Muzyka z prądem

Article_more
Badano już zapachy i ich wpływ na życie naszych przodków, badano gwary, języki i modę – w ostatnich dekadach trafia na warsztat zarówno naukowców, jak i publicystów wszystko to, co było w przeszłości pomijane: życie codzienne, rola i dorobek kulturowy kobiet, w końcu także życie zwierząt i roślin. A co z dźwiękami?

Ponoć fonosfera miast w XVII czy XVIII wieku mimo braku samochodów i pracujących non-stop lodówek oraz wentylatorów daleka była od sielanki – by usłyszeć ptasi śpiew, trzeba było wyjechać na wieś. Wozy, bryczki, karoce i dorożki oraz rozmaite rzemieślnicze maszyny do cichych z pewnością nie należały. Jednak dopiero odkrycie elektryczności i błyskawiczny rozwój wszelakich napędzanych nią maszyn zmieniły nasze dźwiękowe otoczenie na dobre.

 

Sztuka hałasów

Powstanie muzyki nazywanej różnie: elektronową, elektryczną, elektroniczną, czy w końcu elektroakustyczną, było zatem w XX wieku tylko kwestą czasu… I po okresie pionierskich prób (których najbardziej znaczącym przejawem stały się działania futurystów, zwłaszcza Luigiego Russolo z jego manifestem Sztuka hałasów z 1913 roku oraz maszynami do czynienia hałasu, intonarumori) w drugiej połowie minionego stulecia muzyka z użyciem prądu zaczęła rozwijać się w tempie zawrotnym. W Polsce po pierwszych próbach prowadzonych na styku dźwięku i obrazu w Wytwórni Filmów Dokumentalnych, gdzie pracował między innymi Włodzimierz Kotoński, centrum badań nad nowymi elektrycznymi brzmieniami przeniosło się do Polskiego Radia. Stało się tak za sprawą działań entuzjasty nowego medium – Józefa Patkowskiego, pomysłodawcy i założyciela Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia w Warszawie (SEPR,1957). W ogóle miejscem, w którym eksperymentowano z elektrycznym dźwiękiem, było w Europie radio. Gdzie to się zaczęło? „Francja jest miejscem narodzin tej muzykimówi Elżbieta Sikora, dyrektor festiwalu Musica Electronica Nova. – Tam powstały pierwsze utwory, takie jak Symfonia dla samotnego człowieka czy Wariacje na drzwi i westchnienie. Tam w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych eksperymentowano bardzo radykalnie z dźwiękiem”.

 

W Polsce pierwsze koncerty zamknięte – kolaudacje przeznaczone dla specjalistów, na których prezentowano „utwory na taśmę” – odbywały się w Polskim Radiu, były organizowane przez SEPR, a pierwszym festiwalem, na którym przedstawiano tę muzykę szerszym kręgom publiczności, była Warszawska Jesień. Począwszy od 1958 roku koncerty te prowadził z ogromną charyzmą Józef Patkowski, co do dziś wspominają bywalcy pierwszych festiwali, a jednym z pierwszych utworów odsłuchanych w ramach tych koncertów był słynny Gesang der Junglinge (Śpiew młodzianków) Karlheinza Stockhausena. Powołanie do istnienia festiwalu, na którym prezentowano by wyłącznie muzykę elektroakustyczną, było więc tylko kwestą czasu. Traf chciał, że na ten tak prosty i oczywisty pomysł wpadła teoretyczka muzyki z Wrocławia, Izabela Duchnowska, było to w 2005 roku. Dyrektorem pierwszego festiwalu został Stanisław Krupowicz, kompozytor i wychowanek „Centre for Computer Research in Music and Acoustics” na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii, kolejnymi edycjami festiwalu kierowali Michał Talma-Sutt i Rafał Augustyn, a od 2011 roku przy wsparciu komisji programowej festiwalem zawiaduje kompozytorka i wychowanka między innymi Pierre’a Schaeffera, Elżbieta Sikora. 19 maja rozpocznie się we Wrocławiu ósma edycja tego festiwalu, i zarazem ostatnia przygotowana przez Sikorę.

 

Nowe i stare

Pierwsze festiwale Musica Electronica Nova prezentowały przede wszystkim nieznaną w Polsce klasykę muzyki elektroakustycznej – utwory Luigiego Nono, Pierre’a Bouleza, ale także Fausto Romitellego czy Alejanda Viñao oraz zamawiane specjalnie na tę okazję nowości. W programie z 2005 roku znalazły się utwory z SEPR, ale też eksperymentalny koncert live electronics Lutosphere. Jednak życie lubi zaskakiwać i kolejni dyrektorzy MEN szybko zorientowali się, że wciąż rozwijająca się technologia muzyki z prądem wcale nie jest najważniejsza, a najnowszymi trendami muzycznej elektroniki rządzą dziwne prawa. Na przykład? Zepchnięte do lamusa płyty winylowe zaczęły wracać do łask i to w tempie zawrotnym. Kasety magnetofonowe? To samo: w 2011 roku dwaj studenci kompozycji Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Mikołaj Laskowski i Jacek Sotomski, założyli kultowy dziś duet magnetofonowy Sultan Hagavik. „Nowe wraca, to przekorne stwierdzenie mówi samo za siebie przyznaje Elżbieta Sikora i dodaje: – Najmłodsze pokolenie fascynuje się muzyką Pierre’a Henry’ego, a Pierre’a Schaeffera uznaje za swego duchowego ojca. Kompozytorzy próbują powracać do studia analogowego (niedawno powstało kilka takich pracowni)”. Jednym z ważniejszych wydarzeń festiwalu MEN było przygotowanie w 2015 roku przez Cezarego Duchnowskiego i Marcina Rupocińskiego z wrocławskiego Studia Kompozycji Komputerowej rekonstrukcji słynnego utworu Kazimierza Serockiego z 1978 roku Pianophonie na fortepian, elektroniczne przetworzenie dźwięku i orkiestrę.

 

Z jednej strony zatem – najnowsza technologia, w ramach której eksperymentuje się z kreowaniem dźwięku w przestrzeni – tą dziedziną zajmuje się między innymi Ewa Trębacz, polska kompozytorka pracująca od kilkunastu lat w Center for Digital Arts and Experimental Media (DXARTS) na Uniwersytecie Washingtona w Seattle. Z drugiej strony „wraca nowe”, pionierskie maszyny i instrumenty elektroniczne wykorzystywane są zwłaszcza przez kompozytorów najmłodszego pokolenia: Martę Śniady, Monikę Szpyrkę, Mikołaja Laskowskiego, Jacka Sotomskiego. Ich utwory usłyszymy w tym roku na festiwalu MEN. Elżbieta Sikora przekonuje: „Młodzi szukają czegoś dla nich nieznanego w brzmieniu dawnych nośników analogowych czy też we wczesnych kompozycjach elektroakustycznych wykorzystujących analogowe urządzenia takie jak Moog. Od pewnego czasu wraca też do łask zapomniany ring modulator”.

Z roku na rok coraz większą popularnością cieszą się zapomniane, wydawało się na zawsze, pierwsze elektroniczne próby, na przykład rekonstrukcje maszyn Luigiego Russolo, intonarumori. Dorobek XX wieku wciąż podlega rewizjom i re-interpretacjom, a hierarchie ważności dzieł, kompozytorów oraz całych muzycznych nurtów i szkół zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dokonania XX-wiecznej muzycznej elektroniki pozostają wciąż najważniejszym punktem odniesienia, są badane i inspirują kolejne pokolenia artystów. Elżbieta Sikora pytana przeze mnie o rewizje na festiwalu MEN wylicza: „Pokazaliśmy zapomnianą muzykę Luca Ferrariego do filmu Piotra Kamlera Chronopolis; zrekonstruowaliśmy też na żywo utwór Ferrariego Lodołamacz. Pokazaliśmy także awangardowe filmy anonimowe z lat sześćdziesiątych z muzyką czołowych kompozytorów elektroakustycznych etc. etc.”.

 

Awangarda dziś

Theremin i Fale Martenota; samo nagrywanie płyt oraz taśm magnetofonowych; łączenie rozmaitych dziedzin sztuki i gatunków, jak również wkraczanie na teren muzyki elektroakustycznej twórców bez wykształcenia akademickiego. Do tego muzyka i inżynieria – łączenie dyscyplin, „oglądanie” fal dźwiękowych pod lupą działających wspólnie fizyków, akustyków i artystów. Wszystko to wydaje się naturalną perspektywą dla tej dziedziny sztuki. Jeżeli możemy mówić dzisiaj o awangardzie, to właśnie tu!

 

Estetyczne fascynacje zmieniają się w naszych czasach jak niegdyś moda na kształt kapeluszy i kolor rękawiczek. Muzyka industrialna inspirowana awangardą i eksperymentami z lat pięćdziesiątych już w latach siedemdziesiątych trafiła pod strzechy, choćby za sprawą działalności takich nieakademickich artystów, jak Florian Schneider i Ralf Hütter z zespołu Kraftwerk. Czy można wyobrazić sobie festiwal Musica Electronica Nova bez dokonań artystów tak odległych od muzycznej akademickości? Sądząc po działalności twórców najmłodszych pokoleń – nie. Kompozytorzy kształceni w akademiach muzycznych w sztuce klasycznego kontrapunktu sami tworzą dziś wideo do swoich utworów, albo – jak robi to Wojtek Blecharz – wymyślają dla instrumentalistów choreografię. Muzyka i elektronika, dźwiękowe instalacje, taniec i choreografia dłoni – muzycy zajmujący się współczesnością wciąż przekraczają kolejne granice.  

 

W tym roku w ramach ósmej edycji festiwalu Musica Electronica Nova John Zorn grać będzie na organach, wystąpi w rozmaitych kontekstach muzyki z prądem (między innymi z Lucą Bagnolim, inżynierem z paryskiego IRCAM-u (Institut de Recherche et Coordination Acoustique/Musique, czyli Centrum Badawczo-Koordynacyjne Akustyki i Muzyki) oraz z muzykami NFM Filharmonii Wrocławskiej. W programie znalazły się nowe utwory na orkiestrę i elektronikę samej Elżbiety Sikory oraz utwory eksperymentalnych formacji kompozytorów z Polski, Belgii, Włoch, Szwecji i Francji.

 

Jaka będzie przyszłość tej nowej (jednak!) dziedziny muzyki i sztuki? Czy trendy i nowe tendencje w tej dziedzinie będą zmieniały się tak często, jak do tej pory? To są oczywiście pytania, które na razie pozostają bez odpowiedzi. Warto jednak na koniec przypomnieć zdanie wypowiedziane kilka dekad temu przez jednego z największych XX-wiecznych wizjonerów muzyki, Karlheinza Stockhausena: „Czas myślowego absolutyzmu dobiega końca i wraz z nim czas produktów sztuki, które są odbiciem zdolności umysłowych”. Najnowsze badania nad mózgiem dowodzą, że myślimy obrazami. I tym kontrowersyjnym dla miłośników muzyki stwierdzeniem zachęcam do uczestnictwa w ósmym festiwalu Musica Electronica Nova, który zaczyna się 19 maja. Dojdzie na nim do rozmaitych interdyscyplinarnych sprzęgnięć.