Wydanie: MWM 06/2017

Po godzinach

Article_more
Stare powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki. A jak jest z muzykami ze świata „akademickiego”? Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają w wolnych chwilach? Pytamy ich o to co miesiąc.

Wprost przepadam za jazzem – wpłynęły na to przede wszystkim moje pierwsze spotkania z muzyką, za które odpowiedzialni byli rodzice. Obydwoje są klasycznie wykształconymi pianistami, jednak tata ma niezwykły talent do jazzu. Często improwizował w domu i robił to po prostu fenomenalnie! Gdy byłam dzieckiem, często zabierał mnie na swoje koncerty. Wspólnie graliśmy standardy jazzowe, to znaczy tata grał, a mnie to kompletnie nie wychodziło (śmiech). Mimo to miłość do jazzu nie wygasła. Poza dziecięcymi występami, tylko raz miałam okazję zagrać jazz przed publicznością. Było to jedenaście lat temu, kiedy odbierałam nagrodę TVP Kultura w kategorii Muzyka Poważna. Wystąpiłam wtedy między innymi z Włodzimierzem Nahornym, Andrzejem Jagodzińskim i Dorotą Miśkiewicz. Byłam przerażona, że muszę zagrać parę dźwięków z tak wybitnymi muzykami, więc niewiele z tego wszystkiego pamiętam (śmiech). 

 

Agata Szymczewska – skrzypaczka, solistka, prymariuszka Szymanowski Quartet, wykładowczyni UMFC w Warszawie, laureatka wielu konkursów skrzypcowych, w tym zwyciężczyni XIII Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Uhonorowana „Paszportem” Polityki, nagrodą TVP Kultura, Transatlantyk Chopin Award i czterema „Fryderykami”. Jej najnowsza płyta Modern Soul (2016) to zbiór sonat skrzypcowych napisanych na zamówienie artystki przez młodych polskich kompozytorów. 

Dziś jestem wielką fanką Tomasza Stańki i Marcin Wasilewski Trio. Od samego początku śledziłam karierę Wasilewskiego, który był uczniem mojego taty. Twórczością Stańki zainteresowałam się zaś dzięki jego przedsięwzięciom powstałym we współpracy z Wasilewskim. Do tych dwóch nazwisk koniecznie muszę jeszcze dodać Keitha Jaretta. Nie przypominam sobie koncertów muzyki klasycznej, które wywarłyby na mnie tak ogromne wrażenie, jak jego występ w londyńskiej Royal Festival Hall. Jarett przez ponad trzy godziny czarował muzyką w obecności niemal trzech tysięcy słuchaczy… To było po prostu niesamowite! Często specjalnie jeżdżę na koncerty – ostatnio byłam w NFM posłuchać kolejnego świetnego pianisty, Brada Mehldau. Wielką radość sprawia mi także słuchanie Atom String Quartet – cenię ich kompozycje i uważam, że w swojej kategorii nie mają sobie równych. Podziwiam również Adama Bałdycha, który jest nie tylko fenomenalnym skrzypkiem, lecz przede wszystkim człowiekiem wyjątkowo kreatywnym, myślącym absolutnie ponad akademickimi schematami. Miałam okazję słyszeć go na żywo i przyznam, że gdybym miała wybierać, to najpewniej po raz kolejny poszłabym na taki koncert nawet za cenę opuszczenia koncertu skrzypka klasycznego. Oczywiście bardzo cenię i lubię muzykę klasyczną, jednak jazz ma w sobie coś jeszcze – coś bardziej osobistego, emocjonalnego, intymniejszego. Jest naprawdę wyjątkowy. Gdyby nie to, że zwyczajnie brak mi odpowiedniego warsztatu, sama chętnie zostałabym jazzmanką. Głównie dlatego, że czuję silną potrzebę wyrażania swoich emocji i dzielenia się nimi z publicznością.