Wydanie: MWM 04/2017

Siedem myśli o muzyce współczesnej, które doprowadzają mnie do szaleństwa

Patrycja
Article_more
Patrycja odpowiada, że chciałaby nauczyć się śpiewu bo marzy o tym, żeby w dużej sukni stać pod sufitem Opéra Garnier w Paryżu, tym pomalowanym przez Marca Chagalla. Myśli, że to musi być wspaniałe tak stać i śpiewać, kiedy wszyscy się patrzą.

Patrycja nie wie, jaka muzyka najbardziej jej się podoba. Opera, tak. Bellini? Puccini? Tak. Muzyka współczesna. Nie zna. To te dziwne utwory? A, nie. Okropne. Głupio się wygląda. W muzyce współczesnej trzeba robić śmieszne rzeczy, albo krzyczeć. Ogólnie rzecz biorąc robić coś nieprzypominającego śpiewu. Nie podoba jej się to. Wstydziłaby się. Raczej nie zaprosiłaby na taki koncert przyjaciół. Pewnie wstydziliby się też za nią. Kiedy Roland Barthes pisze o dwóch rodzajach muzyki, Patrycji jeszcze nie ma na świecie. Nie ma też, tak łatwo dostępnej dla Patrycji i tak często przez nią używanej, możliwości oglądania na ekranie rejestracji wykonań muzyki klasycznej. Patrycja czasami ogląda wykonanie bez dźwięku. Wtedy właśnie najbardziej chciałaby robić to, co się robi, kiedy wykonuje się muzykę. Jednak jeśli zdecyduje się nie wyłączać dźwięku wykonania, już sama nie wie. Widzi coś, co chciałaby robić, ale słyszy coś, co raczej jej się nie podoba. Jest zmieszana, nie umie ocenić. Więc wyłącza dźwięk i od razu wie.

 

Roland Barthes zawsze wiedział o dwóch rodzajach muzyki. Jedna to ta, której się słucha, druga to ta, którą się gra (Roland Barthes Musica Practica, w: Image, Music, Text, Hill and Wang, Nowy York 1977). Te dwie muzyki według Barthesa to dwie różne sztuki, które mają swoją własną historię, socjologię, estetykę, erotykę. Ta sama muzyka może być wspaniała kiedy się ją gra, nawet jeśli nieumiejętnie, a jednocześnie niewspaniała, kiedy się jej słucha. Również odwrotnie. Według Patrycji wspaniałe jest to, co się robi wykonując muzykę. Nieważne czy sama muzyka byłaby wspaniała, czy niewspaniała, kiedy by się jej słuchało. Jeśli muzyka jest tym, co muzycy robią, to Patrycja chciałaby to robić. 

Stopy w eleganckich, ale wygodnych butach na obcasie, w delikatnym rozkroku, ukrytym pod obszerną suknią, dobrze postawione. Stawy skokowe, kolanowe i biodrowe oddają ciężar ciała do podłoża, są ruchliwe, gotowe odzyskiwać równowagę i koordynować odchylenia ciała od pionu. Nogi fundamentem dla tułowia i zachodzących w nim procesów oddechowych, w które zaangażowane są liczne mięśnie, zgodnie zsynchronizowane, dopełniające się i wspierające się w swojej pracy. Splot słoneczny wskazujący do przodu, ciepły i silny. Plecy w poczuciu rozłożyste. Ręce, jeśli nie zajęte wyważonym i znaczącym gestem, spoczywają w naturalny sposób wzdłuż tułowia. Szyja swobodna, giętka, zwieńczona lekko głową. Krtań otulona przez mięśnie szyi, pracująca bez usztywnień i wysiłku, dająca początek wibracjom powietrza, które odnajdują naturalny rezonans w pustych przestrzeniach czaszki. Wydychane powietrze – ciepłe, wilgotne i gładko penetrujące gardło i usta. Mimika wskazująca na silną koncentrację i intensywność emocji. Oczy obecne i pełne wyrazu. Całe ciało należące do wykonania bardziej, niż wykonanie do ciała. 

 

W sumie, Patrycja mogłaby być również pianistką, jeśli oznaczałoby to ruszanie palcami dokładnie tak, jak ruszają palcami pianiści. Bardzo podobają jej się krążące i falujące ruchy górnej połowy ciała na stołku od fortepianu. Kiedy je widzi, słyszy legato, jakiego by pewnie nigdy nie usłyszała, gdyby włączyła dźwięk. Innym razem ktoś aż podskakuje, kiedy jego ręce uderzają klawiaturę. Patrycja jest pod wrażeniem. Patrzy i słyszy forte, jakiego by nie usłyszała gdyby oglądała nagranie z dźwiękiem. Z równym zainteresowaniem śledzi gesty, których wymaga wykonanie utworu i gesty, dzięki którym może się wydawać, że wykonanie utworu jest lepsze, niż słychać. Ponieważ ich nie odróżnia, nie czuje się oszukana. Ceni oba. Jednak czasami, jak zauważy napinającą się na szyi tętnicę albo pot na czole albo drżenie, z wysiłku albo ze zdenerwowania, jak zobaczy w oczach nerwowość lub trud, to już nie chce. Nawet jeśli muzyka byłaby wspaniała. Często wszystko zapowiada się tak elegancko, dystyngowanie, pogodnie, a jednak po chwili Patrycja odwraca wzrok. Nie chciałaby, żeby ktoś ją widział w podobnej sytuacji.

 

Gdyby tylko pasek po prawej stronie ekranu częściej proponował Patrycji amatorów. Roland Barthes pisze, że prawdziwych amatorów muzyki klasycznej już nie ma. Ma na myśli tych, którzy kochają wykonywać muzykę klasyczną dla przyjemności wykonywania. W 1970 roku pyta, kto dziś gra na fortepianie? Muzyka, której się słucha jest dominująca. Muzyka, którą się gra stała się domeną profesjonalistów. Kiedyś amatorzy wzbudzali pragnienie wykonywania muzyki. Ich wykonania nie były wspaniałe, nawet muzyka, którą wykonywali nie była wspaniała, ale to, co robili było tak bardzo wspaniałe, że inni myśleli „też tak chcę”. Patrycja chce, żeby jej ciało należało do wykonania, nie do muzyki. Tak, wie, że częścią wykonania jest dźwięk, ale najbardziej przemawia do niej to, co pozostaje z muzyki, kiedy wyciszy się dźwięk. Daje to dużą szansę muzyce współczesnej. Niestety.