Wydanie: MWM 07/2017

Po godzinach

Paweł Hendrich
Article_more
Stare powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki. A jak jest z muzykami ze świata „akademickiego”? Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają w wolnych chwilach? Pytamy ich o to co miesiąc.

Muzyką zacząłem interesować się pod koniec szkoły podstawowej, gdy miałem czternaście lat. Zacząłem wtedy słuchać metalu i chciałem grać na gitarze elektrycznej. Za oszczędności kupiłem pierwszy instrument, zrobiony chyba z deski do prasowania (sic!), miniaturowy wzmacniacz oraz efekt distortion – podstawę brzmienia w ciężkiej muzyce. Kolejne instrumenty były już, na szczęście, lepszej klasy.

 

W tym okresie ambitnie ćwiczyłem, a szkoliłem się głównie jako autodydakta. Muzykę metalową poznawałem z nagrań i koncertów, kupowałem kasety (potem płyty) oraz koszulki ulubionych zespołów, takich jak Metallica, Slayer, Acid Drinkers czy Vader. Interesowałem się również gitarzystami, którzy w latach dziewięćdziesiątych święcili swe triumfy. Byli to między innymi Joe Satriani i Steve Vai. Z kolegami założyłem kilka garażowych zespołów i pewnie wiódłbym obecnie wesoły żywot rockandrollowca, gdyby nie dziwna potrzeba. Pisząc kolejne riffy gitarowe, układając rytmy perkusji, aranżując kawałki, ogarniało mnie coraz większe pragnienie dowiedzenia się, jakie reguły rządzą muzyką. Z tą, może dość nietypową, motywacją, mając osiemnaście lat wybrałem się do średniej szkoły muzycznej – wrocławskiej PSM im. Ryszarda Bukowskiego. W efekcie gitarę elektryczną oraz muzykę thrash- i deathmetalową zamieniłem na waltornię i twórczość klasyczną. Chęć poznania muzyki „od środka” przeobraziła się w nieodpartą potrzebę komponowania. Nie mając wcześniejszej edukacji, a będąc ambitnym, chłonąłem wszystko, co się dało. Myślę, że za sprawą muzyki metalowej muzyka współczesna, często przepełniona dysonansem, szybko przypadła mi do gustu. Dzięki swemu ówczesnemu nauczycielowi, Jerzemu Filcowi, mogłem opanować warsztat niezbędny do samodzielnego komponowania utworów kameralnych, a po jakimś czasie również na większe orkiestrowe składy. 

 

Paweł Hendrich – kompozytor, pedagog, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego i Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Jest laureatem licznych nagród, w tym między innymi III nagrody Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego Fundacji im. F. J. Reinla w Wiedniu. Jego utwory wykonywano podczas czołowych polskich festiwali muzyki współczesnej, a także za granicą – w Europie i USA. Współtworzy trio Phonos ek Mechanes, pracuje również z Adamem Bałdychem (projekt Avatar). W ubiegłym roku został dyrektorem artystycznym festiwalu Musica Polonica Nova w Narodowym Forum Muzyki.

Przez kolejne lata nie wracałem do twórczości rozrywkowej lub słuchałem jej bardzo rzadko, wciąż nadrabiając zaległości z klasycznej literatury muzycznej. Muzyka metalowa wróciła do mnie po latach, gdy ukończyłem kompozycję na wrocławskiej Akademii Muzycznej. Mając zapewne więcej czasu, który poświęcałem na komponowanie, w wakacje wróciłem do starych nagrań i zacząłem śledzić nowe zespoły sceny metalowej. Około 2008 roku zafascynowałem się zespołem Meshuggah oraz innymi ciężkimi gatunkami, które rozwinęły się od końca lat dziewięćdziesiątych. Do tej pory wracam do kilku albumów tej szwedzkiej grupy, szczególnie latem, kiedy mam mniej spraw zawodowych na głowie. Nawet ukułem sobie taki termin „metal latem” (ładny palindrom, nieprawdaż?).

 

Od czasu do czasu słucham także innych gatunków muzycznych, na przykład ostatnio zainteresowałem się Amonem Tobinem i jego płytą Isam. Muzyka metalowa najczęściej towarzyszy mi w podróżach. W moim aucie znajdują się płyty ze starą dobrą Panterą, Dream Theater, a z nowszych albumów – choćby wspomniany Acid Drinkers czy Meshuggah. Z przyczyn zawodowych potrzebuję czasami roztopić eufonię Salvatore Sciarrino lub Beata Furrera w ciekłym metalu.