Autor: Michał Nowak
Wydanie: MWM 03/2013

Heavy metal traktuję poważnie

Rozmowa z Julią Hartwig
Article_more
Heavy metal to dla mnie taki bunt młodości. Najsilniejszy okrzyk, jaki można sobie wyobrazić. Protest, bunt, który w jakiś sposób cenię, ponieważ sama jestem pod wieloma względami wewnętrznie zbuntowana. Wydaje mi się, że taka muzyka musiała powstać i że wyraża ona coś bardzo ważnego.

Michał Nowak: Zawsze chciałem zapytać poetę o związki poezji z muzyką i oto nadarza się okazja. Wiadomo o ich pradawnej jedności i o późniejszym rozejściu się ich dróg. Wciąż jednak w wierszu obecna jest pewna muzyczność – melodyka, rytm. Czy ta dźwiękowa strona poezji jest dla pani istotna? Czy gdy czyta pani wiersze – nie tylko swoje, lecz także cudze – robi to pani na głos, by wydobyć owe muzyczne treści?
Julia Hartwig
: To dobre pytanie. Moje wiersze są tak budowane graficznie, że właściwie stają się prozą. Interpretatorzy mojej twórczości przypominają, że na początku używałam długich wersów. Potem się to trochę zmieniło, ale od tego zaczynałam. Ryszard Przybylski zwracał jednak uwagę, że w moich wierszach jest wyczuwalny rytm. Nie bardzo wiadomo skąd on się bierze, bo moje zdania budowane są normalnie. Czasem bywają inaczej ułożone niż w codziennym życiu, ale zdarzają się i zupełnie zwyczajne. To pokazuje, jak sądzę, że rytm jest obecny także w naszych powszednich rozmowach. Czasem, gdy wracam do napisanych jakiś czas temu szkiców wiersza, widzę wyraźnie miejsca, w których rytm się załamuje. Jego przywrócenie nie wymaga jakichś szczególnych zabiegów. Czasem wystarczy po prostu przestawienie szyku słów, niekiedy zmiana danego wyrazu.


Gdy przeglądałem pani wiersze, zauważyłem, że im późniejsza jest pani twórczość, tym więcej jest w niej utworów odnoszących się do muzyki. Z czego to wynika? Czy obecnie słucha jej pani więcej niż dawniej? A może temat obecności muzyki w świecie staje się dla pani coraz ważniejszy?

Wynika to z szeregu przyczyn. Muzyki słuchałam zawsze. Z tym, że słuchałam jej tak, jak według Witolda Lutosławskiego słuchać nie należy. Jego zdaniem muzyki trzeba słuchać, a nie tylko ją słyszeć. Ja zaś bardzo często wykorzystywałam muzykę jako tło, trochę ją obrażając. Mianowicie pisałam, a w tle grała moja ulubiona muzyka, która mi w tym pomagała. Towarzyszyło mi przy tym przekonanie, że kompozytor pewnie by się na mnie obraził za to, iż nie poświęcam mu należytej uwagi. Z braku czasu nie mogłam jednak sobie na to pozwolić. Prowadziłam bardzo ruchliwe życie: pisałam, spotykałam się z ludźmi, brałam udział w życiu społecznym i obywatelskim, miałam rozliczne zajęcia domowe. Wszystko to sprawiało, że nie mogłam zbyt często poświęcić całej uwagi muzyce. Wobec tego słuchałam jej w sposób, na jaki było mnie stać. Obecnie mam dużo więcej czasu, choć wciąż narzekam, że jest go za mało. W każdym razie dziś mogę słuchać dużo więcej niż dawniej. I rzeczywiście, muzyka zajmuje bardzo ważne miejsce w moim dniu. Budzę się i od razu myślę, czego sobie dziś posłucham. Po prostu mogę sobie na to pozwolić. Uważam to za wielki luksus (słucham najchętniej na leżąco), ale i za prawdziwą potrzebę. 

Całość artykułu znajdą Państwo w papierowym wydaniu marcowego numeru "Muzyki w Mieście".