Wydanie: MWM 09/2017

Kompozytor bez granic

Article_more
Dziś odpowiedź na pytanie o najważniejszego kompozytora baroku niemieckiego wydaje się jednoznaczna i brzmi „Johann Sebastian Bach”. Ale współcześni Bachowi miłośnicy muzyki nie zgodziliby się z nią i wskazaliby bez cienia wątpliwości na Georga Philippa Telemanna, którego dwieście pięćdziesiątą rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku.

To on ukształtował mieszczańskie życie muzyczne Lipska, Frankfurtu nad Menem i Hamburga, to jego dzieła krążyły po całej Europie, to on jako pierwszy niemiecki kompozytor wykonał swoje utwory w ramach prestiżowych Concerts spirituels w Paryżu. Nie tylko władał sprawnie stylem francuskim, włoskim, niemieckim i polskim, lecz także scalał je wciąż na nowo w niepowtarzalny konglomerat. Był jednym z najbardziej produktywnych i wszechstronnych kompozytorów w historii muzyki, rzutkim organizatorem i właścicielem wydawnictwa muzycznego, które miało odbiorców w wielu krajach Europy.

 

Przeznaczony muzyce

Na świat przyszedł w rodzinie pastora w Magdeburgu 14 marca 1681 roku. Wcześnie zaczął grać na skrzypcach, flecie i cytrze. Jako dziesięciolatek rozpoczął naukę śpiewu u miejscowego kantora i w ciągu kilku tygodni poczynił takie postępy, że nauczyciel zlecał mu prowadzenie lekcji. Poza tym przez dwa tygodnie uczył się gry na klawesynie. Pomijając te dwa epizody, był muzycznym samoukiem. W wieku dwunastu lat skomponował pierwszą operę, Sigismundus, podczas prapremiery wystąpił najprawdopodobniej w roli tytułowej. Wtedy wcześnie owdowiała matka zorientowała się, że muzyka nie jest dla Georga Philippa tylko zabawą. Postanowiła zrobić wszystko, żeby zajął się w życiu czymś poważnym i dającym zarobek. Wkrótce trafił do szkoły w Zellerfeld, w górach Harzu, gdzie miał wyzbyć się niezdrowej skłonności. Jego talent przejawiał się jednak na tyle intensywnie, że nauczyciele i mentorzy zaczęli wspierać go w rozwoju. Nie inaczej było w Hildesheim, dokąd przeniósł się cztery lata później. Oswajał się tam z muzyką kościelną, na pobliskich dworach ze stylem włoskim i francuskim, studiował i kopiował dzieła poprzedników. Ostatecznym momentem zerwania z muzyką miało być rozpoczęcie studiów prawniczych w wieku lat dwudziestu. Wszystkie kompozycje i instrumenty Georg Philipp zdeponował u matki w Magdeburgu i wyruszył do Lipska. Po drodze zahaczył o Halle, żeby spotkać się z młodszym o cztery lata Georgiem Friedrichem Händlem. Był to początek przyjaźni, która trwała przez całe życie.

 

Przeznaczenia i w Lipsku nie udało się oszukać – trafił na kwaterę hojnie wyposażoną w instrumenty, na których grał jego współlokator. Georg Philipp udawał dzielnie, że na muzyce nie zna się ani trochę, aż pewnego dnia kolega znalazł świeży rękopis jego kompozycji i przekazał do kościoła św. Tomasza. Już następnej niedzieli muzykę wykonano w ramach nabożeństwa. Wśród słuchaczy był burmistrz, któremu bardzo się spodobała. Od tego momentu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie: Telemann przyjął propozycję pisania co dwa tygodnie kantaty dla lipskich kościołów. Objął kierownictwo opery, dla której komponował trzy dzieła rocznie, wykonywane z okazji targów. Powołał do życia Collegium musicum, orkiestrę studencką złożoną z wykształconych instrumentalistów, występującą również w operze (po latach Johann Sebastian Bach dawał z nią słynne koncerty w Café Zimmermann). Wkrótce Telemanna wybrano też na stanowisko kantora Nowego Kościoła.

 

Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to wręcz niemożliwe: student, samouk z prowincji zostaje główną postacią życia muzycznego w znaczącym ośrodku uniwersyteckim i handlowym. Wykazuje się nie tylko wybitnym talentem artystycznym, ale i organizacyjnym. Sprawnie koordynuje najróżniejsze zadania, buduje sieć kontaktów zawodowych i nieustannie się kształci, odwiedzając między innymi dwory w Dreźnie i Berlinie. Wszechstronne łączenie wielu funkcji, dające mu pozycję lidera życia muzycznego, praktykował później również we Frankfurcie nad Menem i, z największym rozmachem, w Hamburgu.

 

Droga ku sławie

Telemann szybko usamodzielnił się finansowo. Odesłał matce pieniądze przeznaczone na utrzymanie podczas studiów i oświadczył, że obiera drogę muzyczną, co spotkało się z akceptacją. Burmistrz Lipska już wtedy widział w nim przyszłego następcę Johanna Kuhnaua na stanowisku kantora kościoła św. Tomasza. W 1723 roku został nim jednak Johann Sebastian Bach, trzeci na liście kandydatów, po tym jak odmówili Telemann i Christoph Graupner.

 

Po studiach Georg Philipp postanowił sprawdzić się w innym środowisku. Przyjął stanowisko kapelmistrza dworskiego w Sorau (dzisiejsze Żary), później dwór rezydował również w Pless (Pszczynie). Jego przełożony, książę Erdmann II von Promnitz, był miłośnikiem muzyki francuskiej i miał jej bogate zbiory. Telemann studiował partytury Lully’ego i Campry oraz komponował suity orkiestrowe w stylu francuskim – w ciągu dwóch lat powstało ich około dwustu. W tym okresie po raz pierwszy usłyszał muzykę polską. Od początku zafascynował go ów stile barbaro, w autobiografii pisze o jego „dzikim pięknie”, opisuje też skład i specyfikę kapel ludowych. Jego podziw budziły improwizacje muzyków w przerwach między tańcami w karczmach: „Ktoś uważny mógłby w ciągu ośmiu dni nałapać od nich pomysłów na całe życie”. Od tego czasu elementy folklorystyczne na stałe weszły do jego kompozytorskiego wokabularza, lubował się w przełamywaniu elegancji muzyki dworskiej szorstkimi brzmieniami stylizowanymi na ludowe.

 

Trzy kolejne lata spędził na dworze w Eisenach. Powstało tam wiele utworów towarzyszących dworskim ucztom, tzw. Tafelmusik. Z tego okresu datuje się przyjaźń z Johannem Sebastianem Bachem, Telemann został później ojcem chrzestnym jego syna, Carla Philippa Emanuela. Tam też spotkał swoją przyszłą żonę, Amalie Louise Juliane Eberlin, córkę znakomitego skrzypka i największą miłość życia, którą utracił już półtora roku po ślubie, krótko po narodzinach dziecka.

 

W 1712 roku zrezygnował z posady na dworze, by objąć stanowisko dyrektora muzycznego we Frankfurcie nad Menem. Miasto liczyło wówczas trzydzieści tysięcy mieszkańców i należało, obok Lipska i Norymbergi, do najbardziej znaczących ośrodków handlowych i targowych, było też miejscem wyboru i koronacji cesarza. Odpowiedzialny za muzykę głównego kościoła luterańskiego Telemann nawiązał tu współpracę z teologiem Erdmannem Neumeistrem, jednym z najsłynniejszych poetów religijnych owych czasów, ojcem koncepcji kantaty zreformowanej. Nie miała być już ona jedynie muzycznym opracowaniem fragmentu Pisma Świętego, lecz także jego interpretacją. Z czasem przejęła funkcję muzycznego kazania, na które składały się: egzegeza Biblii i nauczanie teologiczne, po którym następowały wskazówki praktyczne i pouczenia moralne. W nowej kantacie zaczęto wykorzystywać swobodne parafrazy fragmentów Pisma Świętego, które zastępowały tekst biblijny lub stanowiły poetyckie wstawki. Neumeister wprowadził do niej elementy muzyki świeckiej: recytatywy i arie. Telemann był jednym z pierwszych, którzy komponowali utwory tego typu, a dzięki systematycznemu opracowaniu ich roczników znacząco przyczynił się do ukształtowania gatunku. Według świadectw z epoki w połowie XVIII wieku wykonywano kantaty Telemanna praktycznie we wszystkich niemieckich kościołach. Napisał ich przez całe życie około dwóch tysięcy, do naszych czasów zachowało się osiemset trzydzieści.

Muzyk, wydawca, ogrodnik

Jesienią 1721 roku Telemann zdecydował się przyjąć stanowisko dyrektora muzycznego w Hamburgu, objął zatem opiekę muzyczną nad pięcioma głównymi kościołami luterańskimi. Został też kantorem tamtejszego Johanneum, miejskiego gimnazjum, gdzie odpowiadał za nauczanie muzyki, w późniejszych latach kierował również operą. W Hamburgu miał do dyspozycji sporą orkiestrę i niewielki chór, a w kościołach wykonywał przede wszystkim muzykę własną. Był w stanie sprostać ogromnemu pensum dzięki pracowitości, niewyczerpanej wyobraźni i lekkości pióra. Opracował wiele tekstów pastora Neumeistra oraz Bartholda Heinricha Brockesa, najsłynniejszego wówczas poety Hamburga. Po jego poezję pasyjną sięgnął zresztą już we Frankfurcie (gdzie miało miejsce prawykonanie Pasji Brockesa). Oprócz niego uczyniło to wielu innych kompozytorów, między innymi Reinhard Keiser, Georg Friedrich Händel, Johann Mattheson, Johann Friedrich Fasch i Johann Sebastian Bach, który wykorzystał jej fragmenty w Pasji Janowej.

 

W Hamburgu Telemannowi przyszło pracować jeszcze intensywniej niż dotąd, ponieważ paląca stała się potrzeba dodatkowego zarobku. Jego druga żona, Maria Catharina, z którą miał dziewięcioro dzieci, nawiązała romans, uzależniła się od hazardu i wydawała ogromne sumy pieniędzy. Małżonkowie przez jakiś czas żyli w separacji, a w 1725 roku doszło do rozwodu, po którym kompozytor latami wychodził z długów. Założył wydawnictwo muzyczne i przez niemal piętnaście lat publikował edycje własnych dzieł – razem ukazało się czterdzieści sześć tomów. Przyczyniły się nie tylko do poprawy sytuacji finansowej, ale i do rozpowszechnienia jego utworów w całej Europie.

 

Na przykładzie działalności wydawniczej widać, jak przedsiębiorczym był człowiekiem. Często pisywał utwory tak, by można wykonać je na skrzypcach, flecie lub oboju, co zwiększało grupę potencjalnych odbiorców. Dbał o potrzeby muzyków zawodowych, uczniów i amatorów, a grupy adresatów sygnalizował w tytule. Kiedy planował wydawnictwo na dużą obsadę, najpierw badał rynek pod kątem potencjalnych nabywców, by w razie niewielkiego zainteresowania móc się wycofać, nie ponosząc strat. Pierwsze ogłoszenie w gazecie zamieścił przed wydaniem kantat na wszystkie niedziele roku kościelnego i święta. Zapowiedział sześćdziesiąt siedem zeszytów, każdy z nich miał zawierać jedną kantatę i ukazać się cztery tygodnie przed terminem wykonania. Zaproponował atrakcyjny rabat dla tych, którzy zdecydowaliby się zamówić subskrypcję całości. Listy subskrybentów były publikowane, co stanowiło dodatkową zachętę – można było zobaczyć swoje nazwisko w elitarnym gronie. Dzięki zachowanym spisom wiemy, że jego wydawnictwa zamawiali między innymi Bach i Händel. Tafelmusik miała stu osiemdziesięciu pięciu subskrybentów, którzy kupili dwieście sześć egzemplarzy, a pochodzili z Anglii, Danii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Norwegii, Szwajcarii i z krajów nadbałtyckich. Telemann nawiązał tu do oprawy muzycznej uczt dworskich w Eisenach – w ten sposób muzyka elit trafiła do szerszego grona odbiorców. Telemannowi niestraszna była nawet strona techniczna działalności wydawniczej: opanował technikę miedziorytu oraz zorganizował dystrybucję swoich publikacji, między innymi z udziałem kupców z Hamburga – mógł bez opłat załączać swoje partytury do ich przesyłek i dostaw.

 

Kompozytor założył też pierwsze niemieckie czasopismo muzyczne „Der getreue Music-Meister” („Wierny mistrz muzyki”). Ukazywało się ono w latach 1728–1729 i publikowało utwory na prawie wszystkie instrumenty i głos, na rozmaite składy, w różnych stylach. U początkujących instrumentalistów oraz amatorów owe publikacje miały rozwijać umiejętności techniczne oraz gust muzyczny. Ukazywały się niczym powieści w odcinkach – wieloczęściowe były rozłożone na kilka numerów czasopisma, co miało zagwarantować stabilną sprzedaż.

 

Wraz ze słabnącym wzrokiem zmalała aktywność kompozytorska Telemanna, ale nie zaprzestał jej do końca życia. W sędziwym wieku jego wsparciem był wnuk Georg Michael, również kompozytor. Wtedy też zafascynowało go ogrodnictwo. Sprowadzał egzotyczne rośliny z różnych stron świata i pielęgnował je z oddaniem w ogrodzie na przedmieściach Hamburga. Dożył imponującego jak na owe czasy wieku osiemdziesięciu sześciu lat, zmarł 25 czerwca 1767 roku. Pozostawił po sobie ponad 3600 utworów, w tym około pięćdziesięciu dzieł scenicznych. Dzieło Telemanna to kalejdoskop gatunków, składów instrumentalnych, stylów i barw.

 

Kompozytor z urzędu?

Po śmierci jego sława szybko zaczęła gasnąć, a w XIX wieku doszło do zniesławienia w kontekście rodzącego się kultu Bacha. Jego apologeci z pogardą wyrażali się o Telemannie, według nich masowym producencie muzyki. Symptomatyczny jest w tym kontekście błąd, jaki popełnił biograf Bacha, Philipp Spitta. Wśród rękopisów znalazł kilka kantat, między innymi Ich weiß, daß mein Erlöser lebt, przyjrzał się im, ocenił jako znakomite i uznał za dzieła Bacha. Po latach okazało się, że były to przepisane przez Bacha kantaty Telemanna, którego Spitta zwykł był określać mianem „powierzchownego grafomana”. Hugo Riemann, jeden z najważniejszych muzykologów przełomu XIX i XX wieku, pisał o Telemannie, że był „kompozytorem z urzędu”, a jego dzieła nie zasługują na wskrzeszenie. Literatura fachowa mu poświęcona nadal jest skromna i gęsto w niej od bezrefleksyjnie powielanych krzywdzących stereotypów. Jednym z pozytywnych efektów Roku Telemanna, obok wielu wykonań jego muzyki, jest opublikowanie obszernej i rzetelnej biografii kompozytora Georg Philipp Telemann und seine Zeit autorstwa Siegberta Rampego.

 

Dopiero w XX wieku zaczęto znów doceniać muzykę Telemanna. Jej powolny renesans zawdzięczamy muzykom nurtu wykonawstwa historycznego, poczynając od Nikolausa Harnoncourta. Nie oznacza to, że stereotypy i uprzedzenia wobec kompozytora zniknęły. Główną jego „winą” nadal jest to, że pisał dużo, z lekkością, sporo zarabiał i odniósł komercyjny sukces. W dodatku był lubiany i cieszył się szacunkiem konkurentów. Kompozytorów nieprzejawiających żadnych znamion geniuszu w ujęciu romantycznym (bieda, osamotnienie, niedocenienie za życia, choroba, początki obłędu) traktuje się podejrzliwie i stawia na wszelki wypadek w drugim szeregu historii muzyki. Anke Dennert z Towarzystwa im. Telemanna w Hamburgu nauczyła się reagować na zarzut, że muzyka Telemanna to ilość, a nie jakość, pytaniem: „A które to utwory są tak słabe?”. Odpowiada jej cisza. Christoph Schoener, dyrektor muzyczny kościoła głównego św. Michała w Hamburgu, dziś już wie, co odparowałby swojemu nauczycielowi kompozycji, który mawiał z przekąsem, że Telemann jeszcze przed śniadaniem miał gotową sonatę triową: „Tak, ale za to jaką!”.

 

Telemann nie krył się z faktem, że celowo tworzy muzykę przystępną dla wykonawców i słuchaczy. Jego kompozycje są owocem postawy oświeceniowej, zwróconej ku człowiekowi. „Kto przydaje się wielu, czyni lepiej niż ten, który pisze dla kilku” – tym mottem kierował się w swojej twórczości, nie zapominając nigdy o adeptach muzyki i amatorach uprawiających ją w kręgu domowym. Niezależnie od adresatów kompozycji nie opuszczała go wyobraźnia melodyczna, chęć eksperymentowania i przesuwania granic w zastanych formach oraz radość łączenia różnych stylów narodowych. Z tego względu dziś coraz częściej nazywa się go kompozytorem europejskim – jego otwartość przejawiała się również w bezpośrednich kontaktach z muzykami z różnych stron Europy. Tak często wypominana mu ilość szła w parze z jakością, nie na miarę geniuszu Bacha, lecz imponującego talentu Telemanna. Dla własnej przyjemności warto zamknąć uszy na krzywdzące stereotypy, a otworzyć je na jego pełną lekkości i fantazji muzykę.