Wydanie: MWM 03/2017

Co kto lubi

Tomasz Opałka
Article_more
Muzyka nazywana „klasyczną” to wszechświat niemal niezmierzony. Kto chce go poznać, staje przed problemem – od czego zacząć. W takiej sytuacji warto zwrócić się do znawców – zawodowych muzyków, ale też wytrawnych melomanów amatorów – gdyż każdy z nich ma listę swoich ukochanych kompozytorów i ulubionych dzieł. I niekoniecznie są to wybory oczywiste – najwięksi geniusze lub wiekopomne arcydzieła. W tej rubryce przedstawiamy Top 5 – listę pięciu utworów, które nasi rozmówcy cenią najwyżej. Mamy nadzieję, że tytuły te ułożą się w oryginalny przewodnik koncertowy dla początkujących, a i znawcy znajdą tu coś dla siebie.

1. Livre pour orchestre – Witold Lutosławski
Cenię to dzieło za absolutnie doskonałą, przemyślaną formę, niezwykłą i barwną instrumentację i perfekcyjne wyczucie czasu – wszystko w tym utworze jest na właściwym miejscu! Lutosławski wywiera ogromne wrażenie sposobem kształtowania swoich kompozycji, które, w trosce o percepcję słuchacza, (z kilkoma wyjątkami) trwają nie dłużej niż dwadzieścia dwie minuty.

2. John Adams Harmonielehre
To kompozycja, która urzeka mnie niesamowitą energią i bezkompromisowym rozmachem. Nikt w Europie nie pisał w latach osiemdziesiątych XX wieku takiej muzyki jak Adams – odwołującej się do tradycji i jednocześnie oryginalnej. Amerykanie w ogóle często pozbawieni są kompleksów – bywa, że nie mają potrzeby tworzenia za wszelką cenę czegoś nowego, więc piszą to, co jest im bliższe.

 

Tomasz Opałka – kompozytor, wykładowca UMFC w Warszawie. Laureat licznych krajowych i zagranicznych konkursów kompozytorskich, a także wielokrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wyróżnia się również jako autor muzyki filmowej, a swoje umiejętności doskonalił w Hollywood podczas współpracy z tamtejszymi twórcami. Naukę muzyki rozpoczął samodzielnie jako nastolatek, zawsze najchętniej pisze muzykę orkiestrową – i, jak się okazuje, takiej również najchętniej słucha.

3. Krzysztof Penderecki De natura sonoris nr 1
Ten utwór wpadł mi w ręce, kiedy byłem nastolatkiem, a wszyscy moi znajomi zaczynali słuchać heavy metalu albo hip-hopu. Co prawda wiedziałem, że istnieje tzw. muzyka współczesna, ale kompletnie jej „nie czułem”. Przełomem było dopiero dzieło Pendereckiego – ekspresja, wręcz agresja tej kompozycji, sprawiły, że kompletnie zmieniłem myślenie o muzyce. To był taki mój „heavy metal period”.

4. Giacinto Scelsi Anahit
Utwór niesamowicie delikatny i eteryczny, choć muzykę Scelsiego uważam za dość mroczną, czasem nawet demoniczną. Anahit łączy wspomniane przeciwieństwa. Jest w tym dziele także pewna nieuchronność – ogromne napięcie sprawia, że jednocześnie jest to utwór pełen niepokoju i magnetyzmu.

5. Igor Strawiński Święto wiosny
Przyznam szczerze, że wahałem się nad Jonchaies Xenakisa, ale zdecydowałem się w końcu na Strawińskiego, choć pewnie nie jestem w tym przypadku szczególnie oryginalny (śmiech). Lubię jednak intensywne doznania muzyczne, a Święto wiosny jest jednym z najbardziej ekspresyjnych dzieł w historii muzyki. Urzeka mnie ta ogromna energia, „dzika” rytmika i wspaniała instrumentacja… Co więcej, akcja tego baletu jest niesamowicie wciągająca!