Muzyka na miarę Nobla

Article_more
Przyszły noblista Max Born chciał uprosić dziadka, żeby pod choinkę podarował mu tokarkę. Prezent był drogi, więc wnuczek postanowił zmiękczyć twardego biznesmena muzyką. Dostał, co chciał.

Muzyka była drugą miłością Salomona Kauffmanna, wieloletniego prezesa Breslauer Orchester-Verein. Max wiedział, którą strunę poruszyć. Miał czternaście lub piętnaście lat, jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego światem będzie mechanika kwantowa. Pasjonował się majsterkowaniem i marzył o tokarce. Postanowił więc wykonać ruchomą szopkę przedstawiającą wrocławską orkiestrę. Przy figurkach muzyków umieścił ich fotografie, żeby dziadek nie miał wątpliwości, kto jest kim. Szopka została zaprezentowana Salomonowi 11 grudnia, w dniu jego urodzin. Gdy ruszyła, Max i jego kuzynka, Helene Schäfer, odegrali część symfonii Haydna. Podziałało – dziadek wzruszył się do łez i dwa tygodnie później pod bożonarodzeniowym drzewkiem stała tokarka do metalu.

 

Co tam słychać, panie kierowniku

Salomon nie robił wrażenia osoby podatnej na roztkliwianie się. Od dzieciństwa był przygotowywany do prowadzenia biznesu. Ojciec, Meyer Kauffmann, świdnicki kupiec, zlecał i nadzorował produkcję tkanin, które sprzedawał nie tylko w Niemczech, lecz także w Rosji. Salomon miał przejąć rodzinny interes, więc w 1839 roku opuścił gimnazjum świdnickie i zaczął jeździć z towarem do Wrocławia. Miał piętnaście lat i szybko się usamodzielniał. Po dwóch latach został kierownikiem wrocławskiej filii firmy Kauffmann, odpowiedzialnym za handel z Krakowem i Królestwem Polskim. Spał w składzie towarów przy Antonienstrasse 2 (ulica św. Antoniego). Młodocianym kierownikiem miał się opiekować jedyny robotnik, niejaki Zimpel (matka Salomona wyznaczyła mu to zadanie), ale wiecznie był pijany, miał deliryczne zwidy i wkrótce umarł. Salomon musiał radzić sobie sam.

 

Świetnie mu poszło, choć trzeba uczciwie przyznać, że pomagała mu cała rodzina. Gdy ojciec w 1853 roku wycofał się z firmy – notabene miał dopiero 57 lat, więc emeryturę można uznać za przedwczesną – jego miejsce zajął Salomon z braćmi: Juliusem, Robertem i Wilhelmem. To Salomon jednak grał pierwsze skrzypce – kupił tkalnię Carla Augusta Mildego przy Klosterstrasse 62/63 (dziś Traugutta), a potem tkalnię w Leśnej, Krosnowicach i wielki zakład firmy Reincheiheim w Głuszycy koło Wałbrzycha. Zmodernizował je i przekształcił w spółkę Meyer Kauffmann G.mb.H. Zatrząsł śląskim przemysłem włókienniczym.

 

Salomon zadbał, żeby zostawić spadkobierców imperium. Żona Maria, córka berlińskiego kupca Louisa Joachimsthala, urodziła mu syna i trzy córki. Dobrze wydał je za mąż – za prawnika, lekarza i chemika. Wnuk Max był dzieckiem Margarethe Kauffmann i Gustava Borna, późniejszego profesora medycyny na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziadek hołubił chłopca, osieroconego przez matkę we wczesnym dzieciństwie.

 

Na kolacji będzie Brahms

Gustav i Max Bornowie mieszkali w domu przy dzisiejszym placu Wolności 4 – tu w 1882 roku urodził się przyszły laureat Nagrody Nobla. Będąc już dorosłym człowiekiem, z nostalgią wspominał letnie popołudnia, które spędzał w ogrodzie otaczającym rezydencję na Borku (Kleinburg) dziadka Salomona. Była to jeszcze wieś, choć powoli zaczynała się przeobrażać w bardzo elegancką i bardzo drogą dzielnicę willową dla zamożnych kupców oraz urzędników. Salomon Kauffmann do zamożnych na pewno należał, więc jego letnia willa (oprócz tego miał mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy przy Teuentzienplatz 3a, dziś: plac Kościuszki) była wygodnie urządzona, z kortami tenisowymi i placem zabaw dla dzieci. Mimo że z Borku można było dostać się do miasta tramwajem konnym, dzieci z rodziny Kauffmannów przywoził do dziadka jego prywatny powóz.

 

Max Born pisał po latach, że w rezydencji na Borku odbywały się koncerty i przedstawienia operowe, on sam słuchał znakomitego hiszpańskiego skrzypka Pabla Sarasatego oraz pianisty Georga Dohrna. Dziadek Salomon uwielbiał muzykę, znał osobiście Brahmsa, Wagnera i Liszta, a o Breslauer Symphonieorchester dbał jak o własną fabrykę. Najpierw jako skarbnik, a potem – prezes Breslauer Orchester-Verein. Przyjaźnił się z wieloma dyrygentami, szczególnie cenił Rafała Maszkowskiego, który kierował orkiestrą Wrocławskiego Towarzystwa Muzycznego w okresie prezesury Kauffmanna. Gdy Salomon zmarł w 1900 roku, poświęcono mu pierwszą część koncertu abonamentowego z 6 października, wykonując Marsz żałobny z Eroiki Beethovena oraz utwory Mendelssohna i Bacha. 

Tokarka za szopkę

Choć Kauffmannowie należeli do gminy żydowskiej, obchodzili święta Bożego Narodzenia. Czuli się częścią narodu niemieckiego, więc jego obyczaje akceptowali. Max Born wspominał, że dzień przed Wigilią dzieci ubierały drzewko, a w Wigilię rano rozdawały koszyki z prezentami przyjaciołom, znajomym, ale także służącym i ubogim. Przed południem przychodzili członkowie rodziny Bornów, podawano herbatę, ciasto, a potem otwierano drzwi do pokoju z choinką. Gdy świeczki już zapłonęły, przy dźwiękach granej na fortepianie pieśni O, Tannenbaum rozdawano prezenty. Wieczorem Bornowie udawali się z kolei do dziadków Kauffmannów i tam uroczystość się powtarzała, choć w programie była jeszcze symfonia Haydna i sztuka napisana przez wujka Hansa Schäfera, doktora chemii. Rodzina miała artystyczne ambicje, więc gdy Toni Kauffmann, bratanica Salomona, wyszła za dermatologa Alberta Neissera, stworzyła najsłynniejszy salon muzyczny Wrocławia, w którym przyjmowała takie gwiazdy, jak Richard Strauss i Gustav Mahler.

 

Nie wiadomo, co by się stało, gdyby Salomon nie wzruszył się muzyczną szopką i nie podarował Maxowi tokarki. Może by chłopak nie utopił swych zdolności w fizyce. Niestety, wahadło wychyliło się już za mocno i Max postanowił wyfrunąć w świat. Najpierw studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, a potem w Heidelbergu, Zurychu, Getyndze i Cambridge. W 1908 roku został asystentem profesora Ernsta Pringsheima na Uniwersytecie Wrocławskim, a potem wykładał we Frankfurcie nad Menem i Getyndze. Gdy naziści doszli do władzy, wyemigrował do Wielkiej Brytanii – pracował najpierw w Cambridge, potem w Edynburgu. Coraz sławniejszy, coraz bardziej doceniany jako matematyk i fizyk. Ale muzyczne geny Salomona Kauffmanna nie dawały za wygraną.

 

Czekając na Travoltę

Właśnie w Cambridge urodziła się w 1948 roku Olivia, wnuczka Maxa. Już nie Born, tylko Newton-John. Nazwisko dostała po ojcu: Brinleyu, oficerze MI5, tajnej brytyjskiej służby wywiadowczej. Miał ciekawe życie, brał udział w pracach nad Enigmą i aresztował Rudolfa Hessa. Nie objawiał talentów muzycznych (w rodzinie była nadreprezentacja prawników), w przeciwieństwie do Olivii, która chciała tańczyć i śpiewać.


Max Born w 1954 roku wrócił do RFN i w tym samym roku otrzymał Nobla (trzy lata później podpisał, wraz z osiemnastoma niemieckimi fizykami, apel przeciwko wykorzystaniu fizyki atomowej dla celów zbrojeniowych), a Olivia wyemigrowała wraz z rodziną do Australii.

 

Wróciła do Anglii dziesięć lat później. Wygrała konkurs młodych talentów, a podróż do Anglii była nagrodą. Rzuciła szkołę i zajęła się muzyką.

 

Ogromną popularność zdobyła dopiero po trzydziestce, gdy wystąpiła w filmowej wersji musicalu Grease. I wciąż jest popularna, bo Grease jest wiecznie żywy. W latach siedemdziesiątych był manifestacją nostalgii za latami pięćdziesiątymi, obecnie wywołuje nostalgię za latami siedemdziesiątymi. Z tego musicalu pochodzą wielkie przeboje: Summer Nights, You’re the One That I Want oraz Hopelessly Devote to You zaśpiewane wraz z Johnem Travoltą. Dwa lata później, w 1980 roku, nagrała w duecie z Cliffem Richardem Suddenly, a u boku Gene’a Kelly wystąpiła w musicalu Xanadu, z którego pochodzi przebój Magic.

 

Wprawdzie pradziadek Olivii był wybitnym lekarzem, dziadek zdobył Nobla, a ojciec odegrał historyczną rolę, jednak żaden nie dorównał sławą pannie Newton-John. Słuchając muzycznych genów, zrobiła najlepszy interes. Salomon Kauffmann byłby zadowolony.