Wydanie: MWM 03/2017

Po godzinach

Krzysztof Pełech
Article_more
Stare i wyświechtane (ale jakże prawdziwe!) powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki, również artyści ze świata „akademickiego”. Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają po godzinach? Pytamy ich o to co miesiąc. Mamy nadzieję stworzyć przewodnik po wartościowej muzyce rockowej, popowej, jazzowej, folkowej...

Swoją przygodę z gitarą zacząłem od muzyki rozrywkowej, grając piosenki Beatlesów i słynny House of the Rising Sun. Kuzyn pokazał mi chwyty, a mnie się to niezwykle spodobało. Dzięki twórczości popularnej okazało się, że granie dosyć sensownie mi wychodzi i poszedłem dalej – w kolejnych szkołach muzycznych zacząłem poznawać również twórczość klasyczną. Mój świetny nauczyciel, Jan Reszke, przekonał mnie między innymi do kompozycji Johanna Sebastiana Bacha, ale to nie znaczy, że zerwałem z „rozrywką” – wręcz przeciwnie! Co prawda, wbrew stereotypom dotyczącym gitarzystów, nie grałem w żadnej kapeli rockowej, ale dużo muzyki słuchałem. Na początku lat dziewięćdziesiątych w zdobywaniu nagrań pomagało radio – pamiętam, że nagrywałem na Grundigu sporo programów nadawanych przez Trójkę i Dwójkę. Raz w audycji Tomasza Szachowskiego natknąłem się na płytę Astora Piazzolli Tango: Zero Hour – to było dla mnie niesamowite odkrycie. „Męczyłem” to nagranie, dopóki nie zdobyłem po latach oryginału. Słuchałem też modnych wówczas zespołów: Budki Suflera, Lady Pank, Republiki… Jednocześnie śledziłem, co dzieje się na Zachodzie. Miałem to szczęście, że mój ojciec jeździł w delegacje i przywoził mi sporo płyt, między innymi Led Zeppelin, Dire Straits, Pink Floydów, Matt Bianco, a nawet Władimira Wysockiego. Do tej pory mam te albumy, niektóre są w całkiem niezłym stanie. Choć starałem się na bieżąco śledzić rynek muzyczny, to tak naprawdę zafascynowała mnie dopiero muzyka latynoamerykańska, coś w stylu samby i bossa novy. Tom Jobim, João Gilberto, Luiz Bonfá, a nawet nasza Basia Trzetrzelewska – to rzeczywiście zaczęło mnie rajcować! Może czułem tę muzykę dlatego, że jako dziecko przesiadywałem na próbach moich rodziców, którzy tańczyli towarzysko – była tam cha-cha, tango, jive i właśnie samba. Później, gdy jakimś cudem zdobyłem nuty (to nie było wówczas takie proste!) i zacząłem grać taką muzykę, intuicyjnie wiedziałem, jak ją zinterpretować.

 

Krzysztof Pełech – gitarzysta, wykładowca Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Trzykrotnie wyróżniony jako najlepszy polski gitarzysta klasyczny w ankiecie Gitarowy Top magazynu „Gitara i Bas”. Prowadzi działalność koncertową o zasięgu międzynarodowym. Organizuje szereg wydarzeń artystycznych związanych z muzyką gitarową, takich jak Festiwal Gitara+ (od 2016 Guitar Masters). Jest również pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym organizowanego od 2001 roku Letniego Kursu Gitary w Krzyżowej. Najnowsza płyta artysty Sambalanco, którą stworzył we współpracy z Robertem Horną, prezentuje muzykę jazzową i latynoamerykańską. 

Dalej śledzę szeroko pojętą muzykę rozrywkową, absolutnie od niej nie uciekam. Często wydaje mi się ona ciekawsza niż klasyka, chyba więcej się w niej teraz dzieje. Podczas wyjazdów zawsze muszę odwiedzić jakiś sklep płytowy i znaleźć coś nowego. Bycia na bieżąco wymagam też od swoich studentów, inaczej nie da się funkcjonować w świecie jako muzyk! Trzeba być jednak czujnym, bo internet pełen jest muzycznych śmieci. Ostatnio fascynuje mnie to, co robią w nurcie rozrywkowym Argentyńczycy i Brazylijczycy – szczególnie interesujące są różne fuzje muzyki tradycyjnej z popisami dj-ów, to ma ogromny potencjał. Niedawno byłem też pod wielkim wrażeniem najnowszej płyty Soenke Meinena – jego Perpetuum mobile to moim zdaniem przyszłość sztuki wykonawstwa gitarowego.