięcioletnim stażem.

 

Wilka odstraszy, psa przywabi

Trąbka pocztowa zaczęła swoją karierę u rzeźników, którzy na terenie państw niemieckich zorganizowali w XV wieku tzw. Pocztę Rzeźnicką – Metzgerpost. Ale szybko zaczęła ją przejmować konkurencja, między innymi włoska rodzina Taxisów (de Tasso), będąca jednym z głównych organizatorów europejskiej poczty, za co została zaliczona w poczet niemieckich rodów książęcych. Taxisowie wyposażyli swych pocztylionów w trąbki, a potem próbowali zapewnić sobie monopol na wykorzystywanie tego instrumentu i nadać mu rangę symbolu poczty państwowej.

 

Mieszkańcy osady, słysząc głos trąbki, biegali po odbiór korespondencji. A i sami posłańcy chwalili sobie jej użyteczność – bo to i dzikie zwierzęta potrafiła odstraszyć, i drogę pomogła odnaleźć. Gdy się odzywała, psy jej odpowiadały, a ich szczekanie naprowadzało pocztylionów na właściwą drogę. Trzysta lat trwał spór i „prywaciarze” musieli się w końcu z trąbką pożegnać. Jeśli ktoś trąbił, to tylko wybrańcy z poczty państwowej. Dekrety cesarskie nakładały znaczne grzywny na miłośników trąbienia bez uprawnień.

 

W Polsce „trąbka pocztarska” została wymieniona w Ordynacji poczty przemyskiej z 8 lipca 1667 roku. Ponieważ zarządzono, że poczta będzie dochodzić w piątki, „dla ogłoszenia tego pridie we czwartek rano o południu i wieczór będą w trąbkę pocztarską po ulicach trąbić dla znaku, żeby listy dawano”.

 

Graj, piękny pocztylionie

„Wesoło wieźć pocztę! zatrąbię na moście: / Tu kogoś się spędzi, tam spotka, / Tu wiozę panicza, tu młode imoście, / O! wtedy pewniutka dwuzłótka!”, chwalił się pocztylion z wiersza Władysława Syrokomli. Ale trąbić trzeba się było nauczyć. 

Inny sygnał miały sztafety, inny ekstrapoczty lub kurierzy. Inaczej brzmiało wołanie „na trwogę”, a inaczej rozkaz „stój” lub żądanie zmiany koni. Poza tym pocztylioni wygrywali w czasie długich tras różne melodie dla uciechy podróżnych. Jeśli się podobały, mogli liczyć na sute napiwki. Zarządy poczt wydawały zbiory nut z sygnałami i ariami na trąbkę. W archiwum Poczamtu Warszawskiego oraz Okręgu Pocztowego Królestwa Polskiego był przechowywany do czasów I wojny światowej kajet z początku XIX wieku (zaginął, wspomina o nim Włodzimierz Polański w wydanej w 1938 roku książeczce Trąbka i sygnały pocztowe), w którym znalazł się rozdział Sztuki harmonijne do przygrywania na dwie lub trzy trąbki pocztowe. Autor opatrzył go uwagą, że „sztuczki te może wygrywać i jeden tylko pocztylion, lecz wtenczas trzeba koniecznie, aby umiał zagrać pierwszy głos”. 

 

W 1830 roku założono w Warszawie szkołę, w której pocztylioni uczyli się wygrywania na trąbce sygnałów pocztowych. Trąbki sprowadzono z Berlina i wprowadzono pruskie sygnały. Szkoła istniała do 1841 roku i wypuściła 339 absolwentów, którzy prawdopodobnie szkolili w urzędach pocztowych swoich kolegów. Po trzyletniej przerwie znów zorganizowano lekcje i tym razem przeszkolono 116 pocztylionów. 

 

Nikt nie przypuszczał, że dwie dekady później na trąbkach pocztowych zagrają coś, co ich zaprowadzi przed carski sąd. W Muzeum Poczty jest przechowywany rozkaz namiestnika Królestwa Polskiego z 11 lipca 1863 roku o rekwizycji wszystkich trąbek pocztowych z powodu używania ich przez pocztylionów do przekazywania powstańcom informacji o przemieszczaniu się oddziałów armii rosyjskiej.

 

Fortepian górą 
Motyw trąbki pocztowej odzywa się w utworach muzycznych wielu kompozytorów, także u Chopina (finał II Koncertu fortepianowego). Niewątpliwie znał on sygnały wygrywane przez pocztylionów, a raz nawet dał w domu poczmistrza regularny koncert. 


Było to w 1828 roku. Przyjaciel rodziny Chopinów, wybitny polski zoolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Feliks Paweł Jarocki, jadąc do Berlina na międzynarodowy kongres przyrodników, zabrał ze sobą do towarzystwa osiemnastoletniego Fryderyka, żeby mu pokazać wielki świat. Wracali przez Frankfurt, Cybinkę, Krosno i Sulechów, gdzie musieli poczekać kilka godzin na wymianę koni w dyliżansie. Wybrali się więc na krótką przechadzkę po miasteczku, a potem zostali zaproszeni do domu poczmistrza, który po wspólnym obiedzie poprosił gości do pokoju z fortepianem. Chopin usiadł na zydelku i zaczął grać.
Podobno trwało to dwie–trzy godziny, tłum wokół domu poczmistrza gęstniał, a on sam powstrzymywał łzy, bo w Sulechowie nic równie pięknego nie słyszeli. Nawet trąbka pocztowa nie wytrzymywała porównania z muzyką, którą wydobywał z fortepianu smarkaty podróżny. A potem stary poczmistrz powiedział: „Pozwól, młody wirtuozie polski, ucałować się... Dałeś mi tyle szczęścia, tyle szczęścia!”. I zaprzągł w podzięce gościom najprzedniejsze kurierskie konie. 

 

I co, protestujecie, że nie wiadomo, jak było naprawdę? Co za różnica, grunt, że dobrze brzmi. Jak pocztowa trąbka.