Wydanie: MWM 07/2017

Muzyka drzew

Article_more
„Po dziś dzień zachwyca mnie i pokrzepia indywidualne piękno każdego drzewa, nieskończona mnogość kształtów i barw. Zawsze rozkoszuję się widokiem tańczących na wietrze gałęzi, wsłuchiwaniem się w śpiewne łkania i westchnienia albo szelestem liści szepczących swoje tajemnice. Piękno, harmonia, siła i ład to wartości estetyczne, które według mnie biorą się z kształtu i życia drzew” – fragment autorskiego komentarza Andrzeja Panufnika do jego niezwykłego dzieła, Arbor cosmica, mógłby być moim credo.

Pod tymi słowami podpisuję się bez żadnego „ale”. Zarazem jednak z przerażeniem notuję, jak niewielka jest grupa ludzi potrafiących drzewami się zachwycić, docenić je i uszanować. Nie kryję wściekłości na ustanowione ostatnio, barbarzyńskie prawo, z którego tak skwapliwie – jak Polska długa i szeroka – skorzystano. Nie jestem w stanie się pogodzić z hekatombą drzew, zniszczeniem, które już na zawsze odmieniło, zniszczyło, zubożyło i wyjałowiło krajobraz. Drzewa rosną powoli i żyją długo. Nowych, które wyrosną w miejsce wyciętych (a może powinienem napisać – zabitych), po prostu nie doczekam. Dlatego nie kryję również rozpaczy bezsilności…

 

Sezon się skończył, swobodę wakacyjnego czasu, nieskrępowanego koncertowym kalendarzem, warto może więc wykorzystać na posłuchanie szumiących drzew? Szmery i śpiewy lasu są naturalną muzyką, symfonią natury. Jeśli szukać analogii z technikami kompozytorskimi, to może najbliżej owej „leśnej symfonii” do aleatoryzmu, z jego swobodą kształtowania i niepowtarzalnością? Wyobraźnia może podpowiadać dziesiątki innych skojarzeń – do indywidualnej refleksji gorąco zachęcam. A jednocześnie rekomenduję niezwykłą książkę Sekretne życie drzew Petera Wohllebena. Niemiecki leśnik pisze o drzewach z wielkim emocjonalnym zaangażowaniem. Z każdego zdania przebija głęboka, czerpana z wnikliwej obserwacji, wiedza, a przede wszystkim bezinteresowna miłość do natury. I jeszcze jedna, może najistotniejsza cecha: wielka pokora człowieka, który nie uważa się za pana świata, ale zna swoje miejsce w pięknym, powiązanym tysiącem współzależności ekosystemie. Wohlleben opowiada o tym, jak drzewa się porozumiewają, jak żyją i wychowują potomstwo, jak wzajemnie sobie pomagają, jak wspierają słabszych i starszych, o czym pamiętają (i w jakiej perspektywie!), kogo wokół siebie tolerują, a nawet co odczuwają. Jeśli „leśna symfonia”, wygrywana przez ruch mas powietrza (wiatr), powstaje bez czynnego udziału drzew, to jednak okazuje się, że potrafią one również dźwięki generować! Dzięki czułym aparatom pomiarowym udało się zarejestrować „ciche trzaski korzeni przy częstotliwości dwudziestu herców”. Na te niesłyszalne dla nas dźwięki rośliny reagują! Wohlleben retorycznie stwierdza: „budzi to ciekawość, bo przecież i my, ludzie, jesteśmy przysposobieni do komunikacji dźwiękowej i może to byłby klucz do lepszego zrozumienia drzew”… Niestety, obawiam się, że barbarzyńców z piłami i siekierami niewiele to interesuje. 

Rozumiem, że ludzka cywilizacja z drewna musi korzystać. Gdyby nie drewno, nie byłoby większości instrumentów. To banał, ale może go warto powtórzyć: człowiek nie musi zaspokajać swojej chciwości w sposób niepohamowany, bo zasoby naturalne są ograniczone, na wyczerpaniu. Z przystępnie przekazywanej przez Wohllebena wiedzy płynie ważna nauka: drzewa należy zostawić w spokoju. Będą rosnąć i produkować tlen, a z przeciwnościami doskonale sobie poradzą. Drzewom służy spokój i przyjazna gleba. Gdy już się rozrosną, potrafią nie tylko ofiarowywać życiodajny tlen, magazynować wilgoć i łagodzić temperaturę, lecz także chronić przed spiekotą. A to jest przesłanie jednej z najsłynniejszych arii Händla, Ombra mai fu – Kserkses śpiewa tu o miłości do rozłożystych, dających cień, platanów.

 

Cytowany na początku Andrzej Panufnik wyczuwał w drzewach „nastrój i duszę, emanujące jakąś nieodgadnioną siłą”. Chciałbym, żeby cień mogły docenić również i przyszłe pokolenia. Życzyłbym sobie, by o duszy drzew nie mówili jedynie kompozytorzy czy poeci. I żeby wizja przemijania, odchodzenia, schyłku, w przejmujący sposób odmalowana w VIII Symfonii „Lieder der Vergänglichkeit” Krzysztofa Pendereckiego jak najdłużej pozostała jedynie wizją. W pełnej liryzmu symfonii, która jest hołdem dla drzew napisanym przez miłośnika drzew, umierają ogrody. Koniec drzew, ogrodów i lasów wyznaczy też kres cywilizacji człowieka. Oby jak najdłużej ta smutna perspektywa nie nastąpiła, jeszcze nie…