Wydanie: MWM 03/2013

Piwo, kobiety i śpiew

Article_more
Najpiękniej brzmią chóry anielskie i chóry pochlebców, ale chóry studenckie też są pieszczotą dla ucha. Szczególnie po szóstym piwie w Piwnicy Świdnickiej, o czym mogliby zaświadczyć mieszkańcy starego Wrocławia.
Choć obyczaje się psują z pokolenia na pokolenie, to wśród studentów Uniwersytetu Wrocławskiego tego zjazdu w dół nie widać. Może dlatego, że punkt wyjścia do oceny znajduje się niżej niż depresja holenderska. Ich XIX-wieczni koledzy do świętych bowiem nie należeli. Za kołnierz nie wylewali, romansowali z córami Koryntu, wywoływali burdy i nie przemęczali się nauką. Ale za to kochali muzykę, więc św. Cecylia na pewno załatwiała im rozgrzeszenie. Piwo, kobiety i śpiew – oto były trzy prządki studenckiego żywota. 
 
Co rozwesela męskie serca
O kobietach rozmawiać nie wypada, chyba że o skutkach zbytniej amicycji – szacuje się, że aż dwudziestu pięciu procentom studentów pozostawały po paniach lekkiego autoramentu kłopotliwe pamiątki. Ale krew nie woda, młodość musi się wyszumieć, więc propaganda wstrzemięźliwości cielesnej, prowadzona choćby przez „Akademicki Związek Ethos” czy „Biały Krzyż”, nie padała na podatny grunt. 
 
Za to o piwie można opowiadać długo i smacznie, bo wrocławianie znali się na tym trunku jak mało kto. Do lubianych piwiarni należały między innymi Schwarzer Adler (przy ul. Oławskiej – róg ul. Biskupiej), Goldenes Horn (przy ul. Szewskiej), Nussbaeumel (przy ul. Kuźniczej), Liebisch’s Garten (na Wzgórzu Partyzantów), Prinz von Preussen (przy ul. Prusa), a przede wszystkim Schweidnitzer Keller, czyli Piwnica Świdnicka, najstarsza piwiarnia Wrocławia, miesząca się w podziemiach Ratusza.
Całość artykułu znajdą Państwo w papierowym wydaniu marcowego numeru "Muzyki w Mieście".