Wydanie: MWM 05/2017

Tajemnica muzyki

Lech Majewski - wywiad
Article_more
Jeśli spojrzymy na zapis muzyki, widzimy proporcje matematyczne. Pitagoras jako pierwszy zwrócił uwagę na korelację między zjawiskiem fizycznym, czyli napięciem struny, a dźwiękiem. Różni ludzie potrafią się za pomocą muzyki komunikować poza językiem. Tylko z jakiej racji? Dlaczego ta fizyka, ciśnienia cząsteczek powietrza sprawiają, że odbiorca zaczyna płakać lub uśmiecha się, odpływa, leci w niewiadomym kierunku?

Grzegorz Chojnowski: Jest taki moment we właśnie wznowionej (w serii Lech Majewski – utwory zebrane) powieści Metafizyka, kiedy bohater idzie z Beą na koncert do Ateneo Veneto. Wenecki barok, Vivaldi i Marcello w repertuarze. „Muzycy rzępolą”. Ale pojawia się młody oboista, który unosi pozostałych. To się zdarzyło w pana życiu? Pamięta pan tamtą chwilę?
Lech Majewski: Tak. Mieszkam w Wenecji, często chodzę tam na koncerty. Pamiętam, że ten młody człowiek potrafił wzbić się ponad całą resztę. To niezwykłe, gdy na kogoś spada ten duch święty i go unosi. Wcześniej myślałem, że wyjdę z koncertu, który ewidentnie zorganizowano pod turystów.

 

Inaczej brzmi w Wenecji muzyka dla turystów?
Nie tylko muzyka. Jest coś takiego w Wenecji, że kiedy idziemy do restauracji, to dostajemy słabe jedzenie, bo turyści zjedzą wszystko. Nawet jeżeli odwiedza się restauracje z wenecjanami, których traktują lepiej, to wcale nie jest tak dobrze, jak w innych miastach. Na koncerty też różni ludzie przyjeżdżają po to, żeby zarobić pieniądze, jakość nie ma wielkiego znaczenia. Kłóci się to z duchem Wenecji, gdzie każdy fragment tej mozaiki architektonicznej zbudowano z niebywałym pietyzmem. Ten oksymoroniczny ciężki kamień unoszący się na wodzie powstał z miłości, pasji. Z całego świata przywożono najpiękniejsze marmury, zdobyte lub ukradzione tylko po to, by ozdobić piękną panią Wenecję.

 

Ciekawe, co sprawia, że coś zostaje w pamięci. Tu raczej ten oboista, nie rzępolący towarzysze.
A zwłaszcza moment, kiedy geniusz spływa na twórcę i go porywa. Przeżyłem coś podobnego z Józefem Skrzekiem, z którym stworzyliśmy operę Pokój saren i muzykę do kilku filmów. Powstała idea, by przygotować wersję fortepianową Pokoju saren, pojechaliśmy do 's-Hertogenbosch na nagrania. Mają tam studio w byłym klasztorze. Stoi steinway, brzmienie jest idealne, cyfrowa jakość sprzętu nagraniowego, Horowitz cenił to miejsce. Józef się bardzo szykował na ten wyjazd. Dojechaliśmy około dziewiątej wieczór, nie chciał nic jeść, powiedział, że musi zasiąść przy fortepianie. Usiadł, uderzył w trzykreślne c, które we wnętrzu starego kościoła zabrzmiało jak dzwon. Nagle runął na fortepian i zaczął tak niesamowicie grać, że czas przestał istnieć. Improwizował. Mieliśmy świadomość uczestniczenia w koncercie niezwykłym, ulotnym. A zasłuchany inżynier nie włączył nagrania.

 

Może tak miało być, może coś czuwa w takich chwilach, bo nie wolno, nie powinno się rejestrować tego rodzaju uniesienia.
Niektórzy mówią, że muzyka to prawdziwy język Boga. Jeśli spojrzymy na zapis muzyki, widzimy proporcje matematyczne. Pitagoras jako pierwszy zwrócił uwagę na korelację między zjawiskiem fizycznym, czyli napięciem struny, a dźwiękiem. Struktura akordu, harmonia, dysharmonia to matematyka fizyki. Według odpowiednich reguł pojawiają się określone fale, które mają swoje węzły lub nie, które znoszą się lub wzmacniają. Goethe nazywał muzykę architekturą trwającą w czasie. U podstaw architektury też jest matematyka. I różni ludzie potrafią się za pomocą muzyki komunikować poza językiem. Tylko z jakiej racji? Dlaczego ta abstrakcyjna mowa, ta fizyka, ciśnienia cząsteczek powietrza sprawiają, że odbiorca zaczyna płakać lub uśmiecha się, odpływa, leci w niewiadomym kierunku?

 

Tajemnica?
Przyzwyczailiśmy się do istnienia muzyki, ale gdyby na nią spojrzeć z perspektywy Marsjanina, to jak ją zrozumieć? Przypisuje się sztuce właściwości nadludzkie. Schelling mawiał, że sztuka potrafi zbawiać, posiada dar łaski, jest arkadią, poszukiwaniem harmonii. Harmonia stała się słowem przypisanym właśnie muzyce. Tajemnica tkwiąca w muzyce to temat niezwykły. Jakim cudem Japończycy tak znakomicie interpretują Chopina? 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.