„Widma” w teatrze

Andrzej Kosendiak – wywiad
Article_more
Teatr wydaje się dobrym medium, narzędziem do tego, by dopowiedzieć coś ważnego do tekstu Mickiewicza i muzyki, którą skomponował Moniuszko. Zobaczymy, jak to się dzisiaj, po stu kilkudziesięciu latach sprawdzi, jak te Widma odbierze publiczność, no i jak takie dzieło sceniczne zabrzmi w kontekście genialnych dzieł innych twórców.

Grzegorz Chojnowski: Widma bywają od czasu do czasu w Polsce grane, ale to jest naprawdę rarytas. Skąd w pana reperaturze ten utwór i ten kompozytor?
Andrzej Kosendiak: Nieufnie otwierałem partyturę, ale gdy zacząłem się w nią wczytywać, dzieło wydało mi się bardzo interesujące. Powiem tak: to jest przygoda, bo powstałe w latach sześćdziesiątych XIX wieku Widma będą wykonane z towarzyszeniem orkiestry grającej na instrumentach historycznych. Oczywiście będą to instrumenty XIX-wieczne, szczególnie instrumenty dęte. Zadbamy zatem, by warstwa instrumentalna zabrzmiała tak jak za czasów kompozytora, a więc inaczej niż do tej pory. Na przykład piosenka Stasia to moim zdaniem siciliana. Jest szansa na nowe spojrzenie na twórczość tego wybitnego kompozytora.

 

Wrocławskie Widma zostaną zaprezentowane w ramach Wratislavii Cantans – z tematem tegorocznej edycji intrygująco korespondują, choć nie wprost.
Ciekawa rzecz, w tym roku Giovanni Antonini zogniskował program Wratislavii Cantans wokół tego, co spowodowało przełom w muzyce, kiedy słowo nagle stało się ważnym nośnikiem emocji. Nie tylko czysta forma, ale treść, emocja, które kryją się za słowem, i oczywiście znaczenie tego słowa stały się bardzo istotne. Tak powstało oratorium i opera, czyli gatunki mocno w tegorocznej Wratislavii Cantans wyeksponowane. Powrót Ulissesa do ojczyzny to dzieło genialnego włoskiego kompozytora (Monteverdiego), ale też rodzaj opery pierwotnej, bliskiej ideałom Cameraty Florenckiej. Na drugim biegunie – na zakończenie festiwalu – Mozartowska Łaskawość Tytusa, opera, której muzyka jest idealnie spleciona z warstwą dramaturgiczną. Natomiast Widma pojawiają się trochę jako eksperyment, może niepasujący ani do tych bardzo archaicznych wzorów, ani do gatunku opery w ujęciu Mozarta czy samego Moniuszki z późniejszego okresu jego twórczości.

 

Eksperyment polega na wykonaniu Widm w formie inscenizowanej?
Tam są też zaplanowane przez Moniuszkę partie mówione. Nie wszystko zatem będzie śpiewane, zobaczymy aktorów, będą soliści, chór, orkiestra. Dlatego do współpracy zaprosiłem Pawła Passiniego, reżysera z teatru słowa, ale z doświadczeniem muzycznym. Przypomnę, że reżyserował nie tylko w Teatrze Wielkim w Poznaniu, ale również sam był członkiem chóru w Operze Narodowej. Jest to więc artysta, który – nie tylko w moim przekonaniu – czuje muzykę. No i reżyserował już Dziady. Z entuzjazmem podszedł do tej idei. 

Kluczowy więc wydaje się tu tekst i jego interpretacja artystyczna.
Cały festiwal jest inspirowany wspomnianym przełomem w muzyce. Wtedy, na początku wieku XVII, słowo stało się zdecydowanie ważniejsze niż wcześniej. Zaczęło być istotne przekazywanie pewnych informacji, ale również uczuć i emocji, które za tymi treściami stoją. Pierwsze próby to oczywiście wizja odtworzenia tragedii greckiej, realizowana przez florentczyków, ale nie tylko muzycy, także intelektualiści postawili sobie za cel zbliżenie się do starożytnego oryginału. Później zaś genialny Claudio Monteverdi rozwinął tę ideę i został twórcą nowego gatunku muzycznego. Od jego opery właśnie zaczniemy festiwal, na operze też zakończymy.

 

Mozart potrafił znakomicie zintegrować słowo z muzyką, u niego libretto i nuty doskonale się uzupełniają.
Tak, Mozart idealnie zespolił elementy dzieła scenicznego, jakim jest opera. Muzyka u Mozarta to w żadnym wypadku nie czynnik służebny. On miał niebywały zmysł dramaturgiczny, żył teatrem, i nagle okazało się, że wybitna muzyka może współdziałać z tym, co się dzieje na scenie. W tym kontekście Widma Moniuszki wydają się bardzo interesujące. Nie jest to opera, może kantata, jak określał swoje dzieło kompozytor, oparta na jednej z części najważniejszego dramatu Mickiewicza.

 

Drugiej części Dziadów, czyli sztandarowego utworu polskiego romantyzmu.
Zwykle staram się być wierny regułom epoki, w której działał kompozytor, w tym przypadku jednak nie jestem tak ortodoksyjny, wręcz chcę przełamać tradycję. Moniuszko tak zaplanował partie solowe (Guślarza, Pana czy Zosi), że śpiewacy mówią niektóre kwestie. My zdecydowaliśmy się na bardziej dramaturgiczną wersję, dlatego do partii mówionych są zatrudnieni aktorzy. Guślarzem będzie Mariusz Bonaszewski, a drugi aktor będzie wypowiadał teksty wszystkich pozostałych postaci. W spektaklu wezmą też udział tancerze baletu, lalkarze z wrocławskiej PWST, na scenie sporo się wydarzy, a stroje i cały kontekst nawiążą do rzeczywistości, która nas otacza. Więc z jednej strony chcę, by ta muzyka została wykonana tak jak kiedyś, a z drugiej strony to ma być teatr, trochę niezgodnie z intencją Moniuszki. Czuję, że dbałość o zachowanie muzycznej tradycji w połączeniu z otwarciem się na współczesny teatr może przynieść bardzo ciekawe rezultaty.

 

W swoim studium na temat Widm XIX-wieczny literat Franciszek Bylicki chwali to dzieło jako jedno z najważniejszych w dorobku Moniuszki, podoba mu się zwłaszcza pierwszy obraz, prezentowany w scenerii cmentarza, i w ogóle pierwsza połowa utworu, trochę mniej to, co dzieje się już po chórze nocnych ptaków. Zgadza się pan?
Moim zdaniem powinniśmy popatrzeć na to dzieło jak ludzie, artyści żyjący dzisiaj, przez naszą wrażliwość, choć oczywiście z pełną wiedzą o tym, co było dawniej. Zwracam jeszcze raz uwagę na brzmienie orkiestry, myślę, że będzie bardziej kolorowe i subtelniejsze, niż gdybyśmy wybrali tradycyjne instrumenty. Jeśli chodzi o treść, nasze Widma będą okazją do rozmowy o tym, co nas nurtuje teraz. Tekst Mickiewicza w zderzeniu z jednak konwencjonalną muzyką daje taką szansę. Nie chodzi przecież o to, by przy okrągłym stoliku wywołać duchy przodków i ekscytować się obrazami z zaświatów. Sens tego zgromadzenia, obrzędu na cmentarzu, jest znaczący nie dla zmarłych, lecz dla tych, którzy pozostali, którzy muszą się uporać z tym, że może czegoś nie dopełnili w relacji z innymi, a ich już nie ma wśród żywych. W życiu każdego z nas zdarzają się takie momenty, każdy kiedyś traci przyjaciół, rodziców, osoby, które może mogłyby być bliższe, a nie były z naszej winy. I to nie oni mają problem, oni się od problemów uwolnili, my z nimi zostajemy. Jeśli na to dzieło spojrzymy w taki sposób, teatr wydaje się dobrym medium, narzędziem do tego, by dopowiedzieć coś ważnego do tekstu Mickiewicza i muzyki, którą skomponował Moniuszko. Zobaczymy, jak to się dzisiaj, po stu kilkudziesięciu latach sprawdzi, jak te Widma odbierze publiczność, no i jak takie dzieło sceniczne zabrzmi w kontekście genialnych dzieł innych twórców. Nie mogę się doczekać.