Wydanie: MWM 01/2017

Po godzinach

Marzena Diakun
Article_more
Stare i wyświechtane (ale jakże prawdziwe!) powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki, również artyści ze świata „akademickiego”. Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają po godzinach? Pytamy ich o to co miesiąc. Mamy nadzieję stworzyć przewodnik po wartościowej muzyce rockowej, popowej, jazzowej, folkowej...

Od kiedy pamiętam, mój starszy brat zawsze „bombardował” mnie muzyką, która go w danym momencie interesowała. W efekcie, mimo różnicy dziewięciu lat, muzycznie zawsze byliśmy na tym samym etapie rozwoju. Gdy w szkole zajmował się, dajmy na to, muzyką XIX wieku, to ja słuchałam jej razem z nim. Podobnie było z muzyką „rozrywkową” – wspólnie poznawaliśmy twórczość U2, Pink Floydów, Tiny Turner, Stinga, Michaela Jacksona, Tanity Tikaram. Jednak nie tylko brat miał wpływ na to, czego słuchałam. W naszej rodzinie muzyka po prostu zawsze była obecna. Rodzice chętnie słuchali piosenki francuskiej, lubili też polską poezję śpiewaną – tym żył nasz dom. W poznawaniu muzyki pomagał również Program 3 Polskiego Radia, ten z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Brat często nagrywał wieczorne koncerty i audycje Marka Niedźwiedzkiego. Kiedyś nasza mama podczas sprzątania znalazła u niego na biurku kartkę z napisem „Basia – 16:00”. Oczywiście pomyślała, że mój brat, wówczas licealista, umówił się na randkę i była bardzo niepocieszona, że nic jej nie powiedział. W końcu okazało się, że chodziło o nagranie koncertu Basi Trzetrzelewskiej w Trójce (śmiech). Takich nagrań potem często słuchaliśmy, podobnie jak płyt. Zawsze wolałam w ten sposób obcować z muzyką. Jedyną imprezą masową, w której brałam udział, był koncert Stinga na stadionie Narodowym w Warszawie – oczywiście zabrał mnie tam mój brat.

 

Marzena Diakun – jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich dyrygentek symfonicznych. Laureatka licznych konkursów, w tym: II nagrody „Srebrnej batuty” na IX Międzynarodowym Konkursie im. G. Fitelberga (2012) i II nagrody na prestiżowym 59. Konkursie Dyrygenckim w ramach „Praskiej Wiosny” (2007). Od 2015 roku jest dyrygentką-asystentką w Orchestre Philharmonique de Radio France. Uhonorowana stypendium Taki Concordia Fellowship promującym wybitne dyrygentki (2015). W ubiegłym roku wyróżniona odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej”. Od sześciu lat prowadzi klasę dyrygentury w Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

To, czego dziś słucham, też w dużej mierze jest uwarunkowane przez radio – radio to moje okno na świat. Teraz Trójkę, a nawet poniekąd i Dwójkę, zastąpiło Radio France Culture. Do utworów z dawnych lat nie wracam jakoś szczególnie. Dalej interesują mnie różne style muzyczne, choć przyznam szczerze, że w tych wszystkich nowych gatunkach kompletnie się nie orientuję. Jednak mam kilku swoich ulubieńców, których śledzę. Należy do nich wspomniana już Basia Trzetrzelewska, ale też Anna Maria Jopek i Katarzyna Groniec. Te dwie ostatnie artystki zainteresowały mnie głównie za sprawą Przeglądu Piosenki Aktorskiej, na który chodziłam jeszcze jako studentka, po kryjomu „wciskając się” na koncerty. Coś zostało mi też z lubianej w domu piosenki francuskiej – zainteresowałam się Zaz. Bardzo lubię muzykę jazzową, mam sporo płyt Keitha Jarretta czy Wasilewski Trio. Zresztą Marcin Wasilewski jest absolwentem tej samej szkoły, co ja, zdarzyło mi się nawet raz wystąpić z jego zespołem i rodziną Miśkiewiczów. Dyrygowałam aranżacjami standardów na orkiestrę smyczkową i gdy pojawiały się partie improwizowane, to, przyznam szczerze, nie było łatwo odnaleźć puls.