Wydanie: MWM 12/2016

Boże Narodzenie

Article_more
Dla jednych są najpiękniejszym czasem w roku, spędzanym w domowym zaciszu z rodziną i przyjaciółmi; inni ich nie znoszą i zrobią wszystko, by minęły szybko i bezboleśnie. Każdy jednak ma jakieś skojarzenia związane ze świętami Bożego Narodzenia. Wśród nich są i te muzyczne. Zapytaliśmy o nie autorów „Muzyki w Mieście”. Z jakimi dźwiękami kojarzy im się Gwiazdka? Jakie mają muzyczne wspomnienia sprzed lat? Czego posłuchają w tym roku? Jaką muzykę polecają na czas świąteczny?

Adam Suprynowicz

Boże Narodzenie to naturalnie kolędy. A kolędy to kłopot. Z upływem lat coraz trudniej mi znaleźć coś dla siebie. Lubię interpretacje folkowe, bywają jednak zbyt intensywne, by towarzyszyć mi w tle rodzinnych spotkań. Wykonania klasyczne również grzeszą nadmiarem: operowa emisja, zmanierowane aranżacje chóralne. Wersje pop zmilczę. Dlatego wracam do swoich evergreenów: nieśmiertelnego albumu Mazowsza z lat siedemdziesiątych (Polskie Nagrania) z opracowaniami szlachetnie naiwnymi, czasem może przesłodzonymi, ale emanującymi jakąś prawdą. To może być tylko moja prawda, utrwalona od dzieciństwa, ale przecież Boże Narodzenie służy takim powrotom. Druga płyta jest jeszcze skromniejsza: to proste, domowe kolędy Elżbiety Adamiak (Pomaton), zaśpiewane jasnym, czystym głosem, tylko z gitarą. A na deser Bach: Weihnachts-Oratorium, co roku w nowej wersji. To sprawia, że zawsze czekam na Święta.

 

Dorota Kozińska

Kiedy byłam mała, w święta Bożego Narodzenia się marzyło. W niebotycznie wysokim pokoju, w którym mieszkaliśmy we dwójkę z bratem, stawała trzymetrowa jodła. Bombki wieszaliśmy tuż obok punktów świetlnych, wzmacniając efekt kilkoma pasmami anielskich włosów. Najmilszym momentem Wigilii była chwila, kiedy dorosła część rodziny wynosiła się do drugiego pokoju, a ja zostawałam sama pod choinką i rozpoczynałam długą podróż w głąb jodłowego lasu. Wtedy były jeszcze prawdziwe zimy: na dworze był mróz i śnieg, wszystko brzmiało i wyglądało inaczej. Siedziałam wśród gałęzi i chłonęłam skrzyp butów przechodniów na nieuprzątniętym chodniku, krystaliczny rytm odgłosów ulicznych, które z jednej strony były bardzo wyraźne, z drugiej – ginęły bardzo szybko, jak gdyby pękając na mroźnym powietrzu. Szczególnie zapadł mi w pamięć stukot kopyt koni, powożonych przez czerniakowskich węglarzy. W tym roku odłożę płyty na bok i spróbuję odzyskać nastrój tamtych zim: ciemność rozświetloną blaskiem elektrycznych lamp, wilgoć i ciszę.

 

Krzysztof Komarnicki

Jest taki utwór, który pachnie choinką i wyśpiewuje radość, że teraz już będzie przybywać dnia na barani skok… Skojarzenie to jest tak silne, że wręcz nie jestem w stanie słuchać tego dzieła w innym czasie. Concierto Andaluz na cztery gitary i orkiestrę Joaquina Rodrigo w dwudziestu minutach zamyka opowieść o kondycji człowieka. Najpierw bolero, pełne zrytualizowanych póz i gestów, tak jakby soliści dopiero poznawali się z orkiestrą. Część środkowa chwyta za serce: ponad doskonale obojętnym ostinatem opadającej gamy rozwija się melodia rodem z cante hondo, wybuchająca w orkiestrowym tutti – tak śpiewa dusza. Geniusz Markiza w Ogrodach Aranjuezu pozwala nam powrócić do normalności po tej psychodramie, cieszyć się życiem, każdym oddechem, każdą daną nam chwilą – finał zawiera muzykę tak podnoszącą na duchu, tak witalną, pełną energii i dowcipu, że świat staje przed nami otworem.

 

Magdalena Romańska

W Święta niezależnie od kontekstów religijnych każdy potrzebuje trochę magii, baśni (w której dobro i miłość, nawet po wielu dramatycznych perypetiach, zwyciężają), radości i nadziei, że najsroższe próby nadają życiu sens. A tym sensem może być po prostu muzyka. Innymi słowy – wszyscy potrzebujemy Czarodziejskiego fletu Mozarta. Nagrań jest mnóstwo, także tych wydanych w postaci DVD, i każdy może sobie zapewnić taki baśniowy wieczór wigilijny, jaki mu pasuje. A jeszcze lepiej zrobić to na żywo – tuż przed świętami wybiorę się więc na Czarodziejski flet w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, zrealizowany przez Komische Oper Berlin, w reżyserii Susanne Andrade i Barriego Kosky’ego. Choćby po to, żeby porównać go z wersją brytyjskiego reżysera, aktora i śpiewaka, Thomasa Guthriego, która będzie moim prezentem gwiazdkowym i którą mam nadzieję obejrzeć na czerwcowym Longborough Festival Opera. Bo Czarodziejski flet powinien grać cały rok!  

 

Marcin Majchrowski

Nie przepadam za świątecznym repertuarem. Kolędy jak zawsze będą postponowane na dwa sposoby: nowymi opracowaniami (im dziwniejsze i artystycznie nieudane aranżacje, tym chętniej telewizja je będzie serwować!) albo przypominaniem archiwaliów w scenografii ludowo-stajennej. Właściwie na liście repertuaru bożonarodzeniowego wyjątek czynię dla Bachowskiego Weihnachts-Oratorium koniecznie w interpretacji Gardinera sprzed lat prawie trzydziestu. I tutaj powinienem postawić kropkę. Ale ponieważ czasu zawsze za mało, to błogosławieństwem będzie jakieś sto minut wolnego na uważne wysłuchanie albumu, który swoją premierę miał pod koniec października. Tria fortepianowe op. 99 i 100 Franciszka Schuberta, nagrane przez Daniela Sepeca, Roela Dieltiensa i Andreasa Staiera – artystów wrażliwych, wielkich mistrzów wykonawstwa historycznego. Dla mnie to zespół marzeń. A jeśli tego czasu byłoby dwu- albo trzykrotnie więcej, aby móc nie tylko jeden raz całość odsłuchać, stanowiłoby to wymarzony gwiazdkowy prezent. Gorąco rekomenduję – z życzeniami.

Magda Podsiadły

Pochodzę z rodziny reemigrantów z Francji, więc serce mi się rwie do francuskiej piosenki poetyckiej. Moją duszę porusza głęboko Barbara (naprawdę Monique Serf), piosenkarka, autorka i kompozytorka, która karierę zaczynała w latach pięćdziesiątych w pokoleniu niezwykłych talentów –Aznavoura, Brassensa, Brela, Ferré i Gainsbourga. Jej wigilijna kompozycja zatytułowana po prostu Joyeux Noël (Wesołych Świąt) to piosenka miłosna rozgrywająca się między dwojgiem ludzi wędrujących do siebie nawzajem przez Paryż, wzdłuż Sekwany, by złożyć sobie świąteczne życzenia. Od owego przepięknego „pierwszego wejrzenia” zakochałam się w krystalicznie czystym, wzruszająco czułym głosie Barbary i w jej wyjątkowej urody melodyjnych utworach. Większość z tych piosenek stanowi dziś klasykę francuskiej piosenki (między innymi Dis, quand reviendras-tu?, Nantes czy L’Aigle noir). Barbara zmarła przedwcześnie w 1997 roku, ale od 2010 roku ustanowiona jest doroczna nagroda jej imienia: Prix Barbara dla najciekawszej młodej piosenkarki francuskojęzycznej.

 

Jacek Dehnel

Z dzieciństwa pamiętam świąteczną muzykę z płyt analogowych; było ich kilka, ale w pamięci utkwiła mi tylko okładka tych w wykonaniu zespołu Śląsk. W konstrukcji przypominającej nieco krakowską szopkę, na szafirowym tle muzykowały dzieci i aniołki, stanowiąc obramowanie dla sceny głównej z wielkim królem Herodem, diabłem z widłami i śmiercią z kosą. Postawienie w centrum Heroda było być może jakąś próbą pójścia na rękę cenzorowi, „odjezuskowania” kolęd przez graficzkę (wiem, że nie grafika, bo poszukałem płyty na Allegro, znalazłem i wiem, że była nią Stanisława Saloni). Tak czy owak, w głowie rymuje mi się to z rodzinną anegdotą. Zawsze bardzo różniliśmy się z moim bratem: ja byłem raczej artystą, on raczej militarystą; przed każdym Bożym Narodzeniem rysowałem kartki świąteczne dla bliskich i znajomych, więc małego Maciusia, żeby nie czuł się wyobcowany, namówiono do tego samego. Po pół godzinie mama przyszła zerknąć, jak nam idzie. Ja narysowałem kilka aniołków, on – jakiś pustynny pejzaż. „– Co to takiego? – Żołnierze króla Heroda”, odpowiedział mój brat bez mrugnięcia okiem. Więcej do rysowania kartek świątecznych go nie zmuszano. Wszystko to było dawno, od tego czasu sam się „odjezuskowałem”. Kiedyś zdarzało mi się puścić w Święta Oratorium Bożonarodzeniowe Bacha, ale teraz po prostu słucham i czytam to, co znalazłem pod choinką. Z reguły z wielką przyjemnością, czego i Państwu życzę.

 

Jan Topolski

Czasem w Święta warto zrobić sobie przerwę od uduchowionych arcydzieł i śpiewania kolęd, by przeznaczyć swój czas na coś z tak zwanej innej beczki (i nie chodzi tu bynajmniej o śledzie). Para w życiu i na estradzie, Magda Kordylasińska-Pękala i Miłosz Pękala – znani wcześniej także jako Hop-Beats Percussion Duo – nagrali właśnie drugą płytę, która jest dowcipnym i zaskakującym wprowadzeniem do muzyki perkusyjnej przełomu wieków (Utwory na perkusję i urządzenia elektroakustyczne / Lado ABC 2016). Wypełniają ją autorskie, bardzo oryginalne aranżacje utworów Steve’a Reicha, Thymme’a Jonesa i Franka Zappy oraz aż trzy utwory Felixa Kubina, w których brzmienia instrumentów są uzupełnione analogową elektroniką (gameboye, syntezatory, organy). Wszystko skonstruowane z takim humorem i groovem, że z pewnością nie zakłóci świątecznego odpoczynku, za to wprowadzi całą rodzinę w taneczny nastrój.

Aleksander Laskowski
Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się ze starą, wysłużoną, czerwoną gąbką do czyszczenia płyt gramofonowych, przywiezioną przez tatę z Japonii, gdy byłem małym dzieckiem. Święta jest to bowiem czas, kiedy z rzadko odwiedzanej półki wydobywa się winyle z muzyką bożonarodzeniową. Równie stare jak gąbka płyty cały rok spokojnie czekają na chwilę, kiedy drżącą ręką wyjmie się je z papierowej koperty, powoli i starannie przetrze z obu stron, by wreszcie położyć na gramofonie. Po wyregulowaniu prędkości obrotów wreszcie można się zasłuchać. Obowiązkowo słucha się kolęd, najchętniej w nagraniu towarzyszym rodzinnym Świętom od pierwszego dnia, który obejmuję pamięcią – Wiesława Ochmana. Rzadko używany gramofon czasem płata figle, dlatego zachęcam, by wśród rodzinnych prezentów pod choinką znalazły się części zapasowe – igła i linka napędowa.

Tomasz Gregorczyk
Święta nie są czasem umiaru, szczególnie w Polsce. Jeśli więc Cicha noc wychodzi już Państwu bokiem, a Jingle Bells sprawiają, że marzą Państwo o styczniu, z chęcią polecę Państwu kilka płyt świątecznych nagranych w wybitnie nieświątecznej konwencji. Trzeba oczywiście pamiętać, że w dyskusjach z rodziną, czy należy włączyć chóralne wykonanie Wśród nocnej ciszy, czy może jednak Psychodeliczne Święta Charliego Browna Bena Allisona, eksperymentalne Prawie Święta Lestera Bowiego na trąbkę solo albo Christmas In Jail Leroya Carra, stoimy na straconej pozycji. Ale kto wie, może Państwa bliscy z przyjemnością zasiądą do wigilijnej wieczerzy przy dźwiękach świątecznego improvu tria Coxhill, Minton, Akchoté z Xmas Songs? Może zaskakująco tradycyjne A Dreamers Christmas Johna Zorna pogodzi awangardzistów i tradycjonalistów, a postmodernistyczna, okraszona angielskim humorem najlepszego rodzaju składanka Joyeux Noël wytwórni Nato z 1987 roku będzie bawić starych i młodych. No i mój ulubiony avant-świąteczny album– Switched On Santa Sy Manna z 1969: cudownie archaiczne, elektroniczne wersje anglosaskich kolęd na wczesnym syntezatorze Mooga. Jak się Państwo domyślają, pozycje te nie zdobyły uznania masowego odbiorcy i nie są dodawane do czasopism kolorowych, więc, poza Zornem, bardzo trudno je dziś zdobyć. Ale w ten sprawie proszę już napisać do Świętego Mikołaja.

 

Piotr Matwiejczuk

Kiedy w grudniu ubiegłego roku nadałem na antenie Programu 2 Polskiego Radia utwór Winter Morning Walks Marii Schneider, moja skrzynka mailowa wypełniła się listami od oczarowanych słuchaczy. Nie byłem zaskoczony – ten nieznany szerzej w Polsce cykl klasyczno-jazzujących pieśni do słów Teda Koosera, laureata nagrody Pulitzera, jest wyjątkowo nastrojowy, świetnie napisany i mistrzowsko wykonany. Melodyjne, ale ani trochę nie banalne, kompozycje zostały pierwszorzędnie zaaranżowane na klasyczny kwintet smyczkowy oraz instrumenty improwizujące: klarnet, fortepian i kontrabas. Powstały specjalnie dla Dawn Upshaw, jak nikt inny potrafiącej łączyć klasyczną emisję głosu ze swingującym feelingiem. Śpiewaczka oraz kompozytorka w 2014 roku otrzymały (jak najbardziej zasłużenie!) za wspólny album nagrody Grammy. Poranne spacery zimowe to, jak napisał jeden z moich słuchaczy, „uroczy kawałek w klimacie kubusiopuchatkowym”. A cóż może być piękniejszego w czas świąteczny od tak czarujacych „bim-bomów”?