Kwadrofonik ogląda filmy

Zespół Kwadrofonik - wywiad
Article_more
II Festiwal Kwadrofonik Warszawa, Teatr Nowy 2-3 grudnia 2016

Małgorzata Sadowska: To już druga edycja Festiwalu Kwadrofonik, jeszcze wyraźniej definiująca waszą imprezę jako próbę rozszerzenia działalności Kwadrofonika, wyjścia poza półkę z napisem “muzyka współczesna”. Było wam na niej trochę za ciasno? 

Bartek Wąsik: Festiwal pozwala nam podzielić się tym, czym się akurat pasjonujemy. I w Kwadrofoniku i w duetach: Lutosławski Piano Duo, który tworzę z Emilią Sitarz i Pękala/Kordylasińska/Pękala Percussion Duo Magdy Kordylasińskiej i Miłosza Pękali. 
A rzeczywiście gramy nie tylko muzykę współczesną, ale też tworzymy aranżacje i “romansujemy” z różnymi artystami, niekoniecznie awangardowymi. Pracowaliśmy między innymi z kojarzoną z jazzem Dorotą Miśkiewicz, z zajmującym się muzyką ludową Adamem Strugiem, czy z Arturem Rojkiem, reprezentującym pop w jego najciekawszym, offowym wydaniu. Tworzyliśmy też muzykę do filmów niemych. I o ile w zeszłym roku zaprosiliśmy do współpracy artystów z kręgu muzyki współczesnej, tym razem postanowiliśmy pójść w nieco inną stronę. Sięgamy po kompozycje, które powstały już jakiś czas temu, po filmy, które stały się klasyką – poszukując w nich jednak jak najbardziej współczesnych kontekstów i emocji. Weźmy “Symfonię przemysłową nr 1” Davida Lyncha – choć powstała w 1990 roku, wciąż jest intrygującym, oryginalnym dziełem.

Środowisko muzyki współczesnej faktycznie tworzy zamknięty obieg, w którym artyści bywają, jak wyznawcy monoteistycznej religii. Ja sam nie lubię zamykania się w jednym świecie i dlatego o współczesności chcemy mówić za sprawą różnych środków, niekoniecznie radykalnych. Wychodzimy tym samym do słuchaczy, którym nowa muzyka wydaje się trudna, niedostępna, a którzy zainteresowani są kinem i sztukami wizualnymi. 

 

Co było pierwsze w przypadku tej edycji festiwalu, której motywem przewodnim jest kino: muzyka, czy filmy? 

Zaczęło się od zaproszenia Nicole Lizée, kanadyjskiej kompozytorki, którą poznaliśmy kilka lat temu na Światowych Dniach Muzyki we Wrocławiu. To właśnie Nicole jest autorką Etiud, dla których punktem wyjścia są sceny z filmów Hitchcocka, Kubricka i Lyncha. Pomysł, by ściągnąć ją na festiwal sprowokował nas do poszukiwania innych artystów działających na styku muzyki i kina – takich choćby, jak Feliks Kubin. To wraz z nim i Hubertem Zemlerem, Miłosz i Magda stworzyli projekt “Takt Der Arbeit”, dla którego punktem wyjścia znalazły się stare filmy: edukacyjne, propagandowe, dokumentalne; odnalezione w archiwum kina w Hamburgu. 
Idąc tym tropem zainteresowaliśmy się “Symfonią przemysłową nr 1” Lyncha z muzyką Angelo Badalamentiego. Pojawił się pomysł nowych aranży i nowego wykonania piosenek Julee Cruise. Cruise, artystka, której głos pojawia się w wielu filmach Lyncha - choćby w słynnym motywie przewodnim “Miasteczka Twin Peaks” – w “Symfonii…” wykonuje piosenki ze swojej pierwszej i drugiej płyty. Będziemy grać do filmu na żywo, a partie Cruise, która pojawia się na ekranie zaśpiewa Artur Rojek. 

 

To bardzo intrygujący pomysł - żeby głos Cruise zastąpić męskim, szczególnie, że na ekranie nadal będziemy widzieć kobietę. Jak dokładnie będzie to wyglądało?

Chcemy, żeby głos Artura Rojka idealnie pokrywał się z ruchem ust Julee Cruise. Mam nadzieję, że to się uda (śmiech)! Głos Artura ma wyjątkową barwę i brzmienie; jest męski, ale i kobiecy, brzmi miękko, delikatnie. Uznaliśmy, że idealnie pasuje do tajemniczej, dwuznacznej atmosfery kina Lyncha, gdzie nic jest tym, czym się wydaje. W ten sposób chcemy przywołać na scenę ową wieloznaczność, którą odnaleźliśmy w “Symfonii…”. 

 


Jak w ogóle doszło do waszej współpracy?

Z Arturem spotkaliśmy się przy okazji gali Paszportów “Polityki”, na której zagraliśmy dwie z jego piosenek. To wtedy zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym projekcie. On myślał na początku o zaaranżowaniu od nowa którejś z jego płyt, my woleliśmy jednak stworzyć coś zupełnie nowego. Okazało się, że klimat muzyczny “Symfonii przemysłowej” i piosenki Cruise bardzo mu odpowiada, z czego ogromnie się cieszę. 

Ale muzyka współczesna i tak zakradła się na festiwal - w postaci “Liminal studies” Wojtka Blecharza, który wykona Royal String Quartet. Czemu zdecydowaliście się na włączenie tego utworu do programu? 

Choć RSQ zagrał “Liminal Studies” na swoim festiwalu, mamy poczucie, że wykonywany jest zbyt rzadko. Poza tym bardzo ważną jego częścią jest strona wizualna, co ma dla nas wielkie znaczenie. Ale RSQ zagra również muzykę Marka Żebrowskiego i Joanny Bruzdowicz: ten pierwszy jest przyjacielem Davida Lyncha, z którym wspólnie muzykuje, zaś po kompozycje Bruzdowicz wielokrotnie sięgała wielka francuska reżyserka, Agnès Varda. Oczywiście i w tym wypadku muzyce towarzyszyć będą filmy. 

A czy Tobie samemu marzy się skomponowanie muzyki do filmu? 

Tak, bardzo! Najchętniej do jakiegoś pięknego obyczajowego filmu z Azji… Albo do “Godzin” Stephana Daldry’ego. 

Kolaż: Magda Hueckel

.