Wydanie: MWM 05/2017

Claudio i Klaudioci

Article_more
W tym roku przypada 450. rocznica urodzin Claudia Monteverdiego. Wprawdzie znamy tylko dokładną datę jego chrztu, ale w tamtych czasach, z uwagi na dużą śmiertelność wśród dzieci, chrzczono je zaraz po urodzeniu. Dlatego można przyjąć, że kompozytor przyszedł na świat w pierwszej połowie maja 1567 roku w Cremonie.

Dożył sędziwego, jak na owe czasy, wieku siedemdziesięciu sześciu lat, w ciągu których nieustannie rozwijała się jego twórczość. Omijały go wszelkie nieszczęścia i choroby, jak na przykład epidemia dżumy w 1630 roku, wyszedł też cało ze zbójeckiego napadu podczas podróży z Mantui do Wenecji. Niestety wiele jego partytur zostało zniszczonych podczas najazdu Austriaków na Mantuę w 1630 roku, kiedy splądrowali oni dworską bibliotekę.

 

Claudio Monteverdi, żyjący na przełomie epok renesansu i baroku, nazywany jest ostatnim z madrygalistów i pierwszym twórcą nowożytnej opery. Wprowadził nowy sposób komponowania, w myśl którego muzyka wiernie oddaje znaczenie tekstu i przekazuje słuchaczom zawarte w nim emocje: ból, gniew, radość, smutek, miłość, nienawiść. Zastosował w praktyce zdobycze Cameraty Florenckiej, takie jak basso continuo i monodia akompaniowana.

 

W całym swoim życiu odbył tylko dwie dalekie podróże. Najpierw towarzyszył księciu Vincenzowi Gonzadze w kilkumiesięcznej wyprawie wojennej przeciw Turkom do Ostrzyhomia na Węgrzech (1595). Po raz drugi udał się z nim w czerwcu 1599 roku do Antwerpii i Brukseli, tym razem w celach leczniczych. Doświadczeniom zebranym w trakcie tych podróży zawdzięczamy Madrigali alla francese i wirtuozowskie partie skrzypiec w Vespro della Beata Vergine. Claudio nigdy nie był w Niemczech, ani w Anglii, tymczasem w tych krajach powstały zespoły, które obrały go sobie za patrona. Należy do nich Monteverdi Choir, założony w 1964 roku przez Johna Eliota Gardinera w Londynie. W Bawarii noszą jego imię dwa zespoły, w Monachium i w Würzburgu. Pierwszy w Niemczech powstał Chór Monteverdiego w Hamburgu (w skrócie Monte-Chor), założony w 1955 roku przez legendarnego dyrygenta Jürgena Jürgensa, który wówczas pełnił funkcję kierownika muzycznego na tamtejszym Uniwersytecie. Początkowo był to niewielki zespół działający przy Instytucie Włoskim. Po przejęciu przez Jürgensa zyskał nowych członków, głównie studentów. Do dziś nazywa się ich żartobliwie „Claudioten” – „Klaudioci”. Po śmierci Jürgensa w 1994 roku prowadzenie chóru przejął Gothart Stier, dyrygent, śpiewak i organista.  

 

Sława i bieda

W słoneczne, wiosenne popołudnie odwiedzam Urszulę Jürgens, wdowę po dyrygencie, która trafiła do Monte-Chor jako studentka muzykologii, a obecnie zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi. Mieszka w jednej z zacisznych dzielnic willowych Hamburga. Najciekawszym pomieszczeniem w całym domu jest piwnica, w której kiedyś znajdował się basen. Dziś mieści się tam ogromna biblioteka nutowa. W salonie wiele półek wypełniają płyty analogowe z nagraniami chóru, głównie dzieł jego patrona.

 

Zespół ma w repertuarze także utwory kompozytorów wcześniejszych, związanych ze szkołami niderlandzkimi, takich jak Josquin des Prez, Orlando di Lasso, Clemes de Janequin. Claudio Monteverdi poznał je w trakcie swojej edukacji muzycznej. Śpiewał w katedralnym chórze chłopięcym w Cremonie, ucząc się jednocześnie u Marca Antonia Ingegneriego, skrzypka i kompozytora specjalizującego się w madrygałach, zorientowanych stylistycznie na polifonię niderlandzką. Pierwsze utwory Claudia, trzygłosowe Sacrae cantiunculae, ukazały się drukiem, gdy miał piętnaście lat. W 1583 roku powstały Madrigali spirituali, utrzymane jeszcze w tradycyjnym charakterze, które nie zachowały się do dziś. Monteverdi napisał o nich w przedmowie: „moje pierwsze owoce, jeszcze niedojrzałe”. Rok później ukazały się Canzonetten à tre voci, a w 1587 roku – I księga Madrygałów pięciogłosowych.

 

W 1590 roku, po długich staraniach, Monteverdi zdobył posadę wiolisty na dworze księcia Vincenza Gonzagi w Mantui. Kiedy objął tam funkcję kierownika muzycznego (1601), był już uznanym autorem dwóch ksiąg madrygałów. Pozostał na tym stanowisku aż do śmierci księcia w 1612 roku. Władca lubił otaczać się wybitnymi artystami, nie był jednak w stanie zapewnić im odpowiedniego wynagrodzenia. Mimo odnoszonych sukcesów Claudio klepał biedę, dostawał bowiem tylko dwadzieścia skudów miesięcznie i to bardzo nieregularnie (wartość jednego skuda odpowiada pięciu późniejszym lirom). Nie służył mu też wilgotny klimat panujący w otoczonej bagnami Mantui. W 1589 roku wybrał się do Mediolanu, gdzie bez skutku ubiegał się się o posadę kapelmistrza w katedrze. Rok później poślubił Klaudię Cattaneo, jedną ze śpiewaczek na dworze Gonzagów i córkę swojego kolegi z orkiestry. Wkrótce urodził im się pierwszy syn, Franciszek, a w 1604 roku – drugi, Maksymilian.

 

Heretyckie” dysonanse

Przy okazji wydania IV księgi Madrygałów (1603), boloński ksiądz Giovanni Maria Artusi, kompozytor i teoretyk muzyki, wystosował pismo polemiczne pod adresem Monteverdiego, zatytułowane Artusi, albo o niedoskonałościach nowoczesnej muzyki. Pierwsza jego część ma formę rozprawy między młodym melomanem Luca, wielbicielem nowoczesnych madrygałów, a starszym, doświadczonym nauczycielem Vario. Tłumaczy on młodzieńcowi, że te utwory wcale nie są warte zachwytu i wytyka ich rzekome błędy. Nie mówi wprost, że chodzi o madrygały Monteverdiego, ale wynika to jednoznacznie z opisu. W drugiej części pisma Artusi krytykuje zastosowany przez Monteverdiego sposób komponowania, nazywając go seconda pratica, czyli czymś wtórnym, mniej doskonałym niż renesansowa prima pratica, na którą składały się ascetyczna polifonia, kontrapunktowanie (nota contra notam) i zredukowana do minimum chromatyka. Reprezentantami tego stylu byli Orlando di Lasso i Giovanni Pierluigi de Palestrina, którego Missa Papae Marcelli została uznana przez Sobór Trydencki za wzorcowy przykład komponowania muzyki sakralnej.  

 

Artusi najbardziej atakował swobodne stosowanie przez Monteverdiego dysonansów. Uważał, że „obrażają” zmysł słuchu, dlatego powinny być zneutralizowane przez konsonanse, które z kolei cechuje „słodycz i łagodność”. Monteverdi traktował chromatykę jako środek wyrazu, na przykład ilustrując słowa „tak gorzko uczysz (mnie) miłości” w takcie 13. madrygału Cruda Amarilli.

 

Claudio był na tyle inteligentny, że nie dał się sprowokować do otwartej dyskusji. W ten sposób wytrącił przeciwnikowi z ręki argument, pozwalający oskarżyć go przed sądem inkwizycyjnym o nieprawomyślność, a nawet o herezję. Artusi szalał z wściekłości, a Monteverdi milczał. W obronie kompozytora stanął jego starszy brat Giulio Cesare (również kompozytor i kapelmistrz w katedrze w Sàlo), który napisał w przedmowie do Scherzi musicali: „Słowo jest panem harmonii, nie jej sługą”. W międzyczasie ukazała się w 1605 roku V księga Madrygałów, najbardziej udana z dotychczasowych. Kompozytor wprowadził do utworów basso continuo i partie instrumentalne w zastępstwie wokalnych. Tym samym pojęcie seconda pratica nabrało pozytywnego znaczenia.

 

Artystyczne zyski i osobiste straty
Za początek ery nowożytnej w muzyce uznaje się premierę Orfeusza Monteverdiego (24 lutego 1607 roku), określonego gatunkowo jako favola in musica (bajka muzyczna). Było to zupełnie inne ujęcie tematu niż w najstarszej do dziś zachowanej operze Eurydyka Jacopo Periego, członka Cameraty Florenckiej. Tam, jak w teatrze antycznym, wszystko było statyczne i koturnowe, a warstwa muzyczna – monotonna. Monteverdi nadał swoim bohaterom ludzkie rysy, kazał im cierpieć, cieszyć się, wyrażać uczucia. Widzowie mogli ich nie tylko podziwiać, ale i utożsamiać się z nimi, a muzyka wprowadzała ich w odpowiedni nastrój. Aria Orfeusza, odwołująca się do momentu, w którym dowiaduje się on o śmierci Eurydyki, jest pełna dramatyzmu i trudna pod względem technicznym nawet dla współczesnych wokalistów. 

W tym samym roku powstały Scherzi musicali, czyli „Żarty muzyczne”, ale atmosfera, jaka im towarzyszyła, daleka była od wesołości. Nieszczęścia omijały Claudia, za to nie oszczędzały bliskich mu osób. W 1603 roku zmarła jego kilkumiesięczna córeczka Leonora, a cztery lata później – żona Claudia. Nie ożenił się powtórnie, choć ważną osobą była dla niego przez jakiś czas śpiewaczka Caterina Martinelli, którą poznał w 1603 roku i przeznaczył do premierowego wykonania partii Ariadny w swojej operze pod tym samym tytułem. Jeśli wierzyć źródłom, łączyła ich relacja typu mistrz-uczennica lub ojciec-córka. Caterina niespodziewanie pożegnała się z życiem tuż przed premierą, co było dla Monteverdiego wielkim ciosem. Zastąpiła ją Virginia Andrenini. Prawykonanie utworu, jakie odbyło się w 1698 roku w Mantui, z okazji ślubu księcia Francesca Gonzagi, okazało się sukcesem. Z opery zachował się do dziś jedynie Lament tytułowej bohaterki. W 1610 roku powstała jego czterogłosowa wersja Lasciate mi morire oraz dwa utwory z kręgu muzyki sakralnej: msza In illo tempore i Vespro della beata Vergine.

 

Nieszpory towarzyszą hamburskiemu Chórowi Monteverdiego od pięćdziesięciu lat. W 1966 roku nagrał go po raz pierwszy na płycie analogowej we Wiedniu. Oprócz solistów towarzyszyli mu klawesynista Gustav Leonhardt, zespół Concentus Musicus Nikolausa Harnoncourta i Capella Antiqua z Monachium. Nagranie, które pojawiło się na rynku muzycznym z okazji czterechsetnych urodzin kompozytora (1967), zrewolucjonizowało ówczesną scenę muzyki dawnej, przez kilka miesięcy utrzymywało się na liście bestsellerów i rozsławiło zespół na całym świecie. Chór był zapraszany z tym utworem nie tylko do krajów europejskich, lecz także do obu Ameryk i Australii, wykonywał go między innymi w Carnegie Hall w Nowym Jorku i na scenie Opery w Sydney. W tym roku chór wystąpił z Nieszporami w kościele Sankt Michaelis w Hamburgu. Podczas koncertu wiele osób spośród publiczności miało łzy w oczach.

 

W przypadku śpiewania w językach obcych Jürgens dbał o poprawną wymowę chórzystów, zwłaszcza włoską. Nie oszczędzał także i solistów. Doświadczyła tego Barbara Schlick, która jako młoda sopranistka brała udział w wykonaniu Orfeusza w Filharmonii Berlińskiej w 1974 roku. Kiedy zaśpiewała kilka pierwszych taktów, dyrygent przerwał jej i zapytał, dlaczego tak „bełkocze” po włosku. Następnie poszedł z nią do garderoby, gdzie dał jej pierwszą lekcję wymowy. Artystka miała wtedy ochotę zapaść się po ziemię, ale dziś wspomina ten incydent z wdzięcznością. Monte-Chor też na tym korzystał, bo wielokrotnie nagradzano go podczas Międzynarodowego Festiwalu Chóralnego w Arezzo.     

 

Okres wenecki

W lipcu 1613 roku, po śmierci Giulia Cesarego Martinenga, kapelmistrza Bazyliki św. Marka w Wenecji, zaproponowano objęcie tego stanowiska Monteverdiemu, co przyjął z radością. Od tej pory przestały dręczyć go kłopoty finansowe, bo jako „Maestro di Capella da Chiesa di San Marco” zaczął otrzymywać 400 skudów rocznie. Odnowił podupadły chór bazyliki i odświeżył jego repertuar. Jego starszy syn, Franciszek, pracował tam jako śpiewak-tenor aż do swojej śmierci w 1674 roku. Monteverdi pozostawał przez cały czas w kontakcie z dworem mantuańskim (o czym świadczy zadedykowanie VII księgi Madrygałów księżnej Caterinie Medici Gonzadze), ale nie chciał tam wracać, chociaż nieustannie go zapraszano. W 1627 roku był zmuszony prosić dwór o pomoc dla młodszego syna, Maksymiliana, aresztowanego przez inkwizycję za posiadanie książki znajdującej się na indeksie.

 

Członkowie Monteverdi-Chor z Hamburga mieli okazję doświadczyć „poprawności religijnej” niektórych Włochów. Kiedy w 1967 roku występowali w kościele św. Klary w Neapolu, pewne starsze małżeństwo dziwiło się, jak ktoś może śpiewać Nieszpory Monteverdiego, nie będąc katolikami. Jeden z chórzystów, Robert Schomacker, powiedział: „Śpiewamy je, bo to taka piękna muzyka”.

  

W 1632 roku Monteverdi przyjął święcenia kapłańskie, ale nadal tworzył głównie muzykę świecką. W 1638 roku ukazała się VIII księga Madrygałów, w 1640 roku ­– zbiór motetów i części mszalnych Selva morale e spirituale. Rok 1641 przyniósł dwa kolejne dzieła operowe Powrót Ulissesa do ojczyzny oraz Wesele Eneasza i Lawinii. Ale dopiero Koronacja Poppei stanowi, nomen omen, ukoronowanie całej jego twórczości. To najbardziej dojrzałe dzieło kompozytora, określone jako dramma in musica (dramat muzyczny), miało swoją premierę w 1642 roku w Teatro Santi Giovanni e Paolo w Wenecji. Występują tam postaci komiczne, określone przez jedną, wyróżniającą je cechę. Najbardziej błyskotliwy pod względem muzycznym jest finałowy taneczny duet Poppei i Nerona Pur ti miro, pur ti godo („Patrzę na ciebie, cieszę się tobą”).

 

Claudio Monteverdi zmarł 29 listopada 1643 roku w Wenecji. Pośmiertnie wydano jego czterogłosową mszę i cykl psalmów (1650), oraz IX księgę Madrygałów (1651).

 

Klaudioci w Polsce
Przebywający w 1625 roku w Wenecji król polski Zygmunt III Waza był tak zafascynowany Monteverdim, że chciał go ściągnąć na dwór do Warszawy, ten jednak odmówił. Za to hamburski chór jego imienia kilkakrotnie gościł z koncertami w naszym kraju. Urszula Jürgens miło wspomina podróże do Polski, zwłaszcza jedną z nich, odbytą w Wielkim Tygodniu w 1975 roku.

„W Częstochowie odsłonięto specjalnie dla nas cudowny obraz Czarnej Madonny, który w Wielkim Tygodniu pozostaje zazwyczaj zasłonięty. Następnie pojechaliśmy do Krakowa, gdzie śpiewaliśmy podczas liturgii Wielkiego Czwartku w kościele dominikanów. W trakcie obrzędu obmycia nóg, który sprawował kardynał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, wykonaliśmy Warum ist das Licht gegeben Brahmsa. Nocowaliśmy w klasztorze i w podzięce za gościnę podarowaliśmy zakonnikom naszą płytę z Nieszporami Monteverdiego. Oni dali nam baranka wielkanocnego z ciasta. Niestety żaden z naszych koncertów w Polsce nie mógł być oficjalnie rozpropagowany, nie było ani plakatów, ani ulotek, ani żadnej wzmianki w prasie. W 2001 roku mieliśmy zaszczyt wykonywać Siedem Bram Jerozolimy Krzysztofa Pendereckiego wraz z chórami z Rosji, Szwecji i Litwy, z okazji ponownego otwarcia głównej bramy Ermitażu w Sankt Petersburgu, pod dyrekcją kompozytora.”

 

Jürgen Jürgens był niewątpliwie ważną postacią w życiu Urszuli, ale potrafi spojrzeć na niego obiektywnie. Uważa, że jego następca, Gothard Stier, postarał się dla chóru o nowe, lepsze brzmienie, w czym pomogło mu jego doświadczenie wokalne. Na potwierdzenie tych słów gospodyni prezentuje mi dwa różne nagrania tego samego utworu – Stabat Mater Rossiniego – które dzieli od siebie piętnaście lat. Rzeczywiście, późniejsze, zrobione już za czasów Stiera, okazuje się wyrazistsze, tempo – szybsze, a brzmienie, zwłaszcza górnych dźwięków partii sopranów, łagodniejsze i bardziej klarowne.

 

Jak każdy ambitny chór w Niemczech, którego sama nazwa ma przyciągać słuchaczy na koncerty, Monteverdi-Chor musi wychodzić naprzeciw gustom współczesnej publiczności, spełniając jednocześnie powinność wobec swojego patrona. Dzięki szerokiemu repertuarowi, przede wszystkim a capella, potrafi doskonale łączyć jedno z drugim.