Wydanie: MWM 05/2017

Muzyczny przestwór

Article_more
Przepis na muzyczny mrok? Proszę bardzo: tempo Maestoso, metrum 6/4, stała nuta (wartości równej całemu taktowi, czyli tutaj cała nuta z kropką), a do tego następujący mix instrumentów: kontrabasy, altówki, waltornie i koniecznie tremolo kotłów. To tło, trwa może chwilę, jednak wystarczająco długo, by zafrapować, zasiać wątpliwość i rozbudzić ciekawość – co dalej, co z tego wyniknie?

W dobrym wykonaniu ta „chwila” wydaje się namiastką wieczności i wyznacza niezwykłą przestrzeń. Zaraz odnajdą się w niej skrzypce i zaintonują pierwszy temat – zdecydowany, mocny. Muzyka ciemna i pełna siły, jakby wynurzająca się z wielkiej otchłani. Na podstawie tych pierwszych dźwięków ekspozycji trudno właściwie wnioskować, z jaką formą będziemy przez ponad 50 następnych minut obcować. Symfonia? A może niekoniecznie?


Kiedy po raz pierwszy usłyszałem owo ponure współbrzmienie, wiedziałem, że zostanie ze mną już na zawsze. Oczarowało mnie, rozbudziło apetyt na ciąg dalszy. Początek I Koncertu fortepianowego d-moll op. 15 Johannesa Brahmsa, jednego z tych dzieł, które w istocie są niezwykłe, ponieważ nigdy się nie nudzą i nigdy nie ujawniają swoich najgłębszych tajemnic. Zebrałem już kilkanaście interpretacji, każda z nich jest inna, naznaczona piętnem osobowości wykonawców (to pewnie kluczowa sprawa), ale nie śmiem powiedzieć, że Koncert znam, że odsłonił przede mną swoje wszystkie tajemnice. Wiem, trochę to banalne – dzieła sztuki za każdym razem odczytywane powinny być na nowo, dlatego istnieją. Ale akurat ten utwór jakoś szczególnie ogniskuje uwagę, powoduje, że gdy się do niego wróci, to wynagrodzi ów powrót czymś szczególnym, nieoczekiwanym. Jednakże przestrzegam – nie należy czynić tego zbyt często. Koncert d-moll Brahmsa trzeba smakować w odpowiednio separowanych dawkach. Może przecież przytłoczyć, w końcu najłatwiejszy i najpogodniejszy nie jest. 

 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.