Wydanie: MWM 01/2013

Gry brytyjskie

Warszawa – Londyn. Wywiad z Adrianem Thomasem
Article_more
Lutosławski był osobą nieco powściągliwą, akuratną, a zarazem o wielkiej wyobraźni. To osobowość, która bardzo odpowiada brytyjskiej wrażliwości. Miał wiele kontaktów z muzykami swego pokolenia, szczególnie dobrze znał Benjamina Brittena i Petera Pearsa, a rezultatem tej znajomości był cykl Paroles tisées. Lutosławski mógł się tu czuć u siebie, a my zawsze go z radością witaliśmy.

Krzysztof Komarnicki: Jest pan bardzo oddany polskiej muzyce, propaguje ją pan z zapałem. Co jest w niej tak szczególnego, że zajmuje ona tak ważne miejsce w pana dorobku?

Adrian Thomas: Chyba muszę zacząć od początku: jako chłopiec grałem Chopina. Gdy byłem na studiach, moja znajoma wyjechała do Polski i przywiozła ze sobą partytury i płyty z nagraniami muzyki Lutosławskiego. W rezultacie pojechałem na Warszawską Jesień w 1970 roku. To było objawienie i to z wielu powodów. Po pierwsze, nigdy nie byłem przedtem w Europie Wschodniej, a ówczesna Warszawa była miastem egzotycznym. Może to brzmi dziwnie, ale tak to odbierałem. Po drugie, repertuar różnił się od tego, na jakim się wychowałem. W tamtym czasie awangardę reprezentowali Stockhausen, Boulez, Cage. Webern, Berg, Schönberg, Bartók nadal się liczyli. Nagle odkryłem Muzyczkę IV Góreckiego, utwory Lutosławskiego, Pendereckiego… To był wstrząs! Byłem do tego stopnia zafascynowany, że pojechałem do Krakowa, by studiować u Bogusława Schaeffera w ówczesnej PWSM. Złapałem bakcyla, nigdy już nie uwolniłem się spod wpływu polskiej muzyki. To wspaniała przygoda, w której miałem zaszczyt uczestniczyć.

 

Lutosławski w Anglii jest bardzo popularny, co roku jego utwory pojawiają się na Promsach, a teraz planowane są festiwale jego muzyki. Co łączy go tak silnie z Wielką Brytanią?

To bardzo niezwykłe zjawisko. Ma pan rację. Muzyka Lutosławskiego znalazła swój dom w Zjednoczonym Królestwie: wykonują ją orkiestry BBC, London Sinfonietta, analizują ją kompozytorzy i autorzy tacy jak John Casken czy Charles Bodman Rae… Także inni kompozytorzy polscy mają silne związki z Wielką Brytanią, na przykład Marek Stachowski czy Henryk Mikołaj Górecki, którego dzieła ukazały się tutaj drukiem. Seria koncertów poświęconych Lutosławskiemu, prowadzonych przez Esę-Pekkę Salonena, jest pasjonująca, a BBC Scottish właśnie jest w trakcie własnego małego przeglądu polskiej muzyki, osnutego wokół muzyki Lutosławskiego, ale nie ograniczonego do niej. W programie są też utwory Karłowicza, Szymanowskiego, Bacewicz, Pendereckiego i Szymańskiego.

 

Nie mogę wskazać przyczyny takiej popularności polskiej muzyki w Wielkiej Brytanii, ale zdecydowanie daje się odczuć silny związek pomiędzy Polską a Anglią. To nie ma żadnego związku z emigracją. Chodzi, jak mniemam, o podobną wrażliwość. Zwłaszcza Lutosławski był osobą nieco powściągliwą, akuratną, a zarazem o wielkiej wyobraźni. To osobowość, która bardzo odpowiada brytyjskiej wrażliwości. Gdy kompozytor wyjeżdża za granicę i nawiązuje kontakty, wkrótce rozchodzą się o nim pogłoski. Lutosławski miał wiele kontaktów z muzykami swego pokolenia, szczególnie dobrze znał Benjamina Brittena i Petera Pearsa, a rezultatem tej znajomości był cykl Paroles tisées. Lutosławski mógł się tu czuć u siebie, a my zawsze go z radością witaliśmy.

 


Specjalny podwójny styczniowo-lutowy numer "Muzyki w Mieście" poświęcony Witoldowi Lutosławskiemu jest przez cały rok do nabycia w Filharmonii Wrocławskiej i w sprzedaży wysyłkowej.