Wydanie: MWM 07/2017

Chmury

Article_more
Płyta znanego muzyka wydana w wielkiej wytwórni jest zawsze wydarzeniem. Towarzyszy jej kampania promocyjna, dobre zdjęcia, film rozpowszechniany przez media społecznościowe.

Artysta lub artystka częściej gra zarejestrowany repertuar na koncertach, sam obiekt jest zaś sprzedawany w rozmaitych wersjach: na CD, czasem na płycie winylowej, obowiązkowo w kilku formatach plików, które ściągnąć można z internetu. Kiedy pobiera się całą płytę, nagrodą jest pdf książeczki z opisem, komentarzem, fotosami. Dotyczy to także muzyki współczesnej, sporadycznie, ale jednak wydawanej przez gigantów typu Deutsche Grammophon. Wszystko skupia się wówczas na osobie kompozytora, promocja jest skromniejsza, poza tym jednak różnice są nieznaczne.

 

Bądźmy jednak szczerzy: wielkie wytwórnie rzadko wydają nową muzykę. Ryzyko utraty nakładów finansowych jest zbyt duże, zresztą wielu ortodoksyjnych miłośników tego, co nowe, zwyczajnie nie ufa wyborom muzycznym tzw. „majorsów”. Działa tutaj specyficzna muzyczna socjologia: przeciętni filharmoniczni melomani niechętnie będą szukać wybitnych nagrań Beethovena na płytach niewiadomego pochodzenia wyszperanych nie wiadomo gdzie (to raczej domena kolekcjonerów albo krytyków muzycznych), a miłośnicy noise’u niekoniecznie kupią nową, błyszczącą CD z najbardziej nawet awangardowymi utworami; chętniej sięgną po stary winyl Polskich Nagrań z wczesną muzyką Pendereckiego, kupiony z drugiej czy trzeciej ręki. Można się na to zżymać, można to kontestować albo omijać, ale znane z dziedziny muzyki rozrywkowej podziały plemienne są wyznacznikiem istotnym także dla naszego poletka.

 

Mniejsi wydawcy działają nieco inaczej. Niektórzy wypuszczają na rynek wszystko – dobrym przykładem rodzimy DUX, w którego potężnym katalogu jest bardzo wiele muzyki współczesnej. Trzeba jednak pamiętać, że nader często wybór utworów jest wypadkową gustów muzyków nagrywających dla tej firmy. Instytucje (na przykład Narodowe Forum Muzyki) wydają również własne serie – tutaj obecność nowych kompozycji zależy od polityki szefów artystycznych. W wielu krajach istnieją także specjalne instytucje promujące lokalną twórczość, zwykle związane ze stowarzyszeniami kompozytorskimi. Wydają one sporo płyt, ich repertuar jest eklektyczny, bo są to instytucje służebne. W efekcie trudno trafić na to, co nas interesuje. 

Od dawna już zresztą wiadomo, że wszystkiego nie posłuchamy. Nie obejrzymy wszystkich filmów, nie przeczytamy wszystkich książek. Każdy z odbiorców kultury musi dokonywać selekcji. Świat się przed nami otworzył, płyta wydana w Japonii czy Stanach Zjednoczonych nie jest już dla nas trudno osiągalnym rarytasem. Nagle okazało się, że jest tego strasznie dużo! Myślę, że stąd wzięła się tak silna specjalizacja, z którą mamy ostatnio do czynienia. Słuchający świadomie muzyki współczesnej wiedzą, że w katalogu Kairos znajdą najlepszą „muzykę komponowaną”, a w „klasycznej” serii polskiej wytwórni Requiem Records – zjawiska rozmaite pod względem estetyki, zestawione w sposób nieprzypadkowy. Wszelkich kompozycji z tak zwanego pogranicza, z nieprzebranej strefy muzyki pozaakademickiej, elektronicznej, konceptualnej, szuka się wśród wydawców takich jak Boomkat.

 

Dopiero natknąwszy się na nazwisko artysty, szperamy czasem w sieci, żeby znaleźć jego wydane własnym sumptem publikacje. Część tworców dokładnie planuje to, gdzie wyda swoją płytę czy – ostatnio coraz częściej – kasetę magnetofonową. Problemem może być jednak przekazywanie informacji o tym, co nowe, dlatego tak cenne są nie tylko YouTube, strony artystów na SoundCloud i serwisy streamingowe rozpowszechniające nagrania z różnych części świata, ale też blogi lub czasopisma publikujące odnośniki do wyszperanych w sieci stron. Kiedy wejdzie się zaś na strony Ubu Web, serwisu udostępniającego najbardziej osobliwe prace awangardowych twórców z całego świata, można odnieść wrażenie, że cały ten muzyczny świat jest już cyfrowy, działa w potężnej chmurze, The People’s Cloud, by zacytować tytuł filmowego dokumentu opisującego naszą cyfrową rzeczywistość.

 

Nowa muzyka wiedzie nas w nowe czasy, nie wiemy, jakie, ale co u licha możemy z tym począć?