Wydanie: MWM 04/2017

Sonato, czego jeszcze ode mnie chcesz?

Article_more
Nie, to wcale nie jest przyjemne. Dostaję tych płyt dziesiątki, kolonizują moją szafkę ze sprzętem audio, rozpychają się na przyległych płaszczyznach. Kiedy rozmnożą się nadmiernie, wywożę je do pracy, uzasadniając to racjonalnymi powodami.

Przecież i tak ich nie będę słuchał, bo nie znoszę szczerze tych pseudo-tang à la siódma woda po Piazzolli, popłuczyn po Glassie, duchowych uniesień w stylu „cymbałki i chór z ogromnym pogłosem”, które zdają się sugerować, że osobisty język dźwiękowy Arvo Pärta jest jakimś nowym estetycznym uniwersum. Zżymam się czasami na nowe utwory Krzysztofa Pendereckiego, którym rzadko już wierzę, zbyt wiele razy ogarniało mnie przy nich uczucie pustki, żonglowania znanymi zwrotami, wirtuozerii dla czczego popisu, obudowywanej w godnościowe pudełko z napisem „Geniusz!”, ale Pendereckiemu wybaczę wiele, gdyż uwielbiam go od początków mojego zainteresowania nową muzyką i cokolwiek by zrobił, będę pamiętał o Pasji, Polymorphii i Polskim Requiem. Nie jestem ja bowiem wrogiem tradycji ani tonalności, jakkolwiek ją definiować. Ale już pisanie „pod” Pendereckiego wyczuję na kilometr. „Nie róbcie pode mnie, róbcie pod siebie” – mówił pewien nauczyciel sztuki (zasłyszane – jeśli ktoś zna autora tych słów, proszony jest o kontakt z redakcją) i jest to myśl godna wykucia w marmurze.

 

No więc nieprzyjemne to jest, powiem wprost. Przesłuchuję te płyty, zwykle składankowe, nagrywane przez młodych, zdolnych muzyków, którzy chcą pokazać swoje możliwości warsztatowe i interpretacyjne. Wielu z nich specjalnie na okazję wydania pierwszego albumu zamawia utwory u swoich kolegów-kompozytorów. To takie ważne! – myślę sobie i cieszę się gdzieś w duszy, że wreszcie młodzi artyści sięgają po młodą muzykę. Tylko czemu, u licha, ta muzyka jest taka stara? – to druga myśl, której nie potrafię dłużej od siebie odpychać. Podobno młodzi są konserwatywni – ale przecież konserwatyzm to nie jest zawracanie kijem Wisły! Myślicie, jak Penderecki, że przyszłość zrozumie wasze niedocenione arcydzieła? Nie zrozumie, bo one mówią językiem, który niczego nie wnosi! – tak sobie pomstuję, kiedy już mdłości mnie ogarniają przy kolejnym muzycznym gmachu z pustaków, jak, nie przymierzając, u Lehára czy innego Lalo. 

Ale, ale. Nie każdy jest Beethovenem, a wyżej wymienieni kompozytorzy na L ciągle mają swoją publiczność. Nie każdy młody muzyk chce pracować nad nowymi technikami, nie wszyscy chcą też mówić coś istotnego. Niektórzy chcą po prostu dawać przyjemność i utwierdzać siebie oraz publiczność w pewnego rodzaju muzycznych przyzwyczajeniach. Może jednak znajdą się słuchacze, którzy powiedzą: „tak, taką muzykę współczesną to ja rozumiem!”? Minęły czasy, kiedy wierzyliśmy, że od słuchania walców Straussa przechodzi się w końcu do kontemplowania dzieł Bouleza, ale czy każdy musi? Sztuka może także koić i relaksować. Najczęściej jest to sztuka użytkowa – i nie uważam przecież tego określenia za pejoratywne. Ja szukam w sztuce debaty, muszę więc szukać gdzie indziej, bo tu żadnych nowych, inspirujących myśli nie znajdę. Peace! Życie jest piękne, kiedy każdy zajmuje się sobą, w dobranym towarzystwie, wśród ludzi, którzy się rozumieją. Facebook najlepszym przykładem! Słuchajcie sobie swoich przyjemnych melodii, a mnie pozwólcie zgłębiać muzykę, której wierzę, czując, że mówi mi o świecie coś ważniejszego. Myśleć o niej, spierać się z nią i o nią.

 

No dobra. Ale przecież to właśnie wzornictwo jest dziś w sztukach plastycznych polem poważnej społecznej debaty. Może więc i muzyka użytkowa ma taki potencjał? Owszem, ma, oczywiście. Warto posłuchać przemowy Madonny, wygłoszonej podczas uroczystości wręczenia artystce nagrody Billboard 2016 Women in Music, a potem, pamiętając jej słowa, prześledzić twórczość pani Ciccone. Wiem, że powoływanie się tutaj na Madonnę jest jakimś przekroczeniem, na pewno skrajnością (na pewno?????), może więc Bob Dylan albo David Bowie? Bo jakoś tak się dzieje, że dyskusji nie wywołują dziś projektanci gdańskich szaf. Chociaż, podkreślam, mogę się mylić.