Wydanie: MWM 06/2017

Bellini i Baculard

Article_more
Pewnego dnia w pocztowej przesyłce z Anglii przyszła nowa płyta. Jej okładka jest w tym odcieniu seledynu, który wielbicielom wykwintnych słodyczy kojarzy się z paryską cukiernią znaną ze znakomitych makaroników, a znawcom mody – z jednym z nowojorskich domów jubilerskich. Na płycie, wydanej przez Opera Rara, znaleźć można pierwsze operowe dzieło Vincenza Belliniego, jego pracę dyplomową – Adelson e Salvini.

Urodzony w sycylijskiej Katanii Bellini studiował w Neapolu w Konserwatorium Królewskim od 1819 roku. Jak pisze Benjamin Walton, niewiele wiemy o tym, jakie wrażenie na młodym przybyszu wywarła stolica Królestwa Obojga Sycylii, wywarła je jednak na pewno.

 

„Miasto było dziesięć razy liczniejsze niż jego rodzinna Katania. Królewskie konserwatorium znajdowało się w byłym klasztorze San Sebastiano, około dwudziestu minut spacerem na północ od bogato zdobionego i szczodrze dotowanego Teatro San Carlo, który niedawno odbudowano po pożarze. Wówczas była to największa scena teatralna na świecie”.

 

W studenckich latach Belliniego w neapolitańskim Teatro San Carlo królował Gioacchino Rossini. Bellini zaczął studia kilka miesięcy po premierze jego Ermione i kilka miesięcy przed premierą La donna del lago. „Kontrast pomiędzy sytuacją jednego i drugiego twórcy nie mógł być większy. Rossini wytyczał nowe szlaki włoskiej opery seria przed zachwyconą publicznością w San Carlo – pisze Walton – Bellini, zaledwie dziesięć lat młodszy, znalazł się w klasie dla początkujących, jako że jego przywiezione z Sycylii kompozycje nie zrobiły na profesorach wrażenia”. Talent Belliniego szybko jednak dał mu w konserwatorium wyjątkową pozycję i oficjalny tytuł primo maestrino, który uprawniał do samodzielnego pokoju (podczas gdy inni studenci musieli mieszkać razem) oraz bezpłatnego odwiedzania Teatro San Carlo we czwartki i niedziele. 

 

W 1825 roku Belliniego wyróżniono możliwością napisania opery, która została wystawiona z ogromnym powodzeniem przez szkolny teatr. Wybierając libretto, młody kompozytor musiał wziąć pod uwagę szereg czynników – ze względu na możliwości niewielkiej sceny w skomponowanym dziele nie mogło być zbyt wiele zmian dekoracji, orkiestra miała ograniczony skład, trzeba było także liczyć się z tym, że w obsadzie byli tylko chłopcy i mężczyźni, więc należało ograniczyć role żeńskie (choć nie było konieczności zrezygnowania z nich całkowicie). Za zgodą swych profesorów Bellini wybrał libretto Andrei Leone Tottoli, oparte na opowiadaniu Adelson et Salvini: Anecdote anglaise pochodzącym z tomu Épreuves du sentiment francuskiego pisarza i dramaturga François-Thomasa-Marie de Baculard d’Arnaud. „Dziś właściwie zapomniany, Baculard za życia – pisze Walton – był wielką sławą, jego dzieła docierały do szerokiego grona odbiorców, od ludzi najbiedniejszych po królową Marię Antoninę, która kazała zbiór jego utworów specjalnie oprawić na swój własny użytek”.

 

Baculard prowadził bogatą korespondencję, między innymi z królem Prus Fryderykiem II, miał też bliskie kontakty z drezdeńskim dworem polskiego króla Augusta III Sasa. W 1752 roku Baculard zadedykował swoje Lamentacje Jeremiasza „królowej polskiej, elektorowej saskiej” Marii Józefie Habsburżance. Nazwisko Bacularda d’Arnaud pamiętane jest dziś jednak przede wszystkim dzięki temu, że jego dzieło wykorzystane zostało w operze młodego Belliniego. Gdyby nie Bellini, zapewne pamięć o Baculardzie zawłaszczyłby Wolter, z którym pisarz ten się silnie poróżnił. Wolter zaś jego dedykowane królowej polskiej ody skwitował złośliwym czterowierszem:

 

Savez vous pourquoi Jérémie
A tant pleuré pendant sa vie?
C'est qu'en prophète il prévoyait
Que Baculard le traduirait.

 

Czy wiecie, czemu Jeremiasz,
tyle w życiu płakał?
Ponieważ pewien prorok uprzedził go,
że tłumaczyć będzie go Baculard.