Wydanie: MWM 06/2017

Być jak Amazonka

Article_more
Dwadzieścia lat temu miałam w Mali przygodę muzyczną, którą przeżywam do dziś, choć faktycznie wówczas nie zaistniała. To było w Bamako, poznałam tam przesympatycznego młodzieńca z dobrego i bogatego domu. Jego mama była potentatem na rynku cementu w Afryce Zachodniej i zaprosiła mnie na kolację. Wyruszałam wtedy do Gwinei, więc przełożyliśmy ów wieczór na czas po moim powrocie.

Spóźniłam się z powrotem do Bamako o kilka dni, bo to był szmat drogi, pora deszczowa i Afryka, w której podróże dość często nie trzymają się ustalonych ram czasowych. Na dworcu czekał na mnie mój młodzieniec. Przychodził tam codziennie, aż się doczekał. Ale przyszedł z przykrą wieścią: kolacja miała być dla mnie niespodzianką, która się z powodu mego spóźnienia nie udała. Mama zaprosiła na ową kolację swego sąsiada, Salifa Keitę! Tego właśnie, legendę muzyczną.

 

Zobaczyłam go dopiero po wielu latach i to z daleka, podczas koncertu we Wrocławiu. Od czasu owej kolacji w Bamako pociąga mnie silnie każda muzyczna twórczość z Mali. Kilku legendarnych muzyków spotkałam osobiście z powodów zawodowych. Słucham ich płyt namiętnie. To Toumani Diabaté, wirtuoz kory, czy Kassé Mady Diabaté, niezwykły śpiewak. Zachwyca mnie jeden z największych gitarzystów na świecie, nieodżałowany Ali Farka Touré – we Wrocławiu miałam szczęście spotkać jego syna Vieux Farka Touré, pieśniarza i gitarzystę.

 

A teraz do stolicy Dolnego Śląska zjechały malijskie artystki, a pośród nich takie sławy, jak Mariam Doumbia ze słynnego duetu Amadou i Mariam, Kandia Kouyaté, wielka griotka, pieśniarka i wirtuozka kory, Mamani Keïta, rewelacyjna pieśniarka i perkusistka, a z młodszych – perkusistka Mounéïssa Tandina, która karierę zaczynała w słynnym malijskim żeńskim zespole instrumentalnym Kaladjoula Band. O tej ostatniej, która gra na wielu instrumentach, także na gitarze akustycznej, i jest córką Mamouda Tanina (pioniera muzyki współczesnej w Mali), mówi się „dziewczyna o złotych palcach”.

 

Tak więc panie pojawiły się marcu w silnym gronie na estradzie Narodowego Forum Muzyki i przedstawiły fantastyczną dawkę energii muzycznej na najwyższym poziomie artystycznym. Spotkałam się z nimi kilka chwil po koncercie. Od dwóch lat realizują wspólne przedsięwzięcie Les Amazones d’Afrique.

 

Mariam Doumbia, pieśniarka, wyjaśnia: „Ideą tego projektu jest przeciwstawianie się za pomocą sztuki przemocy wobec kobiet. Poprzez nasze piosenki mówimy kobietom, by wyszły z ukrycia, przemogły strach i mówiły głośno o tym, co je boli. Mówimy mężczyznom, by szanowali kobiety, nie krzywdzili ich, bo to ich matki, siostry, żony, córki”.

 

Doumbia jest aktywistką od początku swej długiej już kariery muzycznej. Występuje w znanym na świecie duecie artystycznym z Amadou Bagayoko (prywatnie również stanowią parę) od prawie trzydziestu lat i nazywają się po prostu Amadou i Mariam. Są niewidomymi muzykami, silnie zaangażowanymi w problemy Afryki. To ambasadorzy akcji społecznych na rzecz przeciwdziałania głodowi, na rzecz pomocy niewidomym czy chorym na niedokrwistość sierpowatą (drepanocytose), dotykającą populacje subsaharyjskie. Ich piosenki bywają też mocno zaangażowane politycznie, zwłaszcza teraz, gdy Mali jest wstrząsane atakami terrorystycznymi, niespokojne z powodu konfliktów etnicznych.

 

Dlaczego „Amazonki Afryki”? Kandia Kouyaté, wybitna griotka, tłumaczy mi: „Amazonki to wojowniczki obecne w historii krajów Afryki Zachodniej, zarówno Mali, Gwinei, Burkina Faso, Dahomeju (dzisiejszy Benin) czy Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany. Kilka z nich, należących do królewskich rodów, sławi się w starych pieśniach do dziś za ich odwagę, siłę, znaczenie dla imperium. Niektóre z tych pieśni śpiewamy podczas naszych koncertów. Amazonka to słowo symboliczne. Amazonki były kobietami wolnymi, posiadającymi władzę i głos liczący się w społeczeństwie. 

Kouyaté jest griotką z dziada pradziada, należy do jednego z dwóch najważniejszych klanów griotów pielęgnujących tradycję do dziś (obok Kouyaté to także ród Diabaté). Bycie griotem to w telegraficznymi skrócie bycie „strażnikiem pamięci” narodu. Grioci są arystokracją ludu Mandingów, założycieli imperium Mali rozciągającego się przede wszystkim na dzisiejszych terenach Mali i Gwinei. Z rodzin griotów wywodzi się współcześnie wielu znanych afrykańskich muzyków. Malijska muzyka w dużej mierze jest związana z ich tradycją, zarówno w zachowanych tekstach pieśni epickich, jak i w tradycyjnym instrumentarium.

 

„Nie jestem artystką, a griotką – podkreśla Kouyaté. – To nie zawód, lecz tradycja rodzinna, w którą wpisuję się całym moim życiem. I tak będzie aż do śmierci. Griot w Mali wzbudza w ludziach szacunek. Choćby nasza rozmowa – gdy weszłaś tu, ja pierwsza zadałam ci pytanie, bo griot w grupie inicjuje rozmowę. Jest taki charakterystyczny zwrot pokazujący wciąż ważne znaczenie griota w społeczeństwie: mówi się, że Kandia powiedziała tak i tak, i trzeba to respektować”. Doumbia dodaje: „Griot jest też mediatorem między ludźmi i busolą moralną. Gdy rodzi się jakiś problem lub dochodzi do konfliktu, wzywa się griota, by orzekł, jak należy postąpić”.

 

Kandia, wbrew jej własnym słowom, jest wybitną artystką, ma na koncie wiele płyt, koncerty na całym świecie. Dziś już nie gra na korze, uniemożliwił jej to przebyty przed laty udar, ale jej śpiew wciąż jest niezwykły, hipnotyczny. To dlatego mówi się o niej „Niebezpieczna”. W języku malinké wykonuje tradycyjną muzykę griotów – pieśni epickie, pochwalne, miłosne.

Wrocławski koncert pokazał, jak umiejętnie artystki łączą tradycję z muzyką nowoczesną, jak atrakcyjnie przeplatają style oraz gatunki i jak są wszechstronne w roli pieśniarek oraz instrumentalistek.

 

Domeną Mariam Doumbia jest blues i rock. Z kolei bardzo energetyczna Mamani Keïta, która karierę zaczynała u boku słynnego Salifa Keity, łączy malijską muzykę tradycyjną z jazzem i electro. Najmłodsze na estradzie są Pamela Badjogo, specjalizująca się w afro-jazzie, Rokia Koné, zafascynowana jazzem, bluesem i rockiem, które wplata w oryginalną tradycję muzyki swego ludu Bambara zamieszkującego okolice miasta Ségou, i Mariam Koné, uprawiająca world music. Kandia Kouyaté podkreśla: „Trzeba być na bieżąco z trendami współczesnej muzyki, bo świat się zmienia i by móc do niego przemawiać, trzeba wsłuchać się w te zmiany. Nie rezygnujemy z naszej starej kultury, ale wpuszczamy do niej umiejętnie nowoczesność”. Wszystkie panie zgodnie dodają, że w ich grupie doświadczenie i mądrość łączone są bez obaw z głodną nowości młodością. Choćby śpiew Kandii Kouyaté, od zarania towarzyszący grze na korze, n’goni i balafonie, fascynująco łączy się ze współczesnymi instrumentami.

 

Zebrały się razem, by mówić w świecie do różnych narodowości, różnych generacji o problemach kobiet, nie tylko w Afryce. Swoją sztuką, koncertami, płytami wspierają Fundację Panzi doktora Denisa Mukwege w Demokratycznej Republice Konga. Ów chirurg ginekolog od czasów wojny domowej w latach dziewięćdziesiątych pomaga Kongijkom zgwałconym przez żołnierzy. Co roku fundacja bierze pod opiekę około trzy i pół tysiąca ofiar przemocy seksualnej, przywraca im zdrowie i godność. Kandia Kouyaté wyjaśnia: „Teksty naszych piosenek opowiadają o różnych rodzajach przemocy wobec kobiet, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, za sprawą której są nierzadko skazane na wykluczenie ze społeczności. To jest nasz sposób walki z tym zjawiskiem”. Mariam Doumbia dodaje: „Nasz przekaz nie jest jednak wymierzony w mężczyzn, nie z nimi walczymy, bo przecież kobieta i mężczyzna dopełniają się. Staramy się jednak zmienić mentalność ludzi, ich wrażliwość społeczną, sposób postrzegania kobiety”.

 

„Gdy kobiety spotykają się razem, czy to na estradzie, czy na podwórzu swego domu – opowiada Rokia Koné – przestają mieć znaczenie różnice wieku, pochodzenia, doświadczenia życiowego. Jesteśmy równe i silne, potrafimy obronić się same. Nasze koncerty są przede wszystkim dla kobiet, mają im uświadomić ich piękno, wyjątkowość i siłę”. Kouyaté podkreśla: „W jednej z moich piosenek śpiewam »Nie każcie płakać niewinnym, dzieciom, imigrantom, uciekinierom«. A w kolejnej: »kobiety są zdolne zostać tym, kim zechcą, także prezydentem kraju«. Doumbia z kolei twierdzi: „Śpiewam przeciw wojnie, która toczy się przecież nie tylko w Mali. Proszę, byśmy podali sobie ręce i przestali być wrogami. W innym tekście śpiewam o prawie każdego człowieka do nauki, także dziewczynek i kobiet. Nie wolno zakazywać naszym dzieciom uczyć się czytać i pisać – powinny mieć szanse na lepsze życie”. Rokia Koné deklaruje: „Nasze cierpienie stało się naszą bronią – nie chcemy jednak nikogo ranić, lecz bronimy prawa do własnej godności i wartości w społeczeństwie”.

 

Cudowne było to spotkanie z kobietami, które nie marnują swych wyjątkowych talentów. Na estradzie każda opowiada o innym wycinku codziennego życia kobiety, i gdy tak rozmawiają ze sobą, czujemy, jak przepływa przez nas energia owych współczesnych Amazonek. Z koncertu wyszłam silniejsza, czuję to.