Faust mieszka w Ciszycy

Article_more
„Kształty ciała i postawa znamionowały dobre pochodzenie”, oceniła narzeczona. Poza tym był bogaty, a jego talent muzyczny chwalił Chopin. Prawdziwy książę z bajki.

„Jej Królewiczowska Mość Księżna Ludwika Pruska Radziwiłłowa i dostojny Jej małżonek JO Książę Namiestnik W. Księstwa Poznańskiego przybyli tu wczoraj w południe z całą swoją dostojną rodziną, udając się ze swej latowej siedziby Ruhberg do zamku Antonin, dokąd dziś przed południem odjechali”, donosił w 1829 roku wrocławski korespondent „Gazety Wielkiego Księstwa Poznańskiego”.

 

Księciem namiestnikiem był Antoni Henryk Radziwiłł, który nie tylko udzielał się w polityce, ale także zajmował się graniem, śpiewaniem i komponowaniem, „dostojną rodzinę” reprezentowały dwie urodziwe córki, Eliza i Wanda, a „latowa” siedziba znajdowała się w Ciszycy koło Kowar. Choć świat jeszcze nie znał portali plotkarskich, lokatorzy Ciszycy przyciągali powszechną uwagę. Autor wydanego w Poznaniu przewodnika po Karkonoszach instruował turystów, którzy z Kowar szli w góry, że mogą skorzystać z dwóch ścieżek: „iedna prowadźi do przyiemney, o 3/4 mile od miasta odległey wioski Buszvorwerk (Krzaczyna – przyp. red.) ku Szteinseifen: druga idźie wzdłuż miasta, koło plantacyów, gdzie Jey Królewiczowska Imci Xiężna pruska Louiza, godna małżónka J.O. Xięcia Radziwiłła latową porą przebywa…”.

 

Radziwiłł kupił klasycystyczny pałac w Ciszycy w 1825 roku od spadkobierców śląskiego ministra prowincji, hrabiego Carla Georga von Hoyma, choć dzierżawił go już trzy lata wcześniej. Była to inwestycja polityczno-artystyczna. Polityczna, bo w Kotlinie Jeleniogórskiej, między Karkonoszami a Rudawami Janowickimi, budowała swoje rezydencje pruska rodzina królewska oraz niemiecka, czeska, polska i austriacka arystokracja. W takim towarzystwie warto było odpoczywać. Artystyczna, bo to miejsce było romantycznym mariażem natury i architektury, gwarantowało jednocześnie piękne widoki i wygodne życie. Na zaledwie stu kilometrach kwadratowych wzniesiono ponad trzydzieści gotyckich zamków i wież obronnych, renesansowych dworów i barokowych pałaców.

 

Usta milczą, dusza śpiewa
Modę na dolinę zapoczątkował król pruski Fryderyk Wilhelm III. Wybrał się na wycieczkę górską ze sławnym podróżnikiem i przyrodnikiem Aleksandrem von Humboldtem. Gdy doszli na Kapellę (dziś: przełęcz Widok w Górach Kaczawskich), odwrócili się i spojrzeli na bukowe lasy, kościelne wieże Jeleniej Góry otulone pasmami mgły, błękitniejący w dali potężny pas Karkonoszy. „To jeden z dziesięciu najbardziej poruszających pejzaży świata”, zachwycił się Humboldt.

 

Radziwiłł samym pejzażem by się nie ukontentował, zarządził więc remont pałacyku, inspirując się projektami Karla Friedricha Schinkla, jednego z najwybitniejszych w Europie twórców klasycyzmu. Ale neogotyckie meble i tapety robiły na gościach na pewno mniejsze wrażenie niż niewielki park krajobrazowy, opierający się z jednej strony o podnóże góry, a z drugiej łączący się z pobliskimi polami. Strumień, stawy, malowniczy mostek i zalesione wzgórze z wieżą widokową, wzniesioną jeszcze w XVIII wieku, musiały poruszyć dusze stworzone do wyższych celów. Czytaj: niezniżające się do marnego kombinowania, jak zarobić na życie, pisząc operę z okazji zaślubin, mszę z okazji pogrzebu albo tuzin fug za mleko dla dzieci. Taką duszę miał właśnie Antoni Radziwiłł.

 

Dusza potrzebuje oczywiście utrzymania, bo nie samą sztuką żyje, ale dusza księcia Radziwiłła nie musiała się o to kłopotać. Syn wojewody wileńskiego księcia Michała Hieronima, I ordynat na Przygodzicach, XII ordynat na Nieświeżu, odziedziczył ogromny majątek, co już samo w sobie nie jest sprawiedliwe. Robił karierę polityczną – dzięki żonie, księżniczce pruskiej Luizie (jej dziadek był bratem króla Fryderyka Wielkiego), zbliżył się do królewskiej dynastii Hohenzollernów i został namiestnikiem Wielkiego Księstwa Poznańskiego. A na dodatek Opatrzność obdarzyła go licznymi talentami. Rysował (uczył go między innymi Norblin), grał biegle na wiolonczeli, harfie i gitarze, a nawet śpiewał ładnym tenorem.

 

Goście jego berlińskiej rezydencji przy Wilhelmstrasse, pałaców w Poznaniu, Antoninie czy Ciszycy mogli liczyć na występy gospodarza (lubił się podobno popisywać) i/lub najwybitniejszych artystów epoki. Bo Radziwiłł byle kogo na salony nie wpuszczał.

Fryderyk lubi Fausta
To książę namiestnik organizował koncerty Niccolò Paganiniego, Karola Lipińskiego i Angeliki Catalani. To Antoniemu Radziwiłłowi dedykowali swoje dzieła Ludwig van Beethoven, Felix Mendelssohn Batholdy, Maria Szymanowska i wreszcie Fryderyk Chopin. O uwagę potężnego mecenasa warto było zabiegać. Chopin, który dwukrotnie odwiedzał Radziwiłłowski Antonin (w 1827 i w 1829 roku), czuł się u księcia wspaniale, o czym świadczy list do przyjaciela, Tytusa Woyciechowskiego: „Byłem tam tydzień, nie uwierzysz, jak mi u niego dobrze było. […] Byłbym tam siedział, dopóki by mnie nie wypędzono, ale moje interesa i szczególnie mój koncert, jeszcze nie skończony […] przynaglił mnie do opuszczenia tego raju”.

 

Zachwyciły go córki księcia, Wanda i Eliza, „nadzwyczaj uprzejme i dobre, muzykalne, czułe istoty”, ujęła „stara Księżna” („niepodobna jej nie lubić”) i zadziwił sam książę. Jako kompozytor. „Pokazywał mi swojego Fausta i wiele rzeczy znalazłem tak dobrze pomyślanych, nawet genialnych, żem się nigdy po namiestniku tego spodziewać nie mógł”, stwierdził Chopin. Faust był operą, którą Radziwiłł komponował do dramatu Goethego. Proces twórczy ciągnął się jak makaron, już w 1810 roku dyrektor berlińskiej Singakademie, Carl Zelter, donosił poecie, że „pewien miłośnik muzyki, arystokrata, zadaje sobie dużo trudu do jego tragedii, i że chociaż jest cudzoziemcem udaje mu się nieraz utrafić we właściwą dla słów nutę”.

 

Przez następne dwadzieścia dwa lata Radziwiłł pisał i pisał, a nawet prezentował gotowe kawałki Goethemu, który zachwycił się nimi z romantyczną egzaltacją i pod wpływem muzyki Radziwiłła zaczął przerabiać swój utwór. Arystokrata wyraźnie połechtał jego ego. „Jest on pierwszym prawdziwym trubadurem, którego spotkałem, talent pełen siły i entuzjazmu – cechuje go coś fantastycznego, a wszystko, co wykonuje, ma charakter indywidualny”, twierdził Goethe w liście do poety i tłumacza, Karla Ludwiga von Knebla. W każdym razie pęczniał Faust literacki, pęczniał i muzyczny. Książę znalazł w Ciszycy znakomite warunki do pracy, tym bardziej że po wybuchu powstania listopadowego przestał się już zajmować polityką, został zawieszony jako namiestnik, więc została mu tylko muzyka.

 

Fatalna miłość do Radziwiłłówny
Notabene Antoni Radziwiłł nie musiał szukać libretta u Goethego, bo mógł napisać werystyczną operę z życia swojej rodziny. Córka Eliza zakochała się ze wzajemnością w synu króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III. Miłość kwitła bez przeszkód, bo książę Wilhelm miał w sąsiadujących z Ciszycą Mysłakowicach rodzinną rezydencję, więc młodzi często się spotykali. Niestety Wilhelm był wprawdzie drugi w kolejce do tronu, ale starszy brat cierpiał na brak psychicznej równowagi i nie miał dzieci, więc Wilhelm musiał zadbać o ciągłość rodu. A Eliza się nie nadawała. Owszem, matka była bez zarzutu, królewskiej krwi, ale ten ojciec… Talentami muzycznymi nie mógł się zasłonić, pruski dwór interesował się wyłącznie genami. Radziwiłłowie wynajęli nawet prawnika, który miał tak przedstawić historię ich rodu, żeby zostali uznani za równych suwerennym książętom Rzeszy, jednak król pruski nie dał się przekonać do takiej synowej.

 

Wilhelm musiał się ożenić z Augustą von Sachsen-Weimar, którą zdradzał na prawo i lewo, a Eliza została w Ciszycy, samotna i zbolała, szukając zapomnienia w pracy charytatywnej. On został cesarzem i przeżył dziewięćdziesiąt jeden lat, ona zmarła na gruźlicę, mając sześćdziesiąt lat mniej. On do końca życia trzymał na biurku jej fotografię.

 

Pałac w Ciszycy przetrwał (potomkowie księcia posiadali go do 1927 roku), o Radziwiłłowskim Fauście też pamięć nie zaginęła, w 2003 roku operę wystawiono w Poznaniu. Krytycy pisali, że dzieło jest dziś niesłusznie niedoceniane, bo wprawdzie kompozytor był dyletantem, zasady kompozycji znał pobieżnie, ale dzięki temu nie wpadł w szablon operowy, lecz stworzył rzecz prawdziwie oryginalną, nową i świeżą.

 

Cóż, opera napisana przez księcia niewątpliwie jest oryginalna, nowa i świeża. Bo jedyna w swoim rodzaju.